sobota, 30 kwietnia 2011

Koniec kwietnia

Dzisiaj tzw. highlight wiosennej części sezonu - Tijomila, startuje sporo Polaków, wśród kobiecych timów był nawet w 80% polski Kalmar OK. Wobec horrendalnej, jak zawsze, ceny za przekaz TV nie zamierzam rwać nocy dla czytania livebloga i liveresultsów, zadowolę się jakże przezajebistym Californicationem, który przez osatnie 71 dni, czyli od obozu, trochę zaniedbałem (6 obejrzanych odc). Warto przy tej okazji wspomnieć o wyciskającej nie tylko moje łzy końcówce sezonu nr 3. A damską 10milę wygrała właśnie (w sumie tak samo, jak zeszłoroczną Venlę, co widziałem przecież na własne oczy i żywo) dla swojego Tampereen Pyrintö Anni-Maija Fincke, niestety nieuwzględniona w moich typach (świetny pomysł swoją drogą), więc pewnie znowu nie uda mi się nic wygrać u Janka...chociaż może dostanę jakieś pk za przywiązanie do kraju, bo jako zwycięzców 1 legów obstawiłem dwójkę rodaków!
Nic nie pisałem do tej pory o mojej szkole (Uniwersytet Warszawski, Geologia, aktualnie 1 rok, powinien to wiedzieć każdy!), z której jestem dumny i lubię w trochę szerszym znaczeniu, niż biało-niebieski kciuk w górę, wrzucam więc 2 efekty
mojego wczorajszego kolorowania. Dodam jeszcze, że od powrotu z PDB dzień w dzień, włączając nawet święta, jestem ciśnięty jak siemasz, a podczas GPM mam do nauczenia tabelę stratygraficzną z dokładnością do pięter (pliensbach, synemur, hetang itd.). A nieudane próby podejmowałem przecież już we ferie.


PS. Otrzymałem właśnie telefoniczne info, że 2 moich dobrych znajomków z warszawskiej Gwardii, a mianowicie Idżi i Dżidżi, wygrało dzisiaj po raz 2 z rzędu Mistrzostwa Świata Sztafet 2-zmianowych, po2jne :D propsy chłopaki!

piątek, 29 kwietnia 2011

Pokal des Beaver Doliny 16-17.04

Odległy o pół tysiąca kilometrów od stolicy Polski Bolesławiec na pewno nie jest miejscem, do którego podróżować należy koleją. Swój udział w tych zawodach planowałem trochę inaczej, a okazało się, że bieganie, które, gdy się zgłaszałem, miało stać na miejscu nr 2 (kmwtw oczywiście :( , ale raczej 1/2 Polski w), na tym miejscu zostało, jednak na 1 plan wysunęły się zagadnienia logistyczne, a mianowicie "jak tu się dostać do szkoły i na poszczególne etapy?" W przeciwieństwie do Pucharu Przedwiośnia, nic nie było osiągalne z buta, więc łącznie przez weekend przemieszczałem się, oprócz 5 pociągów, 7 samochodami i w tym miejscu wielkie podziękowania dla wszystkich kierowców, którzy nawet godzili się łamać dla mnie przepisy kodeksu drogowego. Ale już postanowione, więcej nie wybieram się sam na zawody z "takim" transportem!
Co do biegania: za mogącego rywalizować z zawodowcami, czyli elitą, czyli w kategorii nazywanej zazwyczaj E, się nie uważam, więc widząc w marcu wstępne listy zgłoszonych, podjąłem, jak się okazało, słuszną decyzję o starcie w M21A. Dzięki temu nie nabiegałem może dużo km (a one są przecie najważniejsze, trzeba tłuc, tłuc i jeszcze raz tłuc, iiiii na 3 trening iiii do 30 dziennie iiii stopa złamana), ale rywalizować mogłem na swoim poziomie (bo i po co być 2 czy 3 od końca?), a także nie skończyłem 3etapów styrany jak siemasz, pozostawiając sobie trochę sił na trzynastogodzinny :] powrót do domciu.
Co do samej rywalizacji: było nas zasadniczo 3, Czech wygrywał jak leci i też chyba zgłosił się do A, a nie E z czystej kalkulacji, natomiast z Łukiem stworzyliśmy naprawdę zaciętą, sensacyjną i heroiczną oraz toczącą się do prawie samego końca. Zaczęło się od internetowej wymiany uprzejmości i zapewnień co to obaj ledwo co trenujemy albo należymy do "jednowystrzałowców" (tzn. siły na 1, ale mooocny, bieg). E1 przyniósł lekką (59") przewagę Oleśniczaka i lekkie wyniszczenie mojego kolana prawego, na E2 straty odrobiłem w zasadzie już na punkcie nr 2, skończyło się moją łączną 9" przewagą. Klasyk płynął równo aż do punktu nr 16, kiedy to z bliżej nieznanych powodów postanowiłem nie myśleć w ogóle, straciłem ok. 1' i przechyliłem szalę zwycięstwa na nie swoją stronę, w rozrachunku ogólnym zabrakło mi 31". Muszę też przyznać, że coś ze starego Zawodnika jeszcze zostało, bo ostatnie 6-7punktów, a szczególnie przedostatni, należały zdecydowanie do niego. Okazja do rewanżu nie nadarzy się prędko, bo pewnie dopiero na KMP, ale walka trwa!
Aktualnie jest prawie 2 tygodnie po zawodach, echa już raczej przebrzmiały, ale na wspomnienie zasługuje transmisja z kilku (3?4?) kamer na telebimie przed starostwem podczas sprintu, podobno? na sztafetach nocnych też był, ale nie wiem, bo nie dotarłem, 5lat temu na GPM miał być "telebim z wynikami elity", w końcu ktoś zrealizował pomysł. Podobno nietanio, ale brawa!
Sprint biegałem już rok temu, więc ciężko mi się nim niezmiernie ekscytować, ale satysfakcja z myślenia bez żadnej przerwy na miłej prędkości była, a o to przecież, co chyba mało który organizator sprintu w Polsce wybierając teren, a potem budowniczy projektując traskę, wie, chodzi w tej konkurencji. Druga czysta przyjemność dotycząca map/tras to naciąganie śladów GPS w quickroucie (ver 2.3), inna liga w porównaniu do krajowej średniej. Bardzo lubię uśmiech na swojej twarzy po wgraniu mapki (a robiłem to 5, 6 i 7 raz) autorstwa Wojtka Dwojaka.
Mogę się też pochwalić, że przejrzałem 1104 fotki z PDB i znalazłem siebie na 6, w tym 3 tłumu, w tym 1, na której ziewam. Dzięki kolego menadżerze Podzia!
Poniżej wrzucam wszystkie mapki razem z średnio dogłębnymi analizami, osobiście lubię czytać takie rzeczy, więc może i na moje ktoś się skusi. 


Tymczasem zasiadam, niestety nie na Ł3, a w swoim fotelu, oglądać Legia - ŻyWidzew, podobno cisną na rekord ilości przegranych meczów w historii.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Co słychać? ("aa urodziłem się 22 o świcie, teraz mam 21 lat niecałe i to jest moje życie")

Tytuł Przedłużyło się trochę to jutro, trochę nawet nie z mojej winy, ale skoro oprócz tego, że ze Szwecji, to odnotowano też wejścia z Norwegii, a także od użytkowników Maców, nie mogę pozostać dłużny. A więc w ciszy jedząc kolację powoli stukam w klawiszki. (u mnie na dzielni Perła aktualnie po 2,29)
Mapy z Pucharu Koziołka sobie chwilowo :] daruję, bo nie mam cierpliwości do naciągania w QR tego, a klasyg z Parchatki zasługuje na notkę oddzielną z przyzwoitą analizą, która na razie w powijakach, jako że, i nie boję się tego już powiedzieć, był to najcięższy bieg w Polsce w tym roku. (Bo chyba nie ma w polskiej orientacji tendencji do rozgrywania biegów klasycznych i długodystansowych w terenach wymagających, a już szczególnie w górach i skałkach, wystarczą okolice jeziora :)
Najłatwiej będzie mi zacząć od spraw bieżących i niestety zarówno w tym, jak i poprzednim tygodniu nie dane było mi trenować prawie w ogóle, ze względu najpierw na zdemolowane po upadku I dnia PDB (wkrótce 11 dni temu analizy etapów) kolano,
lewe normalne

prawe nie

a potem na frajersko podartą na treningu w Falenicy piętę, która może i na foteczce tak nie wygląda, ale ja z nią przez 2 ostatnie dni marnie chodziłem w butach, a gdzie tam bieganie.
Wszystko wskazuje więc na mierny występ na GPM, bo chociaż dam z siebie wszystko, to marzenia o podium w kategorii męskiej elity jeszcze się nie spełnią, a zadecyduje tzw. "biegówa". Ale wczoraj patrząc prosto w lustro obiecałem sobie dobrą walkę na klubowych, obym nie wzbudził takiego właśnie :) uśmiechu politowania. Mapa z Falenicy (zahaczająca dość mocno o przeze mnie aktualizowaną niegdyś "Wiązownę 3", teraz "Józefów"), wersja rowerowa co ciekawe, poszła z wkurwienia prosto po biegu do kosza, ale fotki w celach pochwalenia się co to nie ja niestety ni ma.
Jak wszyscy doskonale z biało-niebieskiej rzeczywistości wirtualnej oraz opisów na gg (wersja nie więcej niż 9 oczywiście) wiedzą, 7 maja Cała Polska Pobiegnie z Mapą i to w nie tylko Twoim mieście! A ja już jakiś czas temu dostałem zaproszenie do elitarnego grona twórców mapy dla edycji warszawskiej (oprócz mnie sami uczestnicy MŚ i to nawet prawdziwych, a nie juniorpółśrednich). Swój kawałek robić mogłem dopiero w tym tygodniu (wtorek+środa) i na papierze jest wszystko, ale z niewystarczającej ilości czasu na klikanie w OrienteeringCADzie nie udało się tyle, ile się chciało, ale chyba nie jest źle! A efekty będzie można oglądać w rzeczoną sobotę, od godziny 11 przy pomniku Jazdy Polskiej (Metro Politechnika, jak kto nie wie), także

Z A P R A S Z A M   G O R Ą C O

A "jutro" pewnie relacja z Pucharu Bobra i ciąg dalszy walki o liderowanie opinii o-świata!

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Początek sezonu

Chyba najlepiej będzie zacząć, opisując pokrótce ten rok od początku. Zima to, jak co roku, cotygodniowe okołowarszawskie treningi zimowe, mi w tym roku w końcu nacisk udało się położyć na falenickie Biegi Górskie, zameldować się tam 4 razy i wyśrubować swoją życióweczkę do niebotycznego poziomu 39:31, co dla niektórych może być efektem biegu na 72,3% możliwości, ale mnie zadowala (tym bardziej, że "distinguish yarself in da forest, mejt!"). W walentynki natomiast rozpocząłem tygodniowy obóz w przepięknej, nie bardzo jeszcze wtedy, ale po 2 dniach już tak, zimowej jagniątkowskiej scenerii. Biegało mi się raczej marnie, regularnie przegrywałem treningi z 3 i 4 lata młodszymi "Orłami", ale nie to zapamiętam stamtąd najlepiej! Dodam jedynie, że wróciłem pełen energii, wiary w siebie i jakby ok. 2 lata młodszy, szkoda, że i biegowo już prawie nic z tego oboza nie zostało. Ale o tym dalej.
Udało mi się już w tym roku startować w 3 różnych zawodach (co ciekawe wszystkie były "Pucharami", ale zwycięzcy dostawali co najwyżej pucharki, jedynie w tym Doliny Bobru coś, co "Olaf" (notabene piszący od niedawna w zrozumiałym języku) nazwał "famous Puchar", jednak polska nazwa to Wazon (chociaż jakoś sam nie przyuważyłem tego wyrobu z ceramiki, jedynie z fotki mogę wnioskować), dziwne trochę jest to, że wszystkie polskie zawody to Puchary albo Grand Prixy (fr. Wielkie Nagrody), jakby już nazwa miała wskazywać na nie wiadomo jaki ich rozmach i prestiż).
Nie da się ukryć, że sezon rozpocząłem już przeszło 5 tygodni temu Pucharem Przedwiośnia w Obornikach Śląskich. Strona z angielskim tłumaczeniem, wpis w kalendarzu na orientalistycznej Mekce - wordlofo.com z przewidywaną liczbą 500 biegaczy, w końcu prawie 300 zgłoszonych na klasyk pozwalało mi sądzić przed kolejową podróżą, że będzie "grubo". Liczba uczestników okazała się jednak największym problemem organizatorów "jedynie zawodów regionalnych". Cała Polska zapamięta podmiankę tras M i MM, ja natomiast, że wygrać w kategorii M to dla innego dolnośląskiego organizatora jakże wychwalanych zawodów sprawa pewnie życia i śmierci, a na pewno sporego zaangażowania w rozmowy z organizatorem, żeby nas (mnie, Łuka i Hewiego) odrzeć z wiktorii. Nie chce mi się nawet szukać i podawać przykładów różnych niezgodności wieku czy klubu w sztafetach, które jednak na podiumy w całej Polsce przy okazji jakże prestiżowych mistrzostw województwa wychodziły.
Klasyk biegło mi się całkiem miło, wpadło parę głupich błędasów, ale stawka była naprawdę mocna i mimo satysfakcji z biegania mogłem szukać siebie raczej od dołu wyników, po paru godzinach nocny rozpocząłem naprawdę ok, jednak kolejne bezmyślności i typowo nocny "headless horseman" czyli jeździec bez głowy zniweczyły moje szanse nawet na 3 miejsce. Sztafety (moja 1 zmiana) to raczej proste bieganie, chociaż czołówka dość szybko mi odjechała...Na + mogę sobie zapisać I raz w tym roku piwka prościutko po biegu i nawróconą na dobre dźwięki Tolę :)
W każdym razie najważniejsze w PP było to, że przyjechałem na niego chory, a wyjechałem jeszcze bardziej, mniejsze czy większe problemy zdrowotne miałem w zasadzie od 14 do samego końca marca, a same zawody bardzo w tym procederze pomogły...
To tyle z zaległości, jutro sprawy bardziej aktualne.



Pierwszy

Swojego własnego blogaska (biegowego, ale nie tylko) do wylewania żali w internecie planowałem założyć już dość dawno temu, jednak czekałem na ten "impuls", jakieś szczególne wydarzenie (i chyba miał nim być medaljon MP, niestety jeszcze nie udało mi się wystarczająco dobrze pobiec), żebym mógł być przynajmniej trochę serio traktowany. Był to błąd. Należało zacząć od razu zamiast rozkminiać pilnie sprawę ze wszystkich stron! Pięękna historia po tych ~4 latach by się napisała...
Teraz blogasków związanych z polską mniej lub bardziej eliciarską orientacją jest spoooro, także ciężko się wybić, szczególnie, jak po np. KMP będzie 17 różnych wpisów na ich temat, głównie z zachwytami jak to można było odpady na zawodach posegregować, spotkać przyjaciół z caaaaałej Polski, w jakiej to ja formie teraz nie jestem, zapewnieniami, że trening idzie dobrze, jednak nie wystrzegłem się błędów albo narzekaniem, że nie mam czasu na nic, a już na pewno na pisanie dla swoich wiernych czytelników.




W tej chwili oficjalnie dołączam więc do tej internetowej elity, "liderów opinii, których czyta cały O-świat", trendsetterów i co tam jeszcze spece od reklamy wymyślą. Początkowa faza rozwoju nie zakłada wchodzenia na fejsbuga z fanpagem, oficjalny profil, który uwaga uwaga będziecie mogli "lubić to" dopiero za jakiś czas!

także tego yyy start, zaczynamy!