środa, 2 stycznia 2013

Robię krok w tył

by zrobić 2 do przodu? Nie wiem. Wiem na pewno, że te ponad 1,5 miesiąca, któe minęło od ostatniej noteczki zdecydowanie nie należało do mnie. W kategoriach kroków do tyłu mogło być ich nawet chyba więcej niż 1...no ale skoro średnio 10 osób dziennie jeszcze na tego blogaska zagląda, to może ktoś jeszcze we mnie wierzy. A więc rozpocznijmy zatem. -heej, co tam?? xD
0. podobno jest za dużo linków w treści, przez co nikt w nie nie klika, chociaż są one niejako dopełnieniem wyczytywanej przez was tutej historii - dzisiaj będzie jedynie jeden
1. relacja z GEZnO tegorocznego pewnie będzie, może niedługo (z zeszłorocznego nie będzie :)
2. jeszcze w listopadzie dostałem do zorganizowania trening (z cyklu ABC -więcej informacji na stronie warszawskiego OK!Sportu, następny nasz trening już za 11 dni), na którym to biegało 95 osób. Nie wypada nie pochwalić się wszem i wobec, że nikt nie zrobił w Polsce większego nie przy okazji kilkudniowych zawodów w tym roku. I choć trasa w ultrapłaskim lesie, w którym biegam 17 na 18 treningów była podobno za trudna i nikt miał z niej żywy nie wrócić, to udało się. Polecam oszczędności na tonerach.
3. listopad zakończyłem ultraudanym występem w "funexorient" w Kielecach, gdzie mierzyłem się z trasą "50km". Cudzysłowy jak najbardziej na miejscu, bowiem były to zawody organizatora znanego szerszej publiczności z przełajowego biegu wzdłuż Świdra w roku 2011. Żal mi to opisywać, bo to forma orientacji zupełnie nie dla mnie. Jak ulał pasuje komentarz "a idź pan w chuj". Zaczęło się bardzo zachęcająco od traski zwykłej orientacji na full fajnej mapie Słowik, pionowe góry, bardzo miła orientacja. (ale nie bardzo były pokrzywy, więc na lepsze zawody się nie nada (klasyk KMP na wiosnę oraz klasyk MP na jesieni). Jednakże drugą i główną częścią była traska "turystyczna", która polegała na bieganiu ze średnio dokładną mapą 1:50000 po asfaltowych drogach przebiegów po 5-10km między kolejnymi górami (jak na standardy Gór Świętokrzyskich). Po 3 godzinkach i może 1/4 całości dałem sobie spokój. Nie rozumiem takiego typu zawodów, do gezna się nawet nie umywa.
4. przeglądałem sobie dzisiaj mapki z całego roku i wysnułem nieco zapomniany już chyba wniosek, że w kategorii dmuchanych zjeżdżalni, pokazów samochodów oraz pokrzyw wydeptywanych przez pierwszych startujących w M21 (czyli mnie też) polska orientacja stoi bardzo wysoko, ale w kwestii wyboru terenu, zrobienia mapy oraz zbudowania na tym tras mamy trochę do nadrobienia
5. kilkanaście dni temu zmieniły się władze Polskiego Związku Orientacji Sportowej, czy postanowią oregulaminować również orientacyjne blogerstwo - pokaże przyszłość, czy za jeden z celów postawią sobie kwestie wyrażone w punkcie 4. - również pokaże przyszłość
6. nie skorzystałem z okazji, aby po raz 4 w przeciągu ostatnich 5 lat ostatnie dni w roku spędzić w doborowym towarzystwie na sportowym obozie w Sztutowie, za to kilka z tych dni (jak i wiele innych grudniowych) spędziłem chory w łóżku.
7. za 3 dni planuję zadebiutować w tegorocznej edycji falenickich Biegów Górskich,  rozegraną 4 dni temu pierwszą rundę wygrał przedstawiciel warszawskiego OK!Sportu Łobooo i w tym miejscu oficjalne propsy dla niego. Podobno na trasie było dość bekowo, bowiem warunki pogodowe spowodowały całkowite oblodzenie wszystkich ścieżek w lesie, a wielu uczestników postanowiło sprawdzić przyczepność butów bez kolców do lodu oraz czy w razie jej braku uda im się nie jebnąć w ten lód głową, tylko na przykład kolanem. Mam nadzieję, że podobne warunki utrzymają się do soboty, ponieważ beki nigdy mało. Jednocześnie świadom marności mojej obecnej formy biegowej za cel zamierzam ustawić sobie niebotyczne 40 minut. Już czuję, że będzie grubiej od grubych. Relacja o 22 w sobotę.
8. w zeszłą sobotę 30 grudnia wystartowałem po raz ostatni w roku 2012. Okazja dla mnie jako członka klubu z siedzibą w Warszawie była wyśmienita, bo inny warszawski klub (Gwardia) postanowił zorganizować tzw. knock-out sprint. Na lokację wybrano tereny kortów i starego stadionu Warszawianki. Wyniki oraz mapki dostępne są na odpowiedniej stronie. Na wstępie nadmienię, że był to mój 3 występ w KO sprincie w tym roku po styczniowym niewykurwapale we Wrocławiu oraz pięknym ściganiu i ostatnim miejscu w finale w czerwcowej rundzie UNTSowego Szybkiego Mózgu. Doświadczenia mam co niemiara, więc coś czuję, że 2013 przyniesie mi rozpierdolenie w pył jakiegoś KO sprinciku :) Ale przechodząc do tego ostatniego, to zaczęło się jak zawsze eliminacjami. Około 30 zawodników podzielono na 3 koszyki, z każdego przechodziło 6 najlepszych, więc odpaść było dość trudno. Swój wygrałem, ajak. Następnie odbyło się 6 3-osobowych ćwierćfinałów, z których dalej przechodził zwycięzca oraz 3 "lucky loserów". Jako, że moimi przeciwnikami było dwóch parę lat młodszych chłopaczków, a także odmówili walki już na 1pk, wygrałem ponownie, ajak. W półfinale nie było już tak miło, bo musiałem mocno gonić trenera kadry juniorów, pod którego wodzą osiągnęła ona w tym roku największe w historii sukcesy. Pod koniec traski Sokal troszkę przyspieszył i już nie miałem kogo gonić. Tym razem nie było lucky loserów (a kwalifikowałbym się na takiego), boli też, że inny półfinał z palcem pewnie bym wygrał. No cóż pozostało mi oglądać finałową batalię z wału po wschodniej stronie stadionu i oklaskiwać zwycięzców. Wygrał reprezentant warszawskiego OK!Sportu Łobooo i w tym miejscu oficjalne propsy dla niego. Jako ciekawostkę dodam, że przed półfinałami była możliwość typowania, kto wygra każdy z tych 3 biegów. Zdawałem sobie sprawę, że szanse z trenerem Darkiem mam nikłe, jednak za granie przeciwko sobie grożą poważne konsekwencje prawne. Albo i nie. W każdym razie głupio było mi postawić, że przegram. Typowanie wygrał również reprezentant warszawskiego OK!Sportu Łoboo i w tym miejscu oficjalne podziękowania za wiarę we mnie.
9. już za 20 dni podobno pierwsze w Polsce zawody w biegu na orientację w galerii handlowej. Mnie na pewno nie zabraknie, a was?
Diox propsy do końca świata