wtorek, 30 sierpnia 2011

Ciężkie czasy

Lokalizacja: Trypolis, Libia
Zdecydowanie straszliwie zaniedbałem ostatnio blogaska, przyczyn takiegoż stanu rzeczy jest kilka, a na pewno moje ostatnie (GPP oraz CVČ) wyniki nie pomagają...Za chwilę początek roku szkolnego, a u mnie cały czas środek sierpnia.
Byłem świadkiem/uczestnikiem wielu ciekawych wydarzeń w ostatnich dniach, trochę mapek  mam jeszcze do zeskanowania, więc notka następna będzie obfita co najmniej, jak róg objętości. Zdążył, i to dawno, się już skończyć francuski WOC, gpsa ze sztafetowych dokonań kobiet poleca chyba każdy, nie będę gorszy. W międzyczasie do krainy borówek w lasach wylecieli Gajda&Morawski, dzięki czemu, ku mojej radości, z Tampere notuję ostatnio sporo odwiedzin, smuci mnie natomiast, że liczba ta znacząco przewyższa kilka polskich miast, np. taki Wrocław...Niby pożądany "bloger" ze mnie, ale do hasła "Wykaż się w lesie" nie bardzo się stosuję, więc i mało kto poważnie traktuje mego blogaska. Czas najwyższy to zmienić!
Co do treningu, zauważyłem, iż tzw. Kadra Mazowsza Juniorów miała praktycznie całe wakacje zaplanowane zawodami/bieganiem na orientację - więc jesień może zdecydowanie należeć do mazowieckich juniorów? Na razie umiem jedynie z wyników odczytać, którego dnia miało miejsce największe zachlewanie pałki, kto mógł złapać rotawirusa, kto próbował forsować bagno nie do przejścia, kto na pewno nie jest zadowolony ze swojego biegania, z kogo beka, bo jest wieprzem itd. A właśnie, wczoraj podobno miały miejsce oficjalne obchody 18 urodzin Zuzanny Kubickiej, chyba mnie pominięto przy zaprosinach...Odnotowałem także, że Kadra Mazowsza na zawody towarzyszące mistrzostwom świata, w terenie, o jakim nikt, kto tam nie był nawet nie śnił, postanowiła wysłać najbardziej doświadczonego trenera bno, który przecież około rok temu "zszedł z orientalistycznego drzewa", czyli odważył się biegać nie po ścieżkach.
Innym powód, z którego zwlekam z opisem Grand Prix Polonia, to fotografia mnie razem ze znanym spikerem i prezesem Łukaszem Charubą wykonana tuż po E2, czyli sprincie. Jak wiadomo, łódzki klub prosto ze stolicy Karkonoszy wybrał się na Hungaria Kupa pod samą granicę rumuńską. Miały tam miejsce dalsze cyrki związane z dekoracją i ich żaglem, proponowaną przeze mnie sektorówkę na razie zastąpił banerek, ale wszystko idzie w kierunku pokaźnych opraw w przyszłości. W każdym razie wspomnianego wyżej zdjęcia nie odnalazłem w "orientusiowej" galerii z GPP na znanym serwisie picasaweb.google.com, nad czym niezmiernie boleję , a także nie mam czym okrasić pięknej noteczki.
Na koniec, o ile ktoś jest szkolony w ruskiej mowie, taka oto niespodzianka, której niestety nie dane było dotrzeć na moskiewskie Łużniki. 

środa, 17 sierpnia 2011

Dobry sierpień, dobre życie


Biegałem w ostatni wikend na Dolnym Śląsku, tuż przy granicy z Czechami - w Jeleniej Górze - na Grand Prix Polonia. Rozpiszę się przy okazji publikacji map, ale zawody maaaarniuuusieńkie i typowo na zarobienie tzw. hajsu nastawione. Moje występy śmiało można natomiast porównać do występów naszych kadrowiczów na WOCu. To znaczy, jakby do stolicy Karkonoszy zjechali Japończycy, Koreańczycy z Północy, dziadek z Holandii, Turasy, Hong-Kongi, Grecy i US and A, to bym się uplasował w połowie stawki.
Ale nie o tym chciałem dzisiaj, w dzień "Long F". Natknąłem się mianowicie w domu na takie oto pismo:
bez daty, ale za pomocą metody węgla C14/C12 komentków wydatowane na lata 1976-1977 rok 1978, a przytaczając je, oprócz niewątpliwej wartości pamiątkowej, chciałem zwrócić uwagę na akapit nr 2 od końca. Mi to jak siemasz przypomina dzisiejsze promocyjne zapewnienia o zielonym sporcie(.pl) itd. Tylko, że wtedy ok, nie każdy mógł słyszeć o BnO, natomiast dzisiaj minęło ~35lat. A sprawa ma się tak, że kto ma na oriętacje biegać - już to robi, a żadne promo akcje nic nie zmienią (minęły 3 miesiące od sławetnej CPBzM - ile nowych osób akcja ta przyciągnęła? Na palcach swoich rąk, o ile nie jednej policzę.) Przecież kiedyś w woj. małopolskim za czasów wojskowych nawet TV przyjeżdżała na promocyjne zawody, przecież w stolicy na "szkolnych" bywało po 700? dzieciaków. Nie przyciągnęło ich - to tym bardziej KOsprint albo 72 kamery w lesie, czy też kosze do segregacji odpadów i  zapowiedź w lokalnej internetowej tv tego nie zrobią.
Promować i reklamować to można proszek do prania, pigułki na ból łba albo marne piwo, prawdziwe rzeczy, a tym bardziej niepowtarzalny sport powinny bronić się same.
No, stanowisko gotowe, zara lecimy z mistrzostwami.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Keszitsen kepet onmagarol

Lokalizacja: Karczew, Polska
ja+zamek w Chęcinach
Prawie zgodnie z niedzielną zapowiedzią, w przedprzeddzień WOCa (którego niestety nie dane mi obejrzeć na własne oczy w tym roku) oto najbardziej wyczekiwana noteczka roku!
Zaczynając od początku, czyli od dzisiaj, trzeba cofnąć się około rok wstecz. Wtedy to, chyba, w czasopiśmie "Bieganie" przeczytałem artykuł o jakimś brodatym Amerykaninie, który biega "naturalnie", na boso, w dżungli, bez zegarka, gdzie nogi poniosą itd. Trochę mnie to zainspirowało, niektóre "postulaty" postanowiłem nawet wprowadzić u siebie. Oczywiście z butów jeszcze nie wyskoczyłem. Szło mi to dość średnio, bo 1. nie dysponuję specjalnie ciekawym i niezbieganym lasem w okolicy 2. nie byłem na tyle mocny, żeby pozwolić sobie na 2h rozbiegania "przed siebie". Aż 17 lipca tego roku wylądowałem w woj. świętokrzyskim, a konkretnie w Bocheńcu, by razem z ponad połową swojego roku doskonalić geologiczne skilzy, otłuc wszystkie napotkane skały (głównie full ciekawe peliciaki-"wapienie pelitowe") młotem, wyzbierać trochę odcisków albo i muszli martwych od co najmniej 150mln lat zwierząt morskich, ale, co najważniejsze, zastać tam jak najbardziej dziki las oferujący miłe przewyższenia. O tym, co parę dni temu - zaraz, na razie dzisiaj.
niby droga, a tu jezioro
Jako, że po 3 tygodniach dobrego zachlewania pały (największe hity to Ruda na Trawie Żubrowej mmm i Barmańska - czuć tanie wino, ale ale ale 6,97zł/0,5 l/21% =najlepszy na świecie stosunek cena/jakość) i wyciszenia wróciłem pełen życia, energii, z jak najbardziej świeżym spojrzeniem i pozytywnym bagatelizowaniem każdego problemu, bardzo przypomina mi to stan tuż po feriach/zimowym obozie. Tylko, że teraz pada deszcz, a wtedy śnieg. Postanowiłem więc wykonać dość podobny trening "progresywne (ale nie do porzygu) 17". 17, bo tyle lat ma przecież najmłodszy tegoroczny mistrz świata juniorów w biegu na orientację, a także każdy urodzony w roku 1994. Nawet punkty tej "wycieczki" były podobne do lutego - jeziora. Tylko, że wtedy zamarznięte, a ja zdobywałem ich środki, a teraz jak najbardziej odmarznięte, za to jedno nowe w okolicach bunkrów na Dąbrowieckiej Górze (mapa Pogorzel) - powstałe na terenie normalnie bez żadnych cieków/zbiorników/niepodmokłym. A jako, że doszczętnie zatopiony został również rów antyczołgowy z czasów II WŚ, głębokość tego zbiornika dochodzi podobno do 5 metrów! Molesta (ewenement!) na skalę lokalną. Hydrolodzy mają ciekawy rok. W każdym razie do zajezdni zjechałem po miłych 75minutach.


a zakończenie jak w F1
Miesiąc temu miałem dwukrotną przyjemność biegać w Kaszebe O-Cup, nie zawalczyłem tam za bardzo, w pierwszym występie popisałem się podbiciem złego 1pk, Piłkowsky i nkl to jednak żadna norma (no chyba, że to GPM i puszki mnie nie lubią), więc średnio się ucieszyłem, szczególnie, że mogłem pokonać znanego na Pomorzu nie tylko z łapania wbiegających na metę, bo triathlonistę, blogera i byłego orientalistę Piotra Suchenię. (Mapki są tak marnie wydrukowane, że na skanach już kompletnie nic nie widać spod warstwic, więc już trochę tradycyjnie odpuszczę sobie przebiegi...)Następnego dnia, po eliminacjach biegu średniego, dostałem dobrą propozycję zostania jednym ze spikerów, jednak coś się nie sprawdziłem w tej robocie, może jeszcze mój czas w tej profesji nadejdzie! Podczas ostatniego, 4 etapu, zmarnowałem wszystkie szanse na rehabilitację, miotając się mocno po mocno wydeptanym lesie oraz nie wykręcając najlepszego finiszu. No cóż, przynajmniej dobra najebka na maksymalnie wesoło mi się udała na bankiecie. Tej koszulki miałem nie publikować, ale już się doprała i chyba zasłużyła.
pozdrówki z bankietu!
czy w Czechach też miewają
zawieszenia za piwka?
PoJWOCowy tydzień spędziłem 4x na mapie, co prawda 3x był to Meran i 2x trasy z majowych nocnych mistrzostw, więc znane pk, ale treningi na mapie jak wiadomo najlepsze i zawsze spoko, więc zawsze coś! Po 2 "odgrzanych kotletach" nadszedł czas na najlepszą i doczekującą się właśnie aktualyzacji? mazowiecką mapkie - Radość, w wersji bez dróg i z gwiazdą Dawida. Walnąłem kilka błędasów, w tym 2' na 13 oraz, mimo najszczerszych intencji, jednak nie trafiłem w 15. Mapową serię zakończył Meran, w wersji także bez dróg, ale za to z rwącym potokiem w miejscu suchego rowu między 4 i 5, forsowałem go dwukrotnie tuż przy zbudowanej przez miejscowych tamie z worków z piaskiem. Dobre jajca z wodą w tym roku. Tradycyjnie minąłęm jeden pk - tym razem nr 9 - typowy równoległy błędasek oraz pogrubiłem na czerwono kawałek śladu gps - przed 5 (na Radości za 10) - jak ktoś zgadnie, co się tam działo, to legitymacja Scotland Yardu już czeka :]



Następnie ja wyjechałem kopać! kopać! (warto tu wspomnieć o mojej ulubionej produkcji filmowej pt. "Kapitan Bomba" - mało wulgarny i bardzo poważny humor, polecam z całego serca obejrzenie wszystkich odcinków! a potem wypowiadanie się za pomocą cytatów!) a reszta orientalnej/orientalistycznej/orientacyjno-sportowej, ja jebe, jak ta "orientacja sportowa" głupio brzmi! Polski w jakże wymagające technicznych przygotowań płasko-zielono-okopowe tereny okolic Nowego Dworu Mazowieckiego. Zaczęła się, już w tym roku ostatnia? :) (co roku chyba ta śpiewka) olimpiada młodzieży. Young guns, czyli młode strzelby z Victorii Józefów, czyli Basia+Marysia pokazały trochę, na co je stać! Jasne, że mogło być 2x lepiej, ale moje gratulacje! I żeby nie było, że bez propsów - PROPSIKI Oczywiście po wszystkim zapozowały do foteczek z uniesionymi kciukami :)
Ale highlightem eventu Ciekawe okazały się też sztafety i awans Krzycha Wołowczyka na 3 zmianie z 389234? albo i 389235 miejsca na 2. Jak metro. Nadmienię też, że powstała ostatnio całkiem fajna i przyjemna strona warszawskiego UNTSu, unts.waw.pl. Ale highlightem eventu (tak, tak, idę z duchem czasu i angielskie słowa muszą stanowić o sile pisanej wypowiedzi)* okazała się współpraca z firmą Rikaline i planowany 1 raz w Polsce ONLAJN STRIMING TRAKINGU GIEPEESA, który wcale nie był online, moje zapytanie o niego, jak każdy średnio wygodny post na forum przeszło bez echa (vide Morawsky i punkty w stajni na KMP we wrześniu 2010) a działanie (wnioskuję z jednej załączonej fotografii, więc może się mylę?) zostawiło trochę do życzenia, więc żadna moja za monitorkiem strata :)

o tu, dookoła i po szczycie
Czubatki i Bolmińskiej
głównie kręciłem km 
pozdrówki z fontanny
W przerwach od studiowania zrealizowałem w Bocheńcu kilka treningów, nacisk kładąc na 
wytrzymałościowe przygotowanie do 2 części sezonu, było tego 2 mikrocykle i po powrocie domknąłem kolejny mezocyklik. Ojoj, teoretykiem sportu to być nie umiem...W każdym razie w terenie wprost stworzonym do tego "naturalnego biegania" przed siebie i ile sił w nogach trzaskałem sobie przyspieszane lub nie wybieganka lub podbiegasy lub zabawy biegowe po wąziutkich i zawalonych gałęziochami ścieżkach oraz raz śmignąłęm w niebywałym deszczu 26 lipca 40km po asfalcie na rowerze z oponami przeznaczonymi do zjeżdzania w lesie, 3razy ze sporej górki rozpędzając się do ponad 50km/h!, ustanawiając swój niebotyczny rekord życiowy 53km/h! i cykając sobie fotkę z w ogóle nie widzianym podczas tego kursu zameczkiem. Parę km wpadło w nogi, raz się nawet troszku pogubiłem i domknąłem 1/2-maraton w 1:50. 30/dzień nie wyszło, więc może nóg nie połamię albo się nie zajadę w przyszłości najbliższej. Pozdro trenerze Karolu!
ja+kłm Ostrówka
na szczycie Miedzianki, 354m n.p.m.
Po powrocie czekały mnie tony analiz (jednak bez tomów papieru, czy może na odwrót?) biegowych dokonań orientalistycznej braci, wyszedłem z tego zwycięsko, a najbardziej na + zaskoczył znany Rafał Owczarek w XXI Biegu PW.
Jak już pisałem, "lipcowe" przygody zakończyłem 6 sierpnia, pokonując autem trasę Anielin-Metro Wilanowska-Karczew w 72minuty, wrzuciłbym jakies fotki z 18 Asi/Kozy, ale najwyraźniej nie dla moich oczu są one.
No, jak w tytule, keszitsen kepet onmagarol i czem prędzej na fejsbuga!


*Głupie żarty oczywiście, nigdy nie zejdę na psy! - oczywiście nie oznacza to, że nigdy nie zacznę pisać w języku bardziej zrozumiałym dla żądnych O-informacji czytelników worldofo.com

wtorek, 9 sierpnia 2011

Najpóźniej jutro

Lokalizacja: Karczew, Polska
Trochę się "jutro" z nadmiaru moich zajęć i obowiązków przedłużyło...w każdym razie wczoraj, czyli w poniedziałek, nie mogąc rozstać się z Anielinem wybrałem się tym razem na ten otwocki, jakieś 2 tygodnie temu miał tam miejsce trening OK!Sportu. Na punktach (tych, na które trafiłem oczywiście) zastałem nawet przemoczone i zbielałe kawałki krepiny, może to nie będący w niektórych klubach dziennym porządkiem na treningach SportIdent, ale zawsze coś! Las nie stanowi specjalnego wyzwania orientacyjnego, biegany był/jest przeze mnie na prawie każdym treningu, czyli pewnie ze 740 razy. Od aktualizacji mapki (2004) powycinało się w nim nieco (9 pk to samiutki środek uprawy choinek i za 12 za drogą), przybyło też trochę zielonego C. Ja wymyśliłem sobie, że pójdę na ok. 100%, kładąc przy tym nacisk na pracę z kompasem (którego nie miałem na palcu od prawie miesiąca) oraz pewność siebie przy nabiegu. No, może to nie ultrahighquality mapowe treningi w Czechach, ale zawsze coś!
Wyszło całkiem ok, do 2 pk średnia 4'00/km, potem troszku słabiej, przy 11 znalazłem jakiś wykop, ale, jak widać, to nie to, a górka z 13 nigdy w życiu mi nie pasowała, kiedyś na nocnych nawet 7' błędasa tam wykonałem. Traska 5km, 26:40, tempo biegu 4'50, ahr 183, zabitych komarów na całym treningu ~50. Zadowolony full.


(o ile komuś już się udało to przeczytać, to nie będę ingerował w to, co na górze)
ERRATA: zabrakło też gorących zapowiedzi treningu na fejsbugu, ocadowych udziwnień oraz tłumu klikających w uniesiony ku górze kciuk, za to mapa była w folii, zawsze coś!


niedziela, 7 sierpnia 2011

Dobry lipiec!

Lokalizacja: Madeira, Portugalia
Wszystkich zniecierpliwionych brakiem jakiejkolwiek aktywności pragnę uszczęśliwić - najpóźniej jutro będzie taaaaaaaaka noteczka z tysiącem plików graficznych, więc grzejcie już monitory! (o ile macie takie stare, które tego wymagają) Co prawda już jakiś czas temu zmieniłem nieco lewe oblicze blogaska, zostało to pewnie dostrzeżone, ale wypada w końcu oficjlanie to potwierdzić.
Powejherowskomistrzostwowy szał zdążył już trochę osłabnąć,  mistrzem świata jeszcze nie zostałem (choć jestem na najlepszej drodze), polską orientację sportową ogarnął lekki wakacyjny marazm, moment na moje "odrodzenie blogera" jest zatem idealny.
ja + ciężarówka, podobno w kamieniołomie płacą lepiej, niż we wojsku
Po udanych dla całej Polski MŚJ spędziłem tydzień w domu, potem prawie 3 w Bocheńcu, a na koniec 1 dzień w podwareckim Anielinie, wróciłem wczoraj o 7, pospałem do 15 i mój lipiec się skończył :( 
(w międzyczasie oczywiście przystanąłem na chwilę 1 sierpnia o godzinie 17)

Na niezwłoczną publikację zasługują moje mapki z Kaszebe O-Cup, może trochę przemyśleń poJWOCowych, 4 mapowe treningi w tygodniu po MŚJ, geologiczne przeżycia z G. Świętokrzyskich, dobre i bardzo dobre ( :] ) treningi tamże, analiza wyników OOM/Igrzysk CISM/Karst Cupu/O-Ringenu/Swiss O-Weeku/Biegu PW (pół mojej rodziny pobiegło), awans Legii w el. LE, plany na najbliższą przyszłość i wiele, wiele innych! Możliwe także, że zabiorę się za wrzucenie/opis mapek z zeszłorocznego O-Ringenu i tegorocznej, kwietniowej Parchatki! Sporo stukania w klawiszki przede mną, ale jaa nie dam rady?
??? Gaziantep