wtorek, 24 maja 2011

W poszukiwaniu stylów i doskonaleniu skillu?

Tzw. sromotny wpierdol - nie ma się co zbytnio rozpisywać nt. moich wejherowskich występów. Seniorzy, młodzieżowcy, juniorzy, eliminatorzy, eliminanci, eliminowani, potencjalni jwocowcy (dobrze, że nie przyjechali Japończycy, bo byłby wstyd jak w 2008 koło Ołomuńca) - mało z kim nie przegrałem przez ten weekend. Mapek wrzucać nie zamierzam bo 1. niegotowe 2. po co się ośmieszać. Zasadniczo dobrze biegło mi się jedynie do 6pk na sprincie i tegoż samego na klasyku.
Co do sprintu - podobny biegałem na biegu towarzyszącym AMŚ w roku zeszłym, koncepcja super, warianty drugie (a nawet trzecie i czwarte bo naprawdę dobre) super, no ale po biegu rangi mistrzowskiej przecież spodziewałem się 12-15'. Oprócz tego padł nowy rekord długości kolejki do toja. Za to uczestniczenie w zawodach na 9stówek w Polsce całkiem przyjemne, chociaż trochę przytłaczające.
Dalej - średni z czasem zwycięzcy prawie jak na sprincie i mną nie odnajdującym się w ogóle na podmokłych obszarach. Następnie zupełna nowość - Specjale niepasteryzaki, wcale nie lepsze od zwykłych (czyli i tak wysoka poprzeczka) moim zdaniem.
Ze swoich młodzieńczych występów na Pomorzu pamiętam przyjemny biały las i przyjemne pooooodbiegi. Nic bardziej omylnego, teraz są krzuny i gałęziochy, a gdyby trasy było np. tyle co rok temu (13 i 650 w górę (oo halo halo, nowe przepisy już tylko na 4% zezwalają + np. regulowana jest kwestia wielkości cyferek na numerze startowym - 10cm minimum, dobrze, że tak istotne sprawy są unormowane, tylko co, jeśli będzie 9,5?)), niechybnie powtórzyłbym swój zeszłoroczny manewr. Zwyciężyła ambicja i w ogólnym rozrachunku prawie połamałem półtoraka godzinnego, a także prawie osiągnąłem upragnioną 30. Marnie.
Szumnie zapowiadany nawał studenckich spraw trwa, ale pisać muszę :) tym bardziej, że kilka dobrych słów podczas KMP usłyszałem na ten temat. Tylko żeby to internetowe życie nie przesłoniło prawdziwego! Wyobraźmy sobie świat bez wrzucania fotek na fejsbuga w poniedziałek, 2 lata temu się dało, a teraz?

Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale po zrobieniu klik w widok, a potem zestaw znaków i wybraniu windowsa, wyniki z Baltic Capu stają się troszk bardz czytelne.
Wczoraj ciekawą rzecz powiedział pan profesor od matematyki - "całki zostały policzone" - "kości zostały rzucone" - pomyślałem (i nie tylko ja) od razu, teraz można dopisać "żale zostały rozlane" :)
Jeszcze co do kwaśnych orientacyjnych znajomości i sytuacji, w tym miejscu gorące pozdróweczeki, a także alt+num3 razy tysiąc dla Toli oraz Gabi!

czwartek, 19 maja 2011

2 dagar före Polish Club Champs

Trochę się pozmieniało od ostatniej noteczki. Po 1. nic mi się nie chce, po 2. staram się stosować do zasady "wyłącz internet i goń swoje szczęście" (chociaż HIFI (misia) Pandy nie polecam, koooomercja jak Robert M, jeszcze tylko wpisów na fejsbugu od Dioxa i kolegów grubasków brakuje), po 3. zostałem zauważony przez kilku tzw. blogerów (dzienx :*), a Jacek napisał nawet parę słów na mój temat, po 4. nagonka na kiboli trwa, po 5. obejrzałem właśnie mecz piłki na trawie i Puchar UEFA po miernym widowisku zdobył najmłodszy w historii trener, po  6. Perła już po 2,59 ;( , po 7. zdziwiłem się, że jeden z trenerów kadry juniorów Mazowsza w BnO przebywał ostatnie parę dni na terenie Otwocka, co prawda (nie wszyscy pewnie wiedzą) dumnie mieszkam w Karczewie, a nie OTW oraz widziałem go w sobotę przed startem, ale to nie ja wpadłem w odwiedzinki.

10mila?
Ostatni wikend upłynął pod znakiem Pucharu VJ, obszerna galeria, a ja, oprócz nieudokumentowanych tym razem na kliszy, lecz wymiernych prac organizacyjnych, miałem okazję wystartować z masowego startu w niedzielnych Mistrzostwach Warszawy i Mazowsza w Nocnym Biegu na Orientację. Stawka mocna, Kuba i Jacek odmówili sobie przecież udziału w eliminacjach MŚ, aby wystartować na tegorocznej edycji mapy Meran. Przed biegiem zakładałem sobie spokojne trzymanie dystansu na początku, po czym przez chwilę nawet prowadziłem tuż przed 1pk (skończyło się małym zawijasem), a cały 1 phi-loop to radosna i pełna błędów orientacja. Z analizy międzyczasów wynika jednak, że byłem jeszcze wtedy "tuż za". Zmieniło się to na początku następnego rozbicia...o właśnie, miałem więcej ... załączać. Kolejne, "nierozbite" pk miałem przyjemność pokonywać razem ze zwycięzcą M18...podbijając 1 pk ostatniego phi-loopa zobaczyłem jednak Jacka...3 punkty nadziei, że może jedziemy razem do końca i el finiszero moje...niestety, mój 25 to jego 28, więc już swoim miernym tempem kończę zawody...5'20 za Kubą i Jackiem, czyli dość sporo, jak na masowy start, ale przyzwoicie, jak na moje umiejętności. (chyba lepiej normalne zdania, chociaż te...dobrą prędkość czytania nadają) 
Jeszcze tylko rozbiegać, zebrać punciki i o 2:00 kładę się spać. Po niezbyt długim śnie tym razem stawianie, trochę gadania, trochę oglądania zawodów zza różowego lapka Maryśki (teraz propsy! dla niej, jako że pokonała dwa razy podwójnie wcześniej spropsowaną Basię), zbieranie, spanie, szkoła iii? już czwartek? 

Zostały nawet mniej, niż 2 tytułowe dni do KMP, zgłoszona jest rekordowa za mojej 10-letniej kadencji w BnO liczba osób, w tym jeszcze bardziej rekordowe 80 w M20/21E. Przykra rzeczywistość może być taka, że zawalczę o miejsce w 30 i wcale nie będzie to zły rezultat, co więcej, wejście w 50 może nie być wcale takie łatwe...na zawodach w Polsce, któż by się spodziewał? Niemniej jednak, do roboty i SIŁA!

A, ktoś na UW (chUW) wpadł na genialny pomysł, że wszystkie poprawy ćwiczeń i zaliczeń muszą być zrobione przed sesją, dzięki temu ten i następny tydzień obfitują w studenckie sprawy, jak poprzednie 3 miesiące. Ja niby daję radę bez skamlenia o dodatkowe terminy, ale nie należę do większości.

A2, odwiedziłem "Juwenalia" przy okazji spotkania z nieudzielającymi się już biegaczami z Góry Kalwarii i nic specjalnego, więcej tojtojów widziałem na Jukoli. 

A3, kuuurwa, byłbym zapomniał o wulgaryzmach :) Nie na darmo to potwierdzenie przy wejściu.

środa, 11 maja 2011

Silent Night, Bodom Night

Słupki oglądalności spadają, więc przydałoby się napisać o czymkolwiek, byle tylko wskoczyć na szczyt uaktualnień...
"Robiąc" swój kawałek mapy na CPBzM (w okolicach najpopularniejszej koncertbudy w całej Warszawie), natknąłem się na autobus zespołu na blachach fińskich (nic dziwnego w sumie) oraz spore ilości niezbyt stosownie do pogody odzianych fanów. Wróciłem do domu, ścią wszedłem w posiadanie kilku pioseneczek i jestem trochę zafascynowany tym hewi (best heavy metal comes from north w końcu) metalem.
Od powstania blogaska przymierzałem się też do gorącego polecenia innego fińskiego "wytworu" - Nightwisha, a już szczególnie koncertowej płytki "From Wishes to Eternity". Dobry początek, dalej jeszcze lepiej, zwolnienie w trudniejszej części, żeby rozpędzić się w 100%,  ponowna zimna głowa bez niepotrzebnych błędów i na koniec cała reszta mocy. Jak wiele innych dziedzin życia b. dobre nawiązanie do biegania na orientację. I choć trzeba mieć świadomość, że świat zapierdala! do przodu, ciągle zmieniając się, bez Tarji to już nie to samo.
Notka inspirowana tym, że trochę zbrzydły mi, oprócz Małpy oczywiście :) ostatnio rapsy, a już szczególnie w wydaniu warszawskim.
Widziałem kiedyś taki pomysł, dzisiaj zobaczyłem znowu, nie musieli mi 2x powtarzać, Polak też potrafi. Trochę F nie wyszło jedynie.

niedziela, 8 maja 2011

Limiciki nieporobione

Wczorajszy dzień minął pod znakiem CPBzM, czy akcja okaże się sukcesem i przyciągnie choćby 1 nowego biegacza na orientację - zobaczymy pewnie już w przyszły wikend, na razie nie mi to oceniać. Wysiłki organizacyjne były na pewno znaczące, więc podobnie, jak w przypadku matury ustnej z polskiego można ustalić efektywność - tam liczoną w godzinach nauki prezentacji/punkt (ja 2 lata temu uzyskałem współczynnik 0,4 przy 10 zdobytych punktach :), a tu w wydanych złotówkach/przyciągniętego zawodnika. Ja oprócz zrobienia kawałka mapy, na którym postawiono łącznie 1 pk, miałem okazję oglądać zawody bno od strony organizacyjnej. Jak widać na starannie przeze mnie wykonanym kolażu, głównie siedziałem albo podpierałem swoje boki.
Pod koniec imprezy miałem także okazję samemu pobiegać tego dnia z mapą, na trasce 3,2km zrobiłem ok. 3,8 w 15', więc, jak łatwo policzyć, pojawiłem się w końcu poniżej granicy 4'/km na sprincie! I to biegając na nie swoim wolnym chipie, co niektórzy uważają za stratę ok. 2-3" na pk. Mapę zgubiłem, Garmina (310xt) zapomniałem, pozostały mi jedynie międzyczaski, więc przebiegów, a tym bardziej analizixa, nie będzie. Zakontraktowałem także swój udział w roli pejsmejkera w odbywającym się dzisiaj łamaniu limitów na bieżni. Niestety, podczas zbierania punktów powrócił lekki dyskomfort w moim prawym kolanie, a wieczorem ponownie (tak jak 20 dni wcześniej) ledwo co chodziłem po schodach...Dogłębnie analizując sprawę, doszedłem do wniosku, że przy silnym zachmurzeniu i ~12* C w powstałym w ten sposób cieniu, krótkie spodenki nie były najlepszym z perspektywy średnio przepadających za zimnem kolan ubiorem na kilkugodzinny pobyt na dworze/polu (mokotowskim). Teraz jest już lepiej, za 2-3 dni zapewne wracam na pełnych obrotach!
Rano pojawiłem się na ursynowskiej, 333,(3) metrowej bieżni, odwołałem swój aktywny udział w tej zabawie, pooglądałem mniej lub bardziej poradne próby dziewczyn (ponownie propsy należą się Basi! :) i młodszych chłopaków (a tu naprawdę charakterny finisz Filipa Prasała), po czym postanowiłem zostać operatorem kamery podczas biegu na 16:25, 16:30 i 17:00. Z perspektywy krótkiego jeszcze czasu, baaardzo zabrakło przynajmniej 1 osoby zapewniającej odpowiednie tempo (i to w każdej serii), wydaje mi się, że około 2x więcej juniorów spałoby dzisiaj spokojniej.
Jako studenciak z UW muszę też nadmienić, że przedwczoraj i wczoraj nie udało mi się dotrzeć na juwenalia, najbardziej szkoda chyba piątku, a pozostały brzydki Ostry może ręką się zasłaniać, oprócz tego robi przecież rapsy dla gimbusów i licealistów.
Na koniec dodam, że w poprzedniej notce lepiej pasowałoby na tym (od 3:37) bicie.

"Donald matole, twój rząd obalą kibole!" Kojarzonego z BnO pana wojewodę również!

piątek, 6 maja 2011

Początek maja

Cieplutki i słoneczy majowy wikend spędziłem na GPM,a tu wynixy w Lidzbarku. Swoją drogą środek maja, a ja jeszcze nie "startowałem" na Mazowszu, dziwna sprawa...jak już wcześniej pisałem, znając swoje aktualne możliwości, nie oczekiwałem niczego więcej, niż miłego biegania i raczej zadowoliły mnie parametry, a mianowicie 12km z massss startu, bo w przypadku np. 15, mogłoby być ciężko ze skończeniem.
Rano przed zawodami usłyszałem końcówkę 10mili, ponownie wygranej przez fiński (ta, w 40%) Kalevan Rasti, niestety bez takiego (3:18), ja się jaram! finiszu.
Jako e1 zaplanowano sprint po osiedlu domków jednorodzinnych i gdy po ~100m od startu udało mi się znaleźć i wymyślić wariant na 1 pk, pomyślałem sobie, że będzie całkiem ciekawie. Jakże się myliłem! :D "bieżnia" - to najczęściej słyszane po biegu określenie. I rzeczywiście, wyniki są precyzyjnym odzwierciedleniem aktualnej formy biegowej, umiejętności nawigacyjne zeszły na dalszy plan. Nic chyba dziwnego, przez następne dni aspirujący do miana reprezentantów Polski na EYOCu mają się przecież zmienić w lekkoatletów i kręcić w lewo (albo i w prawo (chociaż wątpię...), tego jeszcze żaden regulamin, zasady, przepisy, pismo oficjalne nie precyzuje, a akurat nasz związek stron regumalinów i innych płodów różnorakich komisyj ma chyba więcej niż zawodników)  osiągając prędkości dalekie od tych z lasu. Nie udało mi się niestety ponownie na przebiegniętym dystansie złamać 4'/km, skończyłem dalej, niż bym chciał i nie ma co się rozpisywać o tym etapie. Może oprócz tego, że przyjechał, ale nie biegać z mapą,tylko prezentować swoją najnowszą kontuzję, sam mistrz Europy . Aaa, jeszcze mi się tu skojarzył dobry obrazek, nt. dyscypliny ang. "sprint" autorstwa jakiegoś Szweda.

To co, od lewej, czy od prawej?

Następny dzień (poniedziałek) przyniósł klasyk, który w mojej (elitarnej zresztą) kategorii postanowiono rozegrać ze startu masowego, implementując w celach rozbicia stawki 3 motylki, z których ostatni okazał się taki sam dla wszystkich. Zaczęli mocno, po wyjściu na drogę czołówka odjechała mi na jakieś 100 metrów, ale tuż przed pk w sercu moim zapaliła się iskierka nadziei na miejsce na podium - Łukasz Gryzio popsuł sobie potężnie stopę (zerwał więzadła, coś takiego?), a mi przypomniały się sceny z Węgier z roku 2009, kiedy to na sztafetach wszyscy byli +4 miejsca do przodu. Po chwilowym postoju mogłem jednak liczyć już tylko na czyjeś problemy z niezawodnym przecież systemem SportIDENT. Tym razem moje nadzieje zostały spełnione, jedyny problem, że to mi nie podbiły 4 stacje...coś tam wiem o technicznych aspektach "biegania na czipach", ale jak???? 
Idea startu masowego sprawdziła się całkiem nieźle dostarczając, przynajmniej mi, sporo pozytywnych wrażeń i "walki" (z Koenem) prawie do samego końca, a także przypominając, że jednak przydaje się czytać mapę (np. pk nr 20, kiedy to straciłem kontakt z Sokalem i Kamilem S.).
Chrupek trzymaj się!
Jeszcze tuż przed zobaczeniem list startowych na wtorkowy handicap niektórzy nie dowierzali w moje przepisowe bieganie, ale to przecież tzw. chuje zazdrośni. Truchtając przed startem powiedziałem Koenowi (którego goniłem na 19") "nice running expected" i tak też było przez większość traski. Ponownie na miarę swoich możliwości, lecieliśmy we 3 (z Kamilem Studentem jeszcze) do momentu, kiedy najpierw postanowiłem sam przebić się innym wariantem przez krzaki (25), a potem pozwiedzać nie ten kwartał zielonego (26). Tym samym wykręciłem niebywały ostatni czas dnia, ale zagarnąłem pełnymi garściami sporo ciekawej rywalizacji. Przy okazji jeszcze spore gratulacje propsy! dla mojej prawie klubowiczki Basi, która zostawiła w tyle resztę K16.
Tym razem znalazłem swój ryj na 7 fotkach z 822, jedną nawet (co prawda bez pytania o zgodę) prezentuję na dole. 


wersja teoretyków spiskowych?


"foto K. Hanuszkiewicz" ?