środa, 12 października 2011

Primo Victoria

Lokalizacja: Ochota, 01-001 Warszawa, Polska
Wybory wygrał Osama, z kaset straszy Obama? Tak rapował dobry i uznany raper. W każdym razie Osama "oficjalnie" od maja nie żyje (dowód śmierci całkiem przekonujący - klapek w wodzie), Obama odpadnie za rok, a u nas 
z tym, że karą tą niedługo będzie strzał z ostrej broni w tył głowy. I dług publiczny na każdego (37000000) po 20000 PLN i rabunek Funduszu Rezerwy Demograficznej na łatanie dziur w ZUSie. No ale, wiadomo, MNIEJSZE ZŁO. Tyle o "polityce", bo ani nie znam się na sprawach za dobrze, ani nie oglądam zbytnio TVNów24, więc nikt mi mózgu nie pierze. Mój krzyżyk się w każdym razie stosując aktualną nomenklaturę "zmarnował", a Nowa Prawica w skali kraju dostała około 150 koła głosów...
W zeszłą wikend miałem niesłychaną okazję wystartować w kompletnie darmowych zawodach w Orle (miejscowość Orło) nieopodal Ostrowii Mazowieckiej. Wygrałem, a jak. Jak łatwo obliczyć, po raz 1 w tym roku. Tamtejszy las nie zaskoczył, porost na mapie rzeczywiście był i to hardy, a organizatorzy, żeby nie było do końca tak banalnie, postanowili mapę (a więc i linie północy) wydrukować przechyloną o 15stopni w prawo. Mi przynajmniej dość poważnie utrudniało to trzymanie należytego kierunku i pracę z kompasem. Co ciekawe, już na 1pk strzeliłbym sobie w kolano nkla, przybijając nie swój pk w dołku niepodal mojego prawowitego. Dalej żadnych nie swoich punktasów nie widziałem, więc po 48' szczęśliwie bieg ukończyłem. Po drodze, konkretnie przed ósemką na mojej twarzy zagościł nieukrywany uśmiech, bowiem na 4minutki zgarnąłem trenera Karola. Wyjebałem się z radości natychmiast na pysk, jednak po chwili wstałem! Na uwagę zasługuje jeszcze pk numer 12, który to rozegrałem po profesorsku naobkółko. Przywiodło mi to trochę na myśl pierwsze zawody tego sezonu (i drugą noteczkę na tym blogasku!) w Obornikach Śląskich, gdzie budowniczy tras 2 razy nakazał zawodnikom borykać się z trudnościami przebiegu na kreskę przez pole. Abstrachując już od problematyki wariantów po drogach, zauważyć należy niedużą liczbę punktów kontrolnych, a więc i duże odległości między nimi. Zupełnie, jak przystało na klasyk (nawet rok temu biegałem we Szwecji we święta wielkanocne 8km z 8pk) i zupełnie nietypowo, jak na polskie standardy. Inne ciekawe spostrzeżenie to możliwość pokonania w uczciwej niebezspośredniej walce w lesie full lepszego biegowo, a trudniącego się ostatnio bieganiem w górę budynków po schodach, Łoba (znanego zawodnika OK!Sportu, 4miejsce MP Sprint 2011).
Ja w Orle byłem po raz 1, jednak w zeszłą zimę odbył się tam bieg "przełajowy", na którym obecnych było kilku orientalistów. Ich wspomnienia były jak najbardziej pozytywne, ponieważ organizatorzy zadbali wtedy o ognisko, kiełby, browarki, a nawet wódeczkę. Tym razem sytuacja powtórzyła się, wyłączając alkohol. Nieprzezornie nawet piwka po biegu nie przywiozłem ze sobą, więc na trzeźwo (chciałem napisać, że ostatni raz było od "wychowania w trzeźwości" daleko :)), ale zeszłoroczna edycja Limanowa Cupu nie była ostatnim razem) przyszło mi wyjść na podium, gdzie miałem okazję unieść ręce do góry w geście tryumfu. Nie zrobiłem tego jednak, ale ale następna okazja już w sobotę :) na highlighcie sezonu na prawie niebieganej dotąd przeze mnie mapie na potrzeby tegorocznych mistrzostw warszawy w średniodystansowym bno nazwanej Zagórze.
Dzisiaj też oficjalnie podjąłem się bronienia lekkoatletycznych/przełajowych barw swojej szkoły, czyli przyszedłem na trening AZS, pierwsza biegowa okazja już w przeddzień Gezna, 11.11.11. Po burzliwych saunowych rozmowach ustalone zostały też wstępnie składy na górskie ekstremalne przygody, więc już nikogo nie szukam. (Nadmienię, iż nikt się nie zgłosił ;(
Wracając na koniec do początku, czyli tytułu: will you jump with us? And will u madafakers sing with us? Through the gates of hell!
Komentkujcie, lubcie to i klikajcie hopelessy! Pozróóffeczki!

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

lubie x miliard tadeuszu!
urs