środa, 9 stycznia 2019

Powróciwszy? (2017 throwback foteczki)


Powiem (za Filipem) tak: upłynęło tyle lat, nie wiem kiedy to minęło nawet. Ostatnia notka z czerwca '17, przedostatnia z grudnia '16. Jak zawsze w niemalże ośmioletniej już historii blogaska - przerwa ze wszechmiar nieplanowana. Trafiały się podczas niej nawet kilkutygodniowe okresy bez jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Kto chciał - śledził z wypiekami na policzkach moje poczynania na w międzyczasie rozhulanej (polecam, dobry portal dla kolarzy amatorów najebkowiczów) stravie, a kto nie chciał - to nie śledził. Biegowo i nie tylko wydarzyło się dość dużo, nie ma chyba co już odgrzewać kotletów typu "węgierskie klasyki w M21 - 700m przewyższenia i czas mocnego zwycięzcy 100 minut", kto chce to obserwuje moją twarz i zachwyca się :) przekazywanymi treściami codziennie na instagramiku, a kto nie to? NIE
Zasadniczo przeniosłem "płynnie" internetową aktywność z blogspocika na stravkę i inszta, ale paru foteczek i tutaj wrzucić nie zaszkodzi.
(pardon za brak węgierskich znaków w nazwach miejsc)


styczeń - minus dwadzieścia stopni Celsjusza koło Kiskunhalas
(na treningach pre-JWOC 2018), 3 grube czapki nie wystarczały


luty - wjazd (a potem zjazd!) rowerem z miejskiej wypożyczalni
pod Cytadelę na Gellert Hegy, początki węgierskiej zajawki kolarskiej
strava link tutaj

luty - 8km po 4'00 na bieżni mechanicznej, czyli w moim wykonaniu tzw. przyzwoita forma
(w wieku 27 lat zrozumiałem, że w przypadku lodu i zawiei śnieżnej normalni zawodnicy
trenują na takich urządzeniach)

marzec - wjazd (i zjazd 50kmh!) rowerkiem typu stara rozjebana kolarzówa na Janos Hegy w nocy
strava link tutaj

marzec - rekordowa naonczas w życiu ilość tłuszczu na brzuchu,
wydawało mi się, że to zupełny max full, ale jak się w 2018 roku okazało -
zupełnie jak w każdej dziedzinie życia - SKY is the limit! 


marzec - pierwszy (i póki co jedyny) raz w życiu na szczycie wieży widokowej na szczycie Ślęży i to od razu
z widoczkiem na Karkonosze!
strava link tutaj


kwiecień - podziwianie na żywo kunsztu Jacka Morawskyego podczas powstawania mapki na
NAJWIĘKSZE
POLSKIE
P.I.Ę.C.I.O.D.N.I.O.W.E.
ZAWODY
W
BIEGU
NA
ORIENTACJĘ
czyli
#WAWELKAP2017
strava link tutaj
kwiecień - ostry zapierdol przy organizacji MP Long



maj - jeden z setek towarzyszy węgierskiego biegacza wyjmowanych z ciała po każdym biegu
strava link tutaj

maj - początek rowerkowego zwiedzania wszystkiego, co w promieniu 50km od budapesztańskiego punktu zero
(Hungaroring w tle)
strava link tutaj 
maj - trochę pedałowania po asfalcie i - pod dobrym kątem i przy dobrym oświetleniu - nawet chuda noga
strava link tutaj


czerwiec - pozdrówki spod kolumnady

czerwiec - marzenie z czasów młodości ponownie zrealizowane

czerwiec - poprawne odżywianie kluczem do wszystkiego 
(to zdjęcie moim zdaniem było murowanym faworytem do wygrania konkursu instagramowego na temat przygotowań do zawodów organizowanego przez #wawelkap, ale jak się później oraz w roku 2018 okazało, wygrywają tam albo dwunastolatki albo Rafał Podziński)
lipiec - kibicowanko juniorskim kadrom na Słowacji, to był mój pierwszy EYOC
(ubiór nie do końca adekwatny do pogody plus wino z Villany)


lipiec - drugie ujęcie z Bańskiej Bystrzycy, fotograf amator
zwinnie uchwycił przechyloną szklankę oraz Hangę Szuromi


lipiec - pierwszy raz w życiu ponad 100km na rowerku naraz
(i to dwa dni pod rząd, łączne przewyższenie 2700m)
po tym lipcowym wikendzie przestałem być zmęczony w połowie listopada
strava link sobotka
strava link niedzielka
lipiec - just an ordinary day in the office, jaranko Tour de Francem

lipiec - ostry zapierdol przy The World Games w OB-vanie (nie kenobim, tylko takim outside broadcasting)
(fani instagramani foteczkę już niedawno widzieli)
sierpień - marny grajek na finiszu E3 Hungaria Kup - nie posiadano siły, aby ukończyć 6km trasy,
po czym następnego dnia bez problemu przebyto 12km +500m przewyższenia
psycholog (niekoniecznie sportowy) potrzebny był na gwałt, nigdy się go nie doczekano
strava link tutaj

sierpień - zupełnie przeciętny letni budapesztański zachód słońca,
I GORZKO SIĘ ZAPATRZYLIŚMY W ZABRANE NAM DALEKIE STRONY

wrzesień - chudziutki jak na standardy roku 2018 Piłkowsky (jeszcze nie Gabarito - ten narodził się dopiero w kwietniu 2018)
po otrzymaniu sromotnego wpierdolu na lokalnych (840 uczestników) göteborskich zawodach
strava link tutaj
  
październik - słowiański przykuc na granicy ukraińsko-słowackiej
(Ukraina jednym z niewielu państw, w których byłem, ale nie biegałem z mapą)

listopad - 4 miejsce w MMX na GEZnO w parze ze Sławomirem Cyglerem
najwolniejszy z dotychczasowych siedmiu występ na GEZnO w moim życiu = najlepsze względnie miejsce (4 w MMX cenię wyżej niż 3 w MIX w 2016)
strava link tutaj

grudzień - pierwszy raz w życiu 80kg bez ubrań 
grudzień - kolarz najebkowicz gotowy na pierwszą w całości przepedałowaną zimę
pozuje pod siedmioma madziarskimi wodzami na Hősök Tere 


To moja droga z piekła do piekła - taką klamrą skończmy póki co.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Po sprinterskich MP

Powiem tak: baraż o drugą ligę wygrany! Po piątoligowym zejściu z klasyka w Salgotarjanie na początku maja (dla chętnych polecam policzyć sobie, ile było przewyższenia na 12km w pełnym słońcu - dla niechętnych dopowiem, że 700m) oraz późniejszych majowych typowych występach przeciętnego trzecioligowca przyszedł czas na podróż do ojczyzny na najbardziej prestiżowe MPeki - w obieganiu obsranych bloków indywidualnie oraz sztafetowo.
Dla żądnych statystyk dodam, że wykonanych w tym roku treningów interwałowych/progowych/rytmowych na stadionie mam zero.
Żaden ze mnie Hank Moody, więc pisarstwo sobie daruję - zgodnie z duchem czasów same obrazki i hasztagi!
dookoła Pałacu można podczas sprinterskiej orientacji
 zamiast psich odchodów natknąć się na ludzkie


#wróżbita


#quarantinethings


Lublin piękny!


brzucha nadal ciut przydużo
OK!Sport Warszawa na kolacji przy świecach, w tym roku NKL, więc w przyszłym medal złoty!

póki co słońce wyszło u mnie zza chmurek

wtorek, 13 grudnia 2016

Magazyn bieg na orientację HOT NEWS pierwszy artykuł / appendix

Powiem tak: dzisiaj wpisik zupełnie nie o mnie, a wręcz z kategorii publicystyka. Jakiś czas temu (dokładnie to 5 lat i 7 miesięcy) zakładając owego blogaska planowalem m. in. pisanie tekstów nie tylko o swoich przygodach. Oczywiście /jak z większości innyhc/ nic z tych planów nie wyszło, jednakże:
pod koniec września tego roku otrzymałem maila z intratną /kilkucyfrowa kwota kontraktu, oczywiście wypłacona w białoruskich rublach lub starych polskich złotych ;) / propozycją współpracy z nowym corocznikiem na wydawniczym rynku polskiej orientacji sportowej. Ze swojego zadania wywiązałem się /obviously, like you guys were expecting/ nieterminowo i nietematycznie, jednakże z niecierpliwością oczekiwałem wieści. W międzyczasie zdążyły spaść wszystkie liście, a gdzieniegdzie nawet obfity śnieg, zmienił się trener Kadry Polski, Zarząd PZOS podobno pochylił się nad moimi spostrzeżeniami na temat przepisów, przebiegłem jakieś 10000m przewyższenia w górę... Aż nagle jest! Znamienite grono autorów, ładne grafiki, ciekawe tematyki, możliwość zamówienia w sklepie internetowym, co prawda na okładce mógł(a)by być polski/a zawodnik/czka, a zdjęcie mogłoby być zrobione przez polskiego fotografa i tylko mi...ciebie brak? - napisałby zapewne koneser takich hitów. Nazwiska Piłkowskyego nie ma i cóż poradzić. Jest natomiast blogasek ze mną siedzącym na przysłowiowym szczycie góry.  Zatem proszę bardzo, moje nie nadajace się zapewne do wydrukowania wypocinki. "Appendix" do wydania drukowanego

Zmiany, zmiany, zmiany, co ciekawego wydarzyło się w światowej i polskiej orientacji, głównie pod względem przepisów


# split WOC – podział na „leśne” i „sprinterskie (miejskie)” Mistrzostwa Świata. Od 13 lat WOC odbywa się każdego roku, a każdy zawodnik może zdobyć na nim obecnie nawet 5 medali. Przy czym do osiągnięcia tego na dystansie klasycznym czy średnim potrzeba zdecydowanie nie lada umiejętności i wielu godzin treningu w terenie odpowiadającym mistrzostwom, natomiast na dystansie sztafety sprinterskiej czasem wystarczy średni bieg podobny do tego na bieżni i mocni krajanie na następnych zmianach. Skutkuje to postępującą deterioracją znaczenia różnych medali. Poczynając od roku 2019 będziemy obserwować dwie różne imprezy mistrzowskie  - w tej oryginalnej dotychczasowe indywidualne dystanse średni i klasyczny oraz bieg sztafetowy, natomiast w tej nowej sprint, sztafetę sprinterską oraz nieznany jeszcze format. Z pewnością będzie to jednak indywidualny bieg „first to finish”. Część sprinterska w prostej drodze zmierza do biegania w kółko po stadionie lekkoatletycznym.
WOC 2017 – Estonia
WOC 2018 – Łotwa
WOC 2019  - Norwegia (leśny)
WOC 2020 – Dania (sprinterski)

# dodatkowe wytyczne dotyczące informatycznej części zawodów IOF – temat podniesiony szczególnie po spektakularnych problemach w sektorze IT podczas Pucharu Świata w Polsce. 
http://orienteering.org/iof-takes-steps-to-improve-it-quality-at-major-events/

# World Orienteering Day – poczynając od tego roku IOF organizuje ogólnoświatową akcję dość podobną do naszej Cała Polska Biega z Mapą (http:/biegajzmapa.pl). Głównymi zyskami CPBzM są doświadczenia organizacyjne zdobywane przez poszczególne kluby i osoby zaangażowane, natomiast czy akcja jako taka z pokazowym bieganiem dookoła rynków miast albo centrów handlowych przyciągnęła nowych amatorów sportu polegającego na możliwie szybkim poruszaniu się w możliwie trudnym terenie?
http://worldorienteeringday.com/

11 maja 2016 na całym świecie prawie 253 tysiące osób przemieszczało się między punktami kontrolnymi za pomocą mapy, przyszłoroczna akcja już 24 maja 2017. Nie mogę się doczekać. (tak, to był żart)

# wydłużony czas WOCLongW – albo jestem głupi albo nic więcej niż
http://news.worldofo.com/2016/04/22/long-distance-winning-time-majority-for-equal-winning-time/ i
http://news.worldofo.com/2016/04/13/how-long-should-the-womens-long-distance-be/
nie umiem znaleźć

# jeśli chodzi o zmiany w polskich przepisach to proszę o jeszcze trochę cierpliwości, niewątpliwie będą :)


Metody rozdzielania zawodników w zawodach biegu na orientację

na przykładzie WOCLongM 2016 Stromstad



Każdy z nas miał w życiu okazję biegać zawody, w których budowniczy tras użył jakiejś metody rozdzielenia potencjalnie biegnących wspólnie zawodników. Zapewne zastosowane zostały wtedy tzw. motylki (ang. butterflies, phi-loops) z wielokrotnym podbijaniem (z innymi kierunkami nabiegu) jednego lub większej ilości punktów. Samo wprowadzenie punktu podbijanego więcej niż raz stanowi pewne odejście od idei biegu na orientację – samodzielnej nawigacji za pomocą mapy i kompasu w nieznanym terenie.



Teoretycznie najlepszą, a niewykorzystaną w żadnych dużych zawodach metodą jest tzw. dead running. Może zamiast bycia pierwszym krajem organizującym mistrzostwa w tzw. sztafecie sprinterskiej Polska powinna jako pierwsza zastosować skuteczne metody rozdzielania zawodników na mistrzostwach kraju w leśnym dystansie klasycznym? 
Zamiarem tego artykułu nie jest zabawa autora w tłumacza języka angielskiego, więc poniżej kilka linków do bardzo obszernych rozmyślań nad tematem poczynionych kilka lat temu na łamach worldofo.com




Bardzo ciekawy z punktu widzenia pisania tego artykułu przebieg miały tegoroczne Mistrzostwa Świata na dystansie klasycznym. (http://www.tulospalvelu.fi/gps/20160825WOCLongM/?v=m3)


fig. 1 – Lundanes z Hubmannem dobiegają do punktu węzłowego, przy okazji widząc Kyburza M. z Kaasem oraz Daehliego

fig. 2 – do punktu węzłowego zbliża się Gueorgiou z Bergmanem, przed nimi jest Basset; Lundanes oraz Hubmann na dwóch różnych „skrzydełkach”

fig. 3 – Basset po raz pierwszy na punkcie węzłowym; Hubmann z Kyburzem M. po raz drugi

fig. 4 – Lundanes, Hubmann, Kaas oraz Kyburz M. opuszczają „motylek” w dokładnie takim samym składzie osobowym, w jakim go rozpoczęli; za nimi podąża widzący ich plecy Bergman (będący na pierwszym „skrzydełku”); Gueorgiou jest dokładnie na tym samym „skrzydełku”, co Basset

fig. 5 – efekt dwuminutowego interwału, niezbyt przemyślanej budowy trasy popsutej dodatkowo przez „motylek” w dużym powiększeniu – PIĘCIU zawodników z top10 listy startowej biegnie razem na przebiegu telewizyjnym; to chyba tzw. mokry sen kontrolera z ramienia IOF

Temat jest bardzo szeroki, znany od dawna, a obecnie wpływ na niego mają głównie wymagania stawiane przez stacje telewizyjne. W tym miejscu chciałbym postawić dwa tzw. pytanie retoryczne.
Czy dystans klasyczny powinien dopasować się do telewizji, czy telewizja do dystansu klasycznego?
Czy dystans klasyczny w obecnej formie z dwuminutowym interwałem oraz ekstremalnie dużą ilością krótkich przebiegów to nadal dystans klasyczny?

Inspiracją do napisania owych przemyśleń były działania organizatorów (i kontrolera) wrześniowych MP na dystansie klasycznym w Otroczu. Twierdzono bowiem, że zastosowanie dwóch tzw. motylków na trasie M21 oznacza de facto rozegranie kategorii na czterech różnych pętlach.

Z pozdrowieniami!