środa, 22 lutego 2012

Coś poszło nie tak...

Lokalizacja: Ochota, 01-001 Warszawa, Polska
Błąd nr 1: wszystkie moje pary butów z kolcami leżą aktualnie koło pralki w domu, więc żadnej z nich nie mogę użyć dzisiejszego wieczora
Błąd nr 2: we wtorek zakładam się o grubą stawkę z Karolem Galiczem, który z nas będzie dzisiaj lepszy, pragnę zastrzec, że gdybym wygrał (a prawdopodobieństwo było ponad 50%) nie byłby to błąd, bo hazard w każdej postaci zawsze spoko
Błąd nr 3: klikam lap, a nie start na garminku na 5s przed startem, przez co w jego pamięci nie zapisuje się nawet fragment 4 etapu Warszawa Nocą, a ja nie mogę dokonać dogłębnej analizy w quickrouciku
Błąd nr 4: w drodze na 2pk tak skutecznie trzymam na odległość plegier czołówki, że ląduję "w pizdu"
I tak ciągnąć można by w nieskończoność, przegrałem dzisiej sromotnie, głównie z powodu nieodpowiedniego doboru obuwia, myślałem mniej więcej "eee na pewno nie będzie full ślisko". Jednak było i to naprawdę full. Jedyny pozytyw, że moja ultrawysoka forma pozostaje nieujawniona szerszej publice. Cała mapa tu , a wynixy tu.
Zamiast wszystkich przebiegów wrzucam tylko gwóźdź programu, resztę nawet (z oczywistego braku śladu gpsa) zacząłem malować, ale, i tu paść muszą gorzkie słowa, szczególnie w środkowym (motylkowym) fragmencie były banalne. Punkt, odbieg w miarę w kierunku i jest następny. Tym razem nie poczyniłem przygotowań w postaci spaceru w terenie, za to dogłębnie przeanalizowałem poprzednio ustawiane na tej mapce trasy. I, ku mojemu zdziwieniu, tym razem pominięty został najciekawszy fragment, tzn. pominięty na trasie, ale ja jak najbardziej w drodze na historyczny już 2 punkt tam zawitałem. To podwórko, dostępne przez tylko jedno wejście, perfekcyjnie nadałoby się jako lokacja kilku punktów z tej "motylkowej" części.
A tak, niestety, trasa bez historii, a mój udział wyglądał mniej więcej tak: w drodze na 1pk nie spojrzałem nawet na wariant, jedynie na plecy mocniejszych graczy, chociaż, ku mojemu zadowoleniu, przez chwilę byłem na samym przedzie (prowadziłem to za duże słowo :D), w drodze na 2pk popełniłem błąd rok (ahaha przecie był we Wrocławiu już) miesiąca, tuż za 3pk zaprezentowałem technikę doskonale znaną aktualnie posiadającej większość w polskim Sejmie partii "1 krok do przodu, 2 kroki do tyłu" wdrapując się pod hiperśliską górę za pomocą wszystkich 4 kończyn, zupełnie jak to czasami ma miejsce podczas biegania na orientację w prawdziwych górach (w sumie teraz zdałem sobie sprawę, że m. in. takie pokonywanie hardych podbiegów jest kwintesencją BnO, więc całkiem fajnie było doświadczyć tego w Warszawie), 4-16pk minęły jako walka z poślizgiem, prawie bez patrzenia na mapę, 17pk wariant z lewej, 18pk wariant z prawej (podobno gorszy, ale sprawdzimy wszystko, jak tylko międzyczasy zostaną opublikowane), 19-24 motałem się jak siemasz, świetny pomysł na zakończenie. 9 miejsce i 21% straty wcale nie wpisały się w zapowiadany gorąco ciąg zbieżny do 1msc i 0%. Niemniej jednak "po robocie" miałem niebywałą okazję potruchtać z dwoma z trzech aktualnych polskich mistrzów świata. 
Ponadto, w zeszły wikend nie przebiegłem 3 pętli przez wydmę w Falenicy, a w przyszły nie pobiegam na Węgrzech podczas konsultacji do WUOCa, za to, podobnie jak trzeci z mistrzów świata odwiedziłem ostatnio 6-kondygnacyjne centrum handlowe, ale nawet nie musiałem ruszać dupy z Warszawy w tym celu.
Sekcja "muzyka na koniec": Miał być rozwój w prawidłową stronę, na razie wychodzi "Wszystko Chuj", ale niecierpliwie czekam na następne okazje do biegowo-orientacyjnego wykazania się!

środa, 8 lutego 2012

Best of the greatest

Lokalizacja: Spała, Polska
Pracowite obozowe popołudnie, kończę właśnie 2 z 4 zaplanowanych tego (jak i zresztą każdego innego) dnia treningów, o zobaczę jeszcze co tam na zielonysport.pl polecają, pierwsze wrażenie cokolwiek negatywne, bo jakiś wykrzywiony ryj na samym środku, czytam artykulik, a w mojej głowie dorasta nareszcie pomysł na nową noteczkę!
Wspominałem już wcześniej, że rozwój i płodność blogerów polskiej orientacji osiągnęły tej zimy niespotykany dotąd poziom. Mój zapał, oprócz temperatury, ostudziła nieco wiedza, że wg bany92 nie zaliczam się do ludzi z pasją...Oprócz tradycyjnych blogspotów, zimowe wieczory można sobie umilać także czytelnictwem "orientpressów" na rzeczonym zielonymsporcie.pl, których publikowanie umożliwione zostało, jak widać, szerszej rzeszy osób. I bardzo dobrze, różnorodność niesie ze sobą rozwój, tak przecież pożądany. Poza tym, nie każdy w internetowym pisarstwie musi (jak ja albo jacekmorawski.pl) osiągnąć poziom "highest possible", słabsze produkcje też mogą wychodzić. Spostrzegłem też, że chociaż nie było odkryciem ameryki napisanie przeze mnie noteczki "tydzień z życia", to forma opisu okresu czasu dzień po dniu, robi od chwili mojej publikacji furorę. Więc do sedna: skoro internetowo publikują i to na nadzwyczaj marnym poziomie nawet mazowieckie zawodniczki K20 "elite", to muszę przestać się opierdalać i zacząć blogaskować regularnie, co by "zawyżyć poziom polskiej średniej".
Także: co u mnie? Grudzień szedł spox, jego końcówka była bardzo dobra, styczeń zaczął się średnio, a cały szereg nieprzemyślanych/głupich decyzji uczynił mnie niezdolnym do dobrego zimowego treningu przez prawie 3 tygodnie. "W chuj czasu" powie ktoś i będzie miał 100% racji. Ale, ale w zeszły piąteczek, 3 lutego, powróciłem w wielkim stylu! Wtedy też rozpocząłem tygodniowy obóz razem z lekkoatletycznymi ziomkami z UW w Spale, który, jak łatwo obliczyć, trwa. Trenowanie idzie, jak na każdym obozie, świetnie, 4 treningi dziennie, w tym 2 "alternatywne": e-sport oraz poker. Tak więc kilometrów może nie miljard, ale godzin sporoooo. Dokładnych planów nie zdradzę, bo tajne! Najbliższe cele startowe to "zima UNTS" za 4 oraz falenicki górski za 10 dni. Obiektywnie oceniając, na pewno nie 100% sianego rozpierdolu, może 85%, ale falenicka życiówka (39:31) zagrożona.
Jako, że miałem niebywałą przyjemność przez 2 dni w Spale próbować trenować w temperaturze ok. -15 stopni Celsjusza, co zaowocowało sporymi biegackimi przemyśleniami, to wypowiem się na ten popularny temat. Po pierwsze, w zeszłym tygodniu w domu, przy największych mrozach jak chujach zupełnie odpuściłem bieganie. Nie tylko "mocniejsze", ale każde. Niby miałem do siebie prentensje, ale większe miałbym, gdyby mnie to położyło do łóżka. Prawdopodobieństwo nastąpienia takiego zdarzenia obliczyłem na 99% i odpuściłem. Nie chcę nikogo obrażać oraz mogą trafić się nadodporni na mróz ludzie, ale doprowadzanie do nadmiernej wentylacji albo wyziębianie poprzez pocenie, które to są efektem jakiegokolwiek treningu przy hardym mrozie to czysty idiotyzm, który prędzej czy później "wyjdzie bokiem". Nie mówiąc o całkowitym braku satysfakcji z biegania, gdy całe ubranie jest sztywne, a włosy w nosie zamarzają. Konkluzja mojego toku rozumowania jest taka, że trenuję(emy), aby poprawić (a przynajmniej nie pogorszyć) swój poziom sportowy (wytrzymałość, siłę, szybkość itd.) i coś sobie/komuś udowodnić, a nie, żeby "wykonać 100, noo może 99, czy tam 125% (jak we PRLu) planu", "mieć co wpisać do dzienniczka i jarać się jak pochodnia 30km/dzień", "trener nie był zły".
Aktualnie jeszcze zima, jakże nie lubimy zim!

EDIT:
ooo zapomniałbym o jakiejkolwiek foteczce, niestety z braku aparatu chwilowo zmuszony jestem zawiesić sekcję swojego pyska z podróży, a także nie jestem w stanie wrzucić nic aktualnego. Jednakże znalazłem taką oto fotografię z olimpiady młodzieży 2006, dobrze, że obyło się bez wyjebywania z kadry :) Dodam, że Żubr stoi cały czas, kopczyki, na których przegrałem 3 miejsce w sprincie także...