czwartek, 22 września 2011

Ślimaczenie sportu

Lokalizacja: Karczew, Polska
Cała Polska pewnie teraz biega z lampą w lesie, a ja, jako, że oficjalnie otrzymałem żółtą kartkę za niepisanie, muszę troszkę popracować z moim, zapuszczonym nieco, ale i tak najbardziej pożądanym i, co tu dużo gadać, najlepszym orientacyjnym blogaskiem w Polsce :)
Najważniejsza sprawa - w wakacje ubolewałem trochę, że nikt nie anonsuje/propsuje moich mapowych treningów. Zmieniło się to diametralnie, naliczyłem już 2 takie przypadki tutu!
Mniej ważne - przez ostatni ponad miesiąc niewrzucania przeze mnie mapek miało miejsce aż nadto wartych publikacji zdarzeń, w tym najważniejszym, czyli ubiegłowikendowych Klubowych Miszczostwach Polski nie miałem okazji pozapierdalać z mapą (jak podali moi statystycy, opuściłem je pierwszy raz od września 2006, kiedy to osobiście dbałem, by nikt nie zawinął punktów). Prestiżową sztafetę pokoleń, a także ogólną klasyfikację po raz 1 w historii wygrał Orientuś Łódź, nooo wyniki mówią same za siebie, więc biadolenie o żaglu sobię daruję.
Od ostatniego czwartku do niedzieli miałem niesłychaną okazję przebywać w Żelazku, odbywając "klubowe techniczne konsultacje" :D przed MP razem z m. in. wrocławskim Śląskiem, którego zawodnicy, oprócz tego, że też mieli niesłychaną okazję przebywać z nami, to ich delegacja na KMP miała niesłychaną okazję wygrać wspomnianą wyżej sztafetę. No, może za rok.
Na mapach dookoła Żelazka odbywało się moje tytułowe ślimaczenie sportu (takie określenie zasłyszałem na Warsaw Orient Meetingu, o którym już niedługo, oznacza ni mniej, ni więcej, tylko marne skillzy (umiejętności po polsku) biegowe, ale stosunkowo dobre wyniki, bo reszta kategorii robi większe błędy, a kogo dotyczy w oryginale, to trzeba sobie samemu rozkminić - i nie chodzi o K18 na Mazowszu, bo wiadomo, że tam to elite orientacja i klasa światowa) - gałęziochy i jeżyny na pewno nie sprzyjają osiąganiu okołoświetlnych prędkości, a teren na MP nocne to już podobno prawdziwe hardkore (co potwierdzają parametry trati). Niestety, prawie połowa  z 6 mapek mi zginęła, a pozostałych 4 nie chce mi się dzisiaj skanować, więc graficznych załączników wyjątkowo nie będzie, niemniej jednak ślady giepeesa składałyby się głównie z zawijasów koloru czerwonego. W każdym razie trochę techniki złapałem, jbc na nocnych łapie mnie na 4 "Haribo" Charuba lub na 12 "Dwojadżer" Dwojak i dowożę się za nimi (taaa). Drugie niestety, że na pierwszym treningu doznałem potężnego jebnięcia gałęzią w prawy goleń, czego nieubłaganym skutkiem (według mej najlepszej kontuzjowej wiedzy) było lekkie przeciążenie lewego Achillesa po kolejnych treningach. Jak powszechnie wiadomo nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :D, wiec w ramach jego odciążania wczoraj śmignąłem na rowerze do szkoły i z powrotem na tzw. obkółko, windując życiowy rekord km na rowerze na niebotyczny poziom 80. Zaznaczę, że rower jest taki sobie, opony wcale nie wyścigowe, Dupa boli.
Godne wspomnienia jest także moje bieganie z wcześniejszego tygodnia. Otóż odbył się Warsaw Orient Meeting, a na sobotnią część składał się sprint w znanym bynajmniej nie z wymagającej sprinterskiej orientacji warszawskim parku Arkadia. Tegoroczne trasy były na pewno lepsze od tych z roku 2008, a dla mnie na tyle trudne, że już na 3pk zaprzepaściłem szanse na podium. Wygrać z Mistrzem Świata i jego kolegą z klubu raczej by się nie udało, ale dobrze, że przybyli z niedalekich Pabianic, bo trenerowi Karolowi byłoby wstyd...W sobotni wieczór startowały też 2 z 7 zmian klubowej sztafety, mnie to z racji bycia zbyt starym minęło. Niedziela była natomiast dniem kończącym klubowe mazowieckie zmagania, zawody chyba najmniejsze w moim życiu, przypomniało mi się, że po wspomnianych wyżej KMP i MP we wrześniu 2006 ktoś tam biadolił, że biegał na lepiej organizowanych treningach we Sverige, ja na pewno biegałem na liczniej obsadzonych treningach i to nawet we Polsce. Oprócz tego przydałby się Igor Błachut, żeby, jak na JWOCu powiedzieć "emocje jak na grzybach", bo jakichkolwiek emocji naprawdę zabrakło. Po 3 godzinach na słońcu ruszyłem z 3-osobowej masówki (OK!Sport Warszawa i Victoria Józefów dysponują zawodnikami wybitnie nie pasującymi pod takie sztafety) powalczyć trochę. Dopóki trzymałem "plegier" Kuby było ok, potem się troszkę posypało. Mimo wszystko trudno znaleźć motywację do biegania sztafet o tzw. pietruszkę. Była to też bodaj najbardziej zakręcona trasa (na kawałku mapy wielkości A6), jaką w życiu przebiegłem, odbierając palmę pierwszeństwa E2 z GPPomorza z roku 2006.
Tak oto dobrnąłem do ostatniego akapitu opowieści, a mianowicie rozegranych na początku września na mapach z zeszłorocznych KMP w Białce Mistrzostwach woj. lubelskiego. Było to już ponad 2tygodnie temu, więc pamiętam jak przez mgłę, ale ułożyłem swoimi wynikami ciekawy ciąg pod postacią 2,3,4. Zapoczątkowany został tam mój pojedynek z Rafałem "Owczarem" Owczarkiem i mimo porażki w bezwzględnym czasie, wygrywam 2:1. Pierwszym z 3 biegów był sprint w stadninie, jeden z pk organizatorzy kazali odpuścić, żeby nikogo koń nie jebnął, mapa średnio dokładna, ale już wiedziałem (bo rok temu obiegałem, głupi), żeby na 2 jechać prosto, ale potem zapomniałem, że żywopłot na 7 jest dziurawy jak siemasz, tylko nie w miejscu, gdzie wymyśliłem przecinać. Przy okazji przypomniałem sobie o mojej zeszłorocznej fotograficznej pamiątce z KMP.
"zmęczony biegacz"
Po kilku godzinach przerwy zaplanowano masowy start biegu nocnego. A w nocy - wiadomo - o błędy nietrudno. Szczególnie przy bezpośrednim ściganiu. Szczególnie, gdy w terenie jest 17x więcej przecinek niż na mapie. Tak więc już na 1 zostawiłem główny tramwaj (Kuba+Owczar), a potem tyko dopełniałem dzieło, najlepiej wyszło mi to na 10. Sporą część trasy towarzyszył mi/ja jemu Kruku, na długim przebiegu dopadliśmy też Owczara, obu ich szczęśliwie wydymałem na końcóweczce, co pozwoliło mi stracić jedyne 15' i zająć marne 3 miejsce. Całe zawody zakończył dystans średni na kawałku mapy dokładnie tym samym, co rok temu, trafił mi się nawet 1 ten sam przebieg 9-10, wariant tegoroczny ściechą przez 2metrowe pokrzywy okazał się gorszy. Gorsze okazało się też moje czucie mapy, organizatorzy ponownie zaproponowali pk w największych śmieciach i pokrzywach (15), a całości dopełnił skok na ostatni pk ze skarpy, która jak na dłoni ukazywała lessową budowę całej okolicy. Piłkowsky-Owczarek 2:1!


Z obserwacji życia fejsbugowego wiem też, że Merzowi na WOCu zakrwawionego biało-czerwonego trykotu pozazdrościł Podziński na JECu, wyszło mu lepiej ;)


PS Czy znany i nieprzezemnielubiany Kuba "Prasnal" Prasał od około miesiąca jest chomikiem??? Tak wogle to fotky Kadry Mazowsza Juniorasów (ałtorstwa Japan Logic) z Francji z MŚ b. intrygujące, 4 lata temu najpierw 2 osoby za domniemanie wypity alkohol z tejże kadry wyjebano, a potem kolejne 2 również za domniemania "zawieszono". Ja akurat w 2007 roku odnalazłem koniec tęczy z garnkiem pełnym złota, więc miałem szczęście.


Zakończę, jak to ostatnio jest w modzie na nowoforum:
NIE BYŁO SRAJTAŚMY W TOJACH!!!! GDZIE MÓJ DYPLOM????
Bez pozdrowień,
Tadeusz Piłkowski