poniedziałek, 21 maja 2012

Jeszcze żyję

Przez chwilę miałem marzenie napisać ultraobszerną noteczkę z minionej rundy Klubowych Mistrzostw Polski odbytej w ten wikend w Tomaszowie Mazowieckim i okolicach przed publikacją międzyczasów z tychże zawodów. Niestety, zostałem uprzedzony. Chociaż...może nieprzeliczone międzyczasy się nie liczą? W każdym razie studenckie sprawy biorą górę, a inne będą mogły wziąć tę górę dopiero we środowe popołudnie. Zostaną mi wtedy do przeanalizowania 3 jakże udane (szczególnie sprint po plantacji pylącego mlecza) biegi, przemyślenia już w głowie są, na poczekaniu powstaną gorące panczlajny, załączę pochwałę "jak to zajebiście było spotkać wszystkich znajomków z całej Polski" i pyk! noteczka bendzie. Potem tylko tradycyjne nadrabianie zaległości w postaci opisu 7 startów i 2 dni zorganizowanych zawodów i już będę na blogaskowej prostej. A, jeszcze noteczka z GEZNa czeka w kolejce :)
Tymczasem jedynie niecałe już 4 dni pozostają do pierwszego z trzech najważniejszych biegów tej części sezonu - eliminacji do AMŚ w Alicante - które to odbyte będą przy okazji Pucharu Bałtyku w malowniczych okolicach Wejherowa i nie tylko na przepięknej mapie z klasyka z zeszłorocznego JWOCa. Dla niezorientowanych (jeśli w ogóle tacy są) zamieszczam ją poniżej, ja prawie na pamięć już umiem.
Na zakończenie natomiast mała obrazkowa historia z humorem najlepszego sortu. kmwtw
Polecam, lewy łokieć Tadeusza Piłkowskiego ucięty po lewej stronie.
aaa wiecie, że ten Piłkowzgi to zdjął gacie, żeby się przebrać? Do tego przy dzieciach! Niebywałe!
pojebany człowiek, a do tego buc, cham, prostak, złodziej i pijak!
(od redakcji: bo każdy pijak to złodziej!)

wtorek, 15 maja 2012

Tragiedia

Niedoczas? Przedstawiam godzinowe zestawienie minionych dni:
piątek, 11 maja - 10 wstawanie, 12-19 robienie zawodów na komputerze z chłopakami, 20 trasa mój dom-stacja kolejowa Otwock (5km) pokonana rowerem w 10:55, 22 początek alkoholizacji
sobota, 12 maja - 4 zasypiam, 11:30 wstaję, 12:30 biegam z mapą razem z całą Polską, 20 stawiam punkty na nocne OK!zawody
niedziela, 13 maja - 00:30 kończę zbierać stojaki, 2 zasypiam, 7 wstaję, 11 po 7km spędzonych na stawianiu punktów podejmuję decyzję, że jednak lepiej nie biegać treningowo (tzw. highest possible quality map training) trasy seniorów, 16 niemiłosiernie zmęczony zasypiam na chwilę, 23 zasypiam finalnie
poniedziałek, 14 maja - 5:20 wstaję, aby o 7:45 rozpocząć mającą trwać 4 dni geologiczną przygodę pt. "kurs terenowy z geomorfologii i geologii czwartorzędu"
A co jest tragiedią? W sobotnie południe długą na 1900metrów traskę "Zuchwali" biegałem na 100% możliwości i ile sił w płucach, co prawda 38sekund (na biegajzmapa.pl jeszcze niedawno były międzyczasy na potwierdzenie, ale teraz są tam, gdzie w znanej pieśni) przegrałem na zbiegu ze skarpy pod zamkiem, bo wolałem trochę jeszcze pijanym życiem nie ryzykować, a przegrałem ją z 3 innymi grajkami kolejno: 27, 28 oraz 41 sekund. Nie byłoby to może takie tragiczne, gdyby nie pisemne tego "27" oraz słowne tego "41" zarzekanie, że  przetruchtałem sobie traskę podczas akcji "Cała Polska Biega z Mapą". Staram się jak mogę, ale poziom truchtu w granicach 3'40-50/km jest jeszcze lata świetlne przede mną.
Na głębsze i szersze przemyślenia na temat dokonań z początku maja na pewno kiedyś przyjdzie czas i na pewno nie będzie to jutro, ni pojutrze, więc na chwilę obecną gorąco polecam lewą dolną część blogaska, gdzie znaleźć można niezliczoną liczbę linków do jeszcze mniej zliczonej liczby przemyśleń rzesz blogerów polskiej orientacji, polecam szczególnie "rozterki Olejnika" oraz filmowe produkcje z St. Moritz.
PS: Znana pieśń to oczywiście "Jeeesteeeeeśmy chuj wie gdzie, alkohol leje się, aejao, wóda piwo!".

środa, 9 maja 2012

NajNajNajnowszy post

"- masz bloga? Jak myślisz, o czym powinien być Twój najnowszy post?"
Wyczytałem przed chwilą na jakże propsowanej przeze mnie stronce. Sprawa jest prosta: jak wygrywasz/biegasz zgodnie ze swoimi oczekiwaniami i umiejętnościami, to noteczka pyk! napisana, fotki na pejsa pyk! wrzucane, tłumy fanów pyk! lubią to, a jak nie, to pomysł skutecznego opisania ostatnich 6 startów musi dobrze dojrzeć w mojej głowie. Ten proces się jeszcze nie zakończył, a na pewno nie pomagają mapki z Czech, które nijak nie chcą współpracować ze śladem z gpsa (innymi słowy odczucia nie tylko moje dobrze się potwierdzają - Miroslav Sikora i Oldrich Vlach na potrzeby HANA Orienteering Festivalu zrobili najmarniejsze w historii czeskie mapy do BnO). Tak więc o Grand Prix (chociaż wielkiej (grand) nagrody (prix) zdecydowanie zabrakło - jak zresztą na większości odbywanych w polskiej orientacji Grand Prixów, we Formule nr 1 to rozumiem, szampany strzelają, puchar i sława jest) Mazowsza oraz o HANie wcale mój najnowszy post nie będzie. Rozmyślałem nad dogłębną analizą zza monitora (popartą kilkoma szczątkowymi rozmowami z uczestnikami) tegorocznej Tijomili z naciskiem na występy Polaków (naprawdę liczne, owocne i na opis/analizę zasługujące) tamże, ale na pewno nie jest to zagadnienie na kończący się już środowy wieczór, jutro przecie od rana szkoła, której właśnie powinienem czas poświęcać.
O czym więc będzie mój najnowszy post? Po raz pierwszy w życiu udało mi się dzisiaj wytrzymać (na lajciku dodam :) bite 15minut, odliczone przez klepsydrę w należycie nagrzanej saunie! Lata prób i nareszcie, 9 maja udło się! Po tym niewątpliwym sukcesie przez parę minut mogłem pozdychać, jak po przebiegnięciu pamiętnego 3 etapu GPM pamiętnego 3 maja w pamiętnej temperaturze miliona stopni.
W sumie wyczyn żaden, ale z drugiej strony ilu nowych biegaczów na orientację przyciągnęła zeszłoroczna akcja CPBzM? Realnych wyliczeń nigdzie nie znalazłem, ale śmiało podejrzewam, że tyle, ile 666 odjąć 666. No, w każdym razie w tym roku też się odbędzie, w sobotni poranek 12 maja, a w takiej Warszawie będzie to u samego malowniczego podnóża Zamku Ujazdowskiego.
A na koniec nadmienię, iż kontynuując cykl moich wycieczek, byłem (w dodatku ze Zdzisławem, który niestety nie zmieścił się na fotce) ostatnio we Francji.