wtorek, 14 czerwca 2011

Hory

Lokalizacja: Karczew, Polska
Ale nie czeskie "góry", tylko polskie "leżenie w łóżku" (chociaż sporo w tzw. pozycji obozowej) - tak właśnie wyglądały od czwartku moje treningi i preparacje do wakacyjnej części sezonu. Co począć, skoro w środę były 33? stopnie i lato, a dzień później 15...A miało być tak pięknie.
Dzisiaj pozwoliłem sobie już na małą aktywność, pobiegałem i posprawnościowałem zgoła to samo, co tydzień, temu, tętno też nawet to samo. (zgoła odmiennie chyba się lepiej komponuje, niż zgoła to samo? Ale z niekonwencjonalnych zabiegów stylistyczno-językowych przecież słynę?)
tydzień temu
małe marne prowo
Przebiegi i jakieś analizki z MPeków to sobie na razie daruję, może przy innej sprzyjającej okazji, a wątpię, aby ktoś wyczekiwał na przebiegi z top-18. W każdym razie moim startom w nowym klubie o bardzo codziennej i zupełnie niegłupiej nazwie OK!Sport Warszawa nie pomogło nawet wypicie OK! piwek...Mocno postanawiam w tej chwili, że nie chcę się już więcej wstydzić swojej zielono-czerwonej liniowej twórczości z Quickrouta (3DReruna?)!
W wikend nie było oczywiście tego złego, co by na dobre nie wyszło, nie byłem na Pomorzu (a zachęcał do tego nawet pierwszy w Polsce biuletyn w jęz. japońskim! ahh ta "Cała Polska Biega z Konkursem na Najlepsze Zawody CTZ w BnO"), za to kilka ważkich spraw (kryjących się pod nazwami Zły, Californication sezon nr 4 oraz NFS:U2) doprowadziłem do szczęśliwego końca. Szczególnie chciałbym zarekomendować, chociaż większość już w 1642 obejrzała, "przygody pisarza ruchaki" i naprawdę mi żal, że tak mało pod koniec było aktoreczki, chociaż pani prawnik sprawdziła się ok, a, co ciekawe, przewinęła się też córka Lennego Kravitza.
Jeszcze wcześniej miałem sporą przyjemność biegać 3 pętle, każda z dwoma podbiegasami, dookoła warszawskiej Cytadeli w "Grand Prix Żoliborza". Wykręciłem niesamowity czas 41:32, a poszczególne kilometry kształtowały się następująco: 3:34, :37, 4:07, :10, :07, :33, :24, :28, :35, 3:57. Także niejeden czytelnik skręca się pewnie właśnie ze śmiechu, ja miałem plan zacząć sobie "mocno" i może nie zdechnąć na końcówie, a teraz doskonale wiem, na czym stoję. Zawsze chciałem tak powymieniać km, jedno marzenie do przodu :)) Załączam 2 fotki (ale bez oznak słit), na tej z tłumem z boku biegł sam redaktor z portalu bieganie.pl, kręcac filmik, który miał wrzucić na swoją stronkę, ale chyba do dzisiaj tego nie uczynił...W każdym razie kamera na zawodach BnO to ostatnio powszednia rzecz, a mi jeszcze ani razu nie udało się przed takową wystąpić.

czwartek, 9 czerwca 2011

Meadows of Heaven

Szumnie zapowiedziałem 3 godziny temu 2 kolegom, że nic publikować do jutra nie zamierzam, po czym wracam do domu, a tu 137 wyświetleń stron dzisiaj! (i max lokalne wykresu odwiedziń porównywalne jedynie z tzw. pikiem irydowym (egzamin z geologii dynamicznej jutro, więc wiem co nieco))! Czyżby "najbardziej pożądany bloger o-świata"? Czy komuś po prostu zawiesiła się przeglądareczka i nastukała te 100 wejść? Nie wiem, ale czuję się pożądany, chociaż nawet nie poszukuję trenera :)
Mistrzostwa Polski, któreś już w mojej karierze, ponownie nie zakończyły się sukcesami...Jak co roku poszerzyło się oczywiście (mniej lub bardziej zasłużenie) grono "medalistów", na pewno bardziej w kat. M-18 w postaci Majewskiego Igorka - props! No i oczywiście juniorki WKS "Śląsk" :) któryś tam rok z rzędu.
Po zawodach, jak zawsze, odżyło forwhom, tym razem w formie polowania na czarownice (Oleja) - "pana", "gwiazdy", "najbardziej rozkminionych międzyczasów", a mi jedynie głupia rzecz przyszła do głowy - że ktoś się jeszcze może przez takie kwaśne sytuacje poczuć zadowolony, jeśli Michał nie jebnie medalu na JWOCu...Ja w każdym razie już zaciskam kciukenzy!
Mapki i przebiegi - są prawie gotowe, chciałem właśnie wrzucać jutero [in utero], więc chwilę jeszcze utrzymam napięcie. Jak każdy prawdziwy kul blogaskowicz napiszę natomiast parę + i - minionych zawodów.
Na pewno dobrze wypadło puszczenie Hymnu na rozpoczęciu, na pewno tereny super x7, na pewno zakończenia dobre, na pewno traski wymagające, na pewno organizacja dopięta,  punkty w konkursie na najlepsze zawody pewnie będą należyte, zakończenie sztafet chyba trochę za późno, śmieci na trasach sprintu chyba trochę za dużo, sprint chyba trochę bardziej dało się wciągnąć w miasto, ogólnie chyba trochę mniej przewyższenia dało się zbudować na trasach. Ale najciekawsze dla mnie było, zapożyczone wprost od naszych południowych sąsiadów Czechów, machanie żaglem (pionową flagą) klubu, ale nie przez osobę na podium, a stojącą za nią! Podobno na następnych MP planowane są racowiska w asyście sektorówek o rozmiarach co najmniej 20x50m przez każdy klub posiadający medalistów.
Walka trwa oczywiście dalej, dzisiaj miałem okazję biegać "płaskie" 10km (planowana dobra relacja), za 2 tygodnie Wawel Kap, MP klasyk i noc już za 106 dni, a cytując klasyka "następne mistrzostwa [sztafety, sprint] już w czerwcu!". 
Tytułowa piosenka to oczywiśći ę Najtłisz.

środa, 1 czerwca 2011

2 dagar före Polish Champs

Ostatnie 2 dni są chyba najgorętsze w tym roku i zdecydowanie sprzyja to przedmistrzostwowej gorączce. Ostatni wikend był dla mnie wyjątkowy, ponieważ szlifowałem diamenciki :D (formy) razem z m. in. zeszłorocznym brązowym medalistą ze średniego dystansu, a także wykręciłem kilometrage powyżej 30km (chyba w tym roku jeszcze nie było). Sobotni trening interwałowy skończyłem na ostatnim, jednak medalowym miejscu. 
Wobec braku regulaminowego wyposażenia punktów kontrolnych, podbiłem kilka nie moich, a największe problemy miałem na początku, próbując biec trasę z 2 strony mojej kartki, oprócz tego średnio biegowo i trochę odstawałem od chłopaków. Nie ma się chyba co rozwodzić i analizować każdej straconej sekundy. Niemniej jednak mapa Radość jest jedną z lepszych na Mazowszu i oferuje szerokie spektrum wyzwań treningowych w zakresie BnO. Jej dni są niestety policzone, ponieważ może jeszcze nie przed EłRO2012, ale w najbliższych latach, na pół przetnie ją południowa obwodnica stolicy. Także oprócz basu milion razy dziennie, zalecam treningasy na zachód od Góraszki!
Następne 2 dni spędziłem, po tym oto filmiku, (jak kto grał kiedy w NFS Underground 2 to chyba pozna, tylko, że oni NAPRAWDĘ tak jadą) na graniu w rzeczonego nfsa, dzisiaj już mi trochę przeszło, więc mogę trochę postukać w inne, niż strzałki klawiszki.
Kiedyś w magazynie Orienteering Today czytałem o specjalnych przygotowaniach do WOCa w roku 2005 (w Japonii i skwar oraz żar z nieba), trochę zainspirowany tym wczoraj, a także dzisiaj treningi swe zaczynałem o godzinie 13:40, czyli w pełnym słoneczku. Jeszcze żyję, więc nie było to aż tak głupie posunięcie. Dzisiejsze 10x200 (~33") zainspirowałem natomiast wczorajszym rekordem Polski na 1000m (2,16,99) rok ode mnie przecież starszego Adama Kszczota. No i na moich półkółkach "prawie" się zbliżyłem do podobnych prędkości. 
Miewałem wiele problemów (ostatnio pod koniec klasyga na KMP, gdzie na "płaskiej 3km końcowie" stoczyłem minimalnie, ale wygraną! walkę ze szwedzkimi juniorkami! :] ) z przesadnym gorącem podczas zawodów, może takie sesje coś pomogą.
Co ciekawe, wczoraj świeżo po treningu na wadze oprócz swych umorusanych palców zobaczyłem takie oto cyfry. "Trochę przygruby, jednakże od ???????? chudszy" powinniście teraz pomyśleć :D 
Nie było jeszcze, więc nadrabiane:
beka z wieprza!
:)




Najważniejsza rzecz o jakiej chciałem napisać, to moja aktualna od marca lektura pt. "Zły". Z racji większej ilości czasu mogłem trochę więcej kartek przerzucić ostatnio i naprawdę polecam! Nie trzeba szukać daleko, nie trzeba (na siłę?) sięgać po zagraniczne języki i autorów, żeby pokazać jakie to się fajne rzeczy czytuje, a to, co polskie i po polsku niekoniecznie jest marne, chujowe, mierne i niedzisiejsze. A naprawdę cudownie jest przebywać w mieście i widzieć miejsca, które w swoim stanie 60 lat temu były areną "Złego", mieście zmartwychwstałym nadmienię.

TOLA     MA    DONALDA
DONALD        MA TOLĘ

Na koniec małe zastrzeżenie, że największe propsy zawsze i wszędzie grane dla Natashy.