czwartek, 16 maja 2013

Łysy kontratakuje cz. 6

Zasadniczo lubię napisać noteczkę świeżutko po zawodach. Co ciekawe, najczęściej (chociaż bardziej jedynie i zawsze) zdarza się to po tych organizowanych przez ursynowsko-natoliński TS. Nie wiem do końca, czy wynika to z chęci szybkiego wypisania kilku ważnych przemyśleń, czy z tego, że 83% startów z mapą na Mazowszu (już bez rozróżniania, czy w krzakach, czy między blokami) odbywa się właśnie dzięki temu klubowi.
Dzisiaj akurat miałem niebywałą okazję startować w 2 rundzie 2 (a może 3?) edycji "Szybkiego Mózgu". Za arenę wybrano (dla odmiany) warszawskie bloki. Tym razem trochę większe, niż zazwyczaj, na wcale nie tak blisko położonym Bemowie, a konkretniej Osiedlu Górczewska. Na szybko policzyłem, że to już 17 takie przedsięwzięcie orientacyjne w środku tygodnia. Zebrane doświadczenie jest z pewnością bezcenne, ale dzisiaj na poprawę zasługiwałoby kilka rzeczy: a) punktualność startu (2 minuty za szybko) b) techniczna trudność większości przebiegów c) postawienie w końcu punktu na zewnątrz jakiegoś ogrodzenia d) zapewnienie odpowiedniej ilości papieru do drukareczki międzyczasów. Za to na zdecydowaną pochwałę zasługuje wydanie mapy w niekieszonkowym, tylko biegowym formacie A3 oraz udostępnianie splitanalyzera.
Aż się łezka kręci w oku na wspomnienie pierwszego "Warszawa Nocą" na Ursynowie. Wtedy, zupełnie jak dzisiaj, udało mi się zająć wysokie 9 miejsce. Na temat dzisiejszego występu mogę natomiast powiedzieć, że chyba od 2006 roku (czyli sprintu na OOM w Spale) nie przegrałem z zawodnikiem 2 miejsca przede mną dwoma sekundami. Stosując angielskie nomenklature tzw. tight competition. Międzyczasy doskonale oddają moje wrażenia z biegania - "czasami szybciej, czasami wolniej". Ale generalnie wolniej. Z ciekawostek to na 30sekund goniłem Janka Kaseję i byłem wręcz przekonany, że po kilku minutach prędzej czy później go zobaczę, a potem zjem na drugie śniadanko. Nic bardziej omylnego, może ze dwa razy na chwilę zobaczyłem jego plegier, a w ostatecznym rozrachunku dostałem 26 sekund w tzw. pizdę. Cieszy na pewno pewna wygrana ze znanym i na razie lepszym ode mnie graczem w CF Szmulo Szmulkiem. Więcej spostrzeżeń może po publikacji map. No cóż, aktualnie swoje "sprinterskie" starty w Polsce zawieszam (na tzw. kołku) na rzecz geologiczno-studenckich przygód co najmniej do 4 września. Nie wiem, czy wyjdzie mi to na dobre, ae jedno mogę zapowiedzieć - zamierzam siać srogi rozpierdol po powrocie. :D
PS - Nie wiem, ilu bacznych czytelników blogaska zauważyło, ale w poprzedniej notce żaden bluzg mi nie wyszedł przez usta (zupełnie jak kiedyś Tedemu). Czy to oznacza zatem, że nic "hejtowane" i jebane na tych łamach już nie będzie? Nie wiem. Wątpię.
PS 2 - dalej napieram po stadionie.

niedziela, 12 maja 2013

Łysy kontratakuje cz. 5

Kontratak wykonany, lecz niestety nieudany - chciałoby się sparafrazować znanego śpiewaka. Tak jak pewien znany trener i członek zarządu PZOS (linku nie podam, ale co bystrzejsi znajdą po lewej) postanowiłem zakończyć działalność i skasować blogaska, a zarazem pisać dalej. Tak! To moje hasło, dobre nie?
W każdym razie raczej specjalnych poetyckich przemyśleń nt. bieżąco minionych wydarzeń z siebie nie wycisnę, a zasadniczo piszę noteczkę, bo trochę nieładnie wygląda "ostatni post - 5 tyg.", a także odkryłem dzisiej zajebiste i bardzo dobre rapsy fińskie. (oczywiście nie tylko 1 piosenkę, tutej jest więcej). Ja do Vuokatti w lipcu (czyli na "Łoka") się w każdym razie nie wybieram, planuję jedynie podróż do Hradec Kralove na tzw. "Dżeja".
Pozdrawiam i napieram sobie po stadionie dziesięciolecia.
Photo by Joanna Szlendak !  oczywiście