poniedziałek, 31 października 2011

Jesienna deprecha

Lokalizacja: Karczew, Polska
"Long time no blogasek", zdążyło się już nawet robić ciemno o 17, a opowieść o minionych 3 tygodniach tym razem rozpocznę od środka. Rezygnacja Piłkowskiego z MP longu odbiła się szerokim echem niestety nie odbiła się żadnym echem w orientacyjnym światku. Nic dziwnego, ale moja strata spora, bo może udzieliłbym wywiadu przed kamerą? Z biegania ~30km w ~180minut zrezygnowałem dość świadomie, bo i jaki sens miałoby do dzisiaj dochodzić do siebie albo okupić to większą/mniejszą kontuzją? Transcendentalne doznania i osiągnięcie wyższego poziomu świadomości zostawię sobie na za dwa tygodnie. Niewątpliwą zaletą takiego stanu rzeczy jest dokonanie przeze mnie książkowego roztrenowania i planowane rozpoczęcie hardego treno napierdalania kilometrasów już od aktualnego tygodnia. Mogłem także w kapciach oglądać pierwszą w Polsce próbę nadawania trakingu GPSa online z tychże mistrzostw, jakość pozostawiła sporo do życzenia, wyszło na pewno najlepiej w historii, a za pomysł wielkie brawa!
na linii startowej m. in. znany niespełniony hejter, Łukasz Krymo
W miniony wikend miałem niesłychaną okazję biegać 1 zmianę na mazowieckiej edycji Smalandskavlen, czyli Mistrzostwach Warszawy i Mazowsza w Sztafetowym Biegu na Orientację w Lesie Młochowskim. Wynixy tu. Brakuje mi nerwów do rozpisywania się o wszystkim, co można było poprawić w moim występie. Niejednokrotnie w trakcie tegoż "biegu na orientację" przychodziło mi na myśl nawiązać do klasyki Przemysława Mossakowskiego - i w kalamburowy sposób na mecie pokazać do czego nadaje się ta mapa. Była bowiem nadzwyczaj i niespotykanie marna, mógłbym śmiało podjąć wyzwanie robienia na niej zielonego i wycinek (a także ustawienia punktu nr 7) po pijaku i każdy to powie, Wisełka rządzi w Krakowie wyszłoby lepiej.
Po przyzwoitym (wygranym, a jak!) otwarciu, moi klubowi koledzy, bracia Wróblewscy spisali się zupełnie na miarę swoich możliwości i możemy szczycić się miejscem w top 4. Na medale przyjdzie czas w przyszłym roku. Chętnie bym opisał poszczególne pk i błędasy, ale najzwyczajniej w świecie nie pamiętam, co się tam działo, a ślad gpsa w połączeniu z "mapą" wcale odpowiedzi nie przynosi. Najlepsze jajca na 14, jak ktoś ma czas, to polecam sobie zrobić samemu ten kawałek w pliku .ocd na podstawie zdjęcia lotniczego i porównać. Parę fotek tam.


Dzień później (czyli wczoraj) postanowiliśmy natomiast z Kubą i Łobem (5 i 4 miejsce MP sprint przypominam) jebnąć trening pod GEZNO, czyli długie rozbieganie w terenie urozmaiconym. 120 minut i 21km może i "dupy nie urywa", ale cieszy oraz spowodowało, że boli mje wszystko dosłownie. Pierwszy od hohohohoho "wikend 30km"!
Dwa tygodnie wcześniej miałem natomiast niebywałą okazję wystartować w Pucharze Prawie Równych Czasów Puszek Mety albo UNTS. Mapa już nie wschodzącej, a świecącej jaśniuteńko gwiazdy polskiej kartografii - Jacka. Znając listę startową miałem prosty plan -  pewny bieg i pewne 3 miejsce. Pewny bieg postanowiłem wykonać lansowaną przez najlepszego biegacza naszych czasów metodą "full speed - no mistake", po polsku "na pełnej kurwie wjazd". Prawie się udało. Prawie, bo było to ciut za szybko jak na moje orientacyjne skilsy na pk 16 i 19. Przegrałem i to z kretesem oraz sromotnie. Powrócę 100x silniejszy na wiosnę! (chociaż chodzi mi jeszcze po głowie pomysł pt. "Nocne Mistrzostwa Łodzi", jednak raczej wybiorę "Zachlewanie Pały")



środa, 12 października 2011

Primo Victoria

Lokalizacja: Ochota, 01-001 Warszawa, Polska
Wybory wygrał Osama, z kaset straszy Obama? Tak rapował dobry i uznany raper. W każdym razie Osama "oficjalnie" od maja nie żyje (dowód śmierci całkiem przekonujący - klapek w wodzie), Obama odpadnie za rok, a u nas 
z tym, że karą tą niedługo będzie strzał z ostrej broni w tył głowy. I dług publiczny na każdego (37000000) po 20000 PLN i rabunek Funduszu Rezerwy Demograficznej na łatanie dziur w ZUSie. No ale, wiadomo, MNIEJSZE ZŁO. Tyle o "polityce", bo ani nie znam się na sprawach za dobrze, ani nie oglądam zbytnio TVNów24, więc nikt mi mózgu nie pierze. Mój krzyżyk się w każdym razie stosując aktualną nomenklaturę "zmarnował", a Nowa Prawica w skali kraju dostała około 150 koła głosów...
W zeszłą wikend miałem niesłychaną okazję wystartować w kompletnie darmowych zawodach w Orle (miejscowość Orło) nieopodal Ostrowii Mazowieckiej. Wygrałem, a jak. Jak łatwo obliczyć, po raz 1 w tym roku. Tamtejszy las nie zaskoczył, porost na mapie rzeczywiście był i to hardy, a organizatorzy, żeby nie było do końca tak banalnie, postanowili mapę (a więc i linie północy) wydrukować przechyloną o 15stopni w prawo. Mi przynajmniej dość poważnie utrudniało to trzymanie należytego kierunku i pracę z kompasem. Co ciekawe, już na 1pk strzeliłbym sobie w kolano nkla, przybijając nie swój pk w dołku niepodal mojego prawowitego. Dalej żadnych nie swoich punktasów nie widziałem, więc po 48' szczęśliwie bieg ukończyłem. Po drodze, konkretnie przed ósemką na mojej twarzy zagościł nieukrywany uśmiech, bowiem na 4minutki zgarnąłem trenera Karola. Wyjebałem się z radości natychmiast na pysk, jednak po chwili wstałem! Na uwagę zasługuje jeszcze pk numer 12, który to rozegrałem po profesorsku naobkółko. Przywiodło mi to trochę na myśl pierwsze zawody tego sezonu (i drugą noteczkę na tym blogasku!) w Obornikach Śląskich, gdzie budowniczy tras 2 razy nakazał zawodnikom borykać się z trudnościami przebiegu na kreskę przez pole. Abstrachując już od problematyki wariantów po drogach, zauważyć należy niedużą liczbę punktów kontrolnych, a więc i duże odległości między nimi. Zupełnie, jak przystało na klasyk (nawet rok temu biegałem we Szwecji we święta wielkanocne 8km z 8pk) i zupełnie nietypowo, jak na polskie standardy. Inne ciekawe spostrzeżenie to możliwość pokonania w uczciwej niebezspośredniej walce w lesie full lepszego biegowo, a trudniącego się ostatnio bieganiem w górę budynków po schodach, Łoba (znanego zawodnika OK!Sportu, 4miejsce MP Sprint 2011).
Ja w Orle byłem po raz 1, jednak w zeszłą zimę odbył się tam bieg "przełajowy", na którym obecnych było kilku orientalistów. Ich wspomnienia były jak najbardziej pozytywne, ponieważ organizatorzy zadbali wtedy o ognisko, kiełby, browarki, a nawet wódeczkę. Tym razem sytuacja powtórzyła się, wyłączając alkohol. Nieprzezornie nawet piwka po biegu nie przywiozłem ze sobą, więc na trzeźwo (chciałem napisać, że ostatni raz było od "wychowania w trzeźwości" daleko :)), ale zeszłoroczna edycja Limanowa Cupu nie była ostatnim razem) przyszło mi wyjść na podium, gdzie miałem okazję unieść ręce do góry w geście tryumfu. Nie zrobiłem tego jednak, ale ale następna okazja już w sobotę :) na highlighcie sezonu na prawie niebieganej dotąd przeze mnie mapie na potrzeby tegorocznych mistrzostw warszawy w średniodystansowym bno nazwanej Zagórze.
Dzisiaj też oficjalnie podjąłem się bronienia lekkoatletycznych/przełajowych barw swojej szkoły, czyli przyszedłem na trening AZS, pierwsza biegowa okazja już w przeddzień Gezna, 11.11.11. Po burzliwych saunowych rozmowach ustalone zostały też wstępnie składy na górskie ekstremalne przygody, więc już nikogo nie szukam. (Nadmienię, iż nikt się nie zgłosił ;(
Wracając na koniec do początku, czyli tytułu: will you jump with us? And will u madafakers sing with us? Through the gates of hell!
Komentkujcie, lubcie to i klikajcie hopelessy! Pozróóffeczki!

czwartek, 6 października 2011

32.48 i 32.51

Lokalizacja: Ochota, Warszawa, Polska
Takie są właśnie moje nowe oficjalne życióweczki na 10000m (pobite wiadomo przecież gdzie). Niestety nic bardziej omylnego. Są to moje, wyrażone w minutach.sekundach straty do zwycięzcy (Kowalskiego) biegów: nocnego i klasycznego w ramach tegorocznych Mistrzostw Polski. Nie ma co ukrywać, zadowolony nie jestem i to chyba główny powód błyskawicznego tempa pisania tej noteczki.
Nie będę się rozwodził, gdzie porobiłem 2', a gdzie 7' błędu, chociaż do takiego klasycznego wypisania 1-15", 2-1'30, 5-25" bardzo mnie ciągnie. Może następnym razem. Z ręką na sercu mogę natomiast napisać, że w życiu nie biegałem w nocy w tak wymagającym terenie (może i trochę losowe niektóre pk, ale i tak kto miał, to wygrał), nie raz i nie 2 się porządnie zakręciłem. Przestraszony zapewnieniami o krwiożerczych jeżynach postanowiłem po raz 1 uzbroić się w orientacyjne ochraniacze (takie na piszczele) - i poczuć PRAWIE jak szwajcarski kadrowicz (Hubmann moja miłość, wiadomo, zawsze sobie z nim fotki cykam). Muszę przyznać, że zupełnie się nie przydały i więcej w taki sposób ośmieszać się nie zamierzam. (Co do idola, to niespotykane zdziwienie na tych MP budziła moja "koszulka z autografem idola", chociaż dumnie noszę ją już od roku.) W każdym razie nocne zmagania zakończyłem nie dołączając do "klubu stu", marny powód do dumy.
Następny dzień przyniósł sprint w krzakowych okolicach Podzamczańskiego/Ogrodzieńskiego zamku. Wszystko ok, gdybym nie zdecydował się na bieganie w krótkich spodenkach. Był to błąd. Skałki wchodziły mi zdecydowanie łatwiej, niż w nocy, zaliczyłem kilka dobrych przebiegów, jednak także kilkoma chujowszymi zaprzepaściłem swoje szanse na cokolwiek tego dnia. Czarę goryczy przepełniłem, ku uciesze tłumu, nie wyczytując jak należy 14pk. Mogę się jednak pochwalić niebywałym osiągnięciem, a mianowicie truchtając przed startem odwiedziłem sklep i nabyłem piwka na po biegu, przez co jedynie 2minuty spóźniłem się na start. Niespodziewanie, dodatkowy sprincik wygrała gwiazda M16 - Krzychu Wołowczyk. 

fot. W. Jasiński (I. Karbowiak)?

Ostatni prawdziwy bieg MP w tym roku (long po płaskim to chyba jednak mimo wszystko trochę mało wspólnego ma z biegiem na orientację, lepiej jakiś pół albo i 0,7 maratonik strzelić) przyniósł ponownie wymagający teren (+łatwiejszą końcówkę na dorżnięcie) "zielonej jury", mam takie małe treningowe założenie, żeby za rok biegało mi się trochę przyjemniej w tamtejszych okolicach. 13,8km trasy oznaczało dla mnie przebiegnięcie 17, jak łatwo się domyślić zasilenie "klubu stu" i bodaj pierwszą przegraną w lesie z trenerem Karolem...eszzzz
Co ciekawe, niedużo zabrakło, aby na trasie minęło (na ile minut to spory wstyd) mnie wszystkich 3 medalistów, nie doszło do tego poniekąd dzięki mojemu zawahaniu przy przedostatnim pk. Co najmniej do wiosny zaczekamy więc na "młodego" mistrza w M21. 


Jako, że stosunkowo szybko odjechałem w stronę domu, nie dane było mi obejrzeć zakończenia, na którym oprócz Orientusiowego żagla (Haribo pozdrawiam :) nie zabrakło atrakcji , m. in. "zdziwienia Olejnika".



Aktualnie moim dalekim celem jest GEZNO ("klubowe zakończenie roku", może ktoś chce ze mną w parze?), jednak po drodze nie omieszkam wystartować w zawodach sezonu, czyli pierwszym od 2 lat Pucharze UNTS, a także, już w tą sobotę, w Ostrowi Mazowieckiej na mapie współautorstwa wschodzącej gwiazdy polskiej kartografii Adama Szmulindropsa. 
A i, jak pewnie mało kto wie, mieszkam aktualnie ok. 200m od swej szkoły, w DS 1 UW "Muchomorek" (jakby kto chciał wpaść, to ul. Żwirki i Wigury 97/99, dojazd z centrum stolicy autobusami linii 128, 175 i 504), co pozwoli mi dość często jadać w barze Kim Loan, gdzie zawsze można spotkać studenciaków z wydziałów Matematyki lub Informatyki i posłuchać/pokręcić bekę z ich wielce "uczonych" rozmów i mądrzenia się na naukowe tematy, o jakich zwykłym śmiertelnikom się nawet nie śniło. kmwtw :D
No, miejmy nadzieję, że w już w sobotę tylko na moim blogasku kolejna porcja hejtingu w dobrym stylu!  Komentujcie, udostępniajcie i lajkujcie! Pozdróffki!