poniedziałek, 12 listopada 2012

Giezno

Przeszło już do historii, ale szeroko komentowane i rozkminiane w pewnych kręgach (a przeze mnie na pewno) będzie przynajmniej do przyszłorocznej edycji. Żadnej relacji grubej jeszcze nie widziałem, więc niby byłaby szansa być pierwszym, ale coś podejrzewam, że z racji wulgaryzmów (i tak w wyważonej ilości) na żadnej szanowanej stronie linka do mojej (która już już już niedługo :) by nie było. Cóż, na przykład jedne z pierwszych słów na powitanie od mamy (gdy upewniła się, że nogi mi jednak nie odpadły) to, cytuję:
"łooo czytałam twoją noteczkę z soboty, a tam 3razy napierać, myślę sobie ocb, czytam jeszcze raz i :( a później klikam np. na blogasek jakiegoś wacka (łaka) z Łodzi i piękna prawilna relacja, zupełnie jak dla pani od polskiego w gimbazie, nie mógłbyś tak samo miałkie i nijakie pościki wypisywać na internetach?"
Cóż, w odpowiedzi mogłem tylko powtórzyć słowa pana Białasa i Solara "mamo, mamo, to dla mnie gadka szmatka", a jak ktoś lubi zadania domowe, to może policzyć tzw. przekleństwa w tej piosence. Odpowiedzi w komentarzach, dedlajn do piątkowego wieczora, zwycięzca wygrywa browarka na następnych zawodach oraz uścisk dłoni na "robionym" przeze mnie treningu w sobotę.
Aktualnie chodzenie, w szczególności po schodach, stanowi dla mnie nie lada wyzwanie, niemniej jednak przebiegi w quickrouciku już udało się naciągnąć, same obrazki nie oddadzą dramatyzmu, więc wrzuciłem całe pliki .qrt - proszę bardzo. Warstwice są co 10m, a skala to 1:40 albo 45koła. Drugiego dnia tradycyjnie (bo już po raz 2) nie ukończyłem trasy, samotne 25km wystarczyło w zupełności. Szersza i grubsza relacja w(kr)ódce!
Na koniec wrzucam mój ulubiony ostatnio filmik z kobietą śpiewającą całkiem ładnie z kartki (polecam od 6:53).

sobota, 10 listopada 2012

GEZnO 2012 gruba relacja

Miałem dzisiaj niebywałą okazję startować w XI edycji legendarnych górskich ekstremalnych zawodów. Wyszło troszkę ponad 6 godzin walki po górach, prawie 40km przebiegnięte, prawie 2km przewyższenia i prawie 8 miejsce w 1 etapie, przy 70 minutach straty do zwycięzców. Prawie, bo na 7 punkcie tragicznie rękę rozciął sobie mój kolega z pary Krystian, a resztę trasy pokonałem sam, dzięki czemu w ostatecznym rozrachunku zajmujemy przedostatnie miejsce. Przebiegi swoje z pewnością wkrótce opublikuję (relację tesz :D ), niemniej jednak kolejność ta sama, co u sławnych wicewiceliderów. Wyniki podobno tutej. Zajebista sprawa zeszmacić się do granic możliwości w cudownych okolicznościach przyrody, polecam z całego serca. A i poszukuję kolegi do pary na za rok, planowane sławne napieranie (ewentualnie napieranie w dal, czyli napierdalanie) z całych sił przez 2 dni i wejście w top3 :)
a start wyglądał tak

czwartek, 1 listopada 2012

There is a road

15 minut poświęcone na przeczytanie osatniej notki Suchego przy dźwiękach jej tytułowego utworu było zdecydowanie bardzo dobrze spędzonym czasem. Motywacja, postawienie celu, motywacja no i jeszcze chyba motywacja potrzebne są do treningu biegowego w obecnym okresie. Powiedzieć i napisać łatwo, zapierdalać dzień w dzień i tydzień w tydzień mocne i przemyślane treningi już trochę trudniej.
W każdym razie wielkimi krokami zbliża się GEZnO, które w zeszłym roku obfitowało w prawie 70km w 2 dni. Wielkimi krokami ku uciesze tłumów chciałbym także zbliżyć się do publikacji notki nt. zeszłorocznych górsko-ekstremalnych przeżyć. Z możliwych terminów pisarskich został już tylko ten wikend, więc może w piątek/sobotę/niedzielę się uda? Nadmienię także, że w sobotę mam zamiar startować w ABC OK!treningu w Józefowie, a w niedzielę po raz pierwszy w życiu w "ulicznym" biegu w Otwocku.
Na koniec dodam, że, jak dzisiaj zauważyłem, z dniem wczorajszym w przepastnej przestrzeni niebieskiego f ze swoim fanpagiem wystartował nie kto inny, a linkowany do oporu przeze mnie ostatnio zeszłoroczny mistrz świata juniorów w sztafecie. Wystartował, dodajmy, z pierdolnięciem prawie tak mocnym, jak karuzela treningowa innego mistrza świata juniorów w sztafecie. Od razu zjadł bowiem na 2 śniadanie dotychczasowe 2 orientacyjne fanpagi, w tym mój. Liczby nie kłamią, a liczby fanów tym bardziej. Ale cóż począć, nade mną nie stoi cały Orientuś z żaglem, a jedynie ichniejszy pan prezes.
foto. P. Drągowski