sobota, 27 lipca 2013

Łysy kontratakuje cz. 10 - Łysy w fontannie

Generalnie sobotnie lipcowe popołudnie jest bardzo słoneczne, pobiegałem dzisiaj nawet ładny trening z nie byle kim, bo samymi reprezentantkami Polski na Igrzyska! (co prawda sportów nieolimpijskich, czyli np. kajak-polo lub tym razem nieobecnych w programie wyścigów smoczych łodzi, ale zawsze). A już za cztery lata, więc w roku 2017, The World Games zawitają nigdzie indziej, tylko do Wrocławia. Mało który polski orientalista może postawić sobie dalszy cel długoterminowy. 
Moje zapowiedziane bodajże w połowie maja przygotowania do zostania królem sprintu we wrześniu idą jak najbardziej zgodnie z planem. Dzisiaj dość łatwa (bo i takie mają oczekiwać na dzielne zawodniczki w dalekiej Kolumbii) traska nie przysporzyła mi oprócz niekoniecznie łatwego dojrzenia treningowych lampionów większych problemów, jednakże wariantów na pk 20, 22 i 25 (tutaj to opór zmęczenie już) na pewno nie nazwę optymalnymi. Chociaż 25 minimalnie źle stał :) Kilkukrotnie (nie bardzo widać to na przebiegach) ratowałem się przejściem kilku kroków z powodu wysiłku, od jakiego z pewnością ostatnimi czasy odwykłem. Na koniec, w czasach prawie wszechobecnego w Polsce miernej jakości GPS-trakingu (chociaż pomysł z cieniowaną mapą - duży plus, zdecydowana światowa awangarda), dodam że organizator zapewnił nawet TV-kontrolę (nr 10), bowiem akurat tamten poziom schodów upatrzyła sobie ekipa z pewnością ambitnych filmowców, których dzieło już niedługo tylko na antenie telewizji polsat. Jacek Morawski najlepsze sprinty w Polsce od 2010.
PS jak pewnie pilni obserwatorzy zauważyli, zmieniłem foteczkę i tekst na szczycie na ładniejsze i lepiej oddające sens tego blogaska. Cytat z Jacka Kaczmarskiego. 
Na koniec pre-TWG treningu, jako że dotychczasowe wodzianki uciekły do haremu mistrza świata, a ja należycie przybrałem od tamtej pory na niezbędnej w tym fachu wadze, postanowiłem godnie zająć wodny wakat. 

Na drugi koniec mała fotozagadka wprost z Vuokatti. Co robiła na WOCu polska reprezentacja?

piątek, 19 lipca 2013

Łysy kontratakuje cz. 9

primator double niekoniecznie polecam /chyba lepiej powiększyć/
Wróciłem właśnie z jednej z bardziej sutych wypraw w życiu. Prawie 2 tygodnie jeżdżenia po kopalniach w okolicach Legnicy i Olkusza poprzedzone tygodniem w malowniczym Hradec Kralove. Zasadniczo miałem napisać niebrzydką noteczkę już po sobotnim bankiecie na JWOCu, ale coś nie wyszło. Aaa wiem nawet dlaczego - bo oglądałem jak pojebany wszystkie transmisje z WOCa. Jani Lakanen /mój pierwszy idol po oglądaniu pierwszy raz transmisji z WOCa w 2006 roku/ propsy do końca świata. Marten Bostrom pozer i nie czytam blogaska od zdjęć z wielbłądem. A polska reprezentacja podobno osiągnęła epokowe wyniki. Wracając do rzeczy, które mi wyszły to zdecydowanie opróżnienie łącznie około 80 pięćsetmililitrowych pojemników na alkohole (oraz odnotowałem nowe PB - 11/wieczór). Dodatkowo łazienkowa waga między moimi stopami wyświetliła dzisiaj 71,6 kg. Czy to dużo, odpowiedzcie sobie sami drodzy czytelnikowie, ja jednak za znanym reparem powtórzę:
"nie chcę moralnego kaca, żadnego kaca praca
nad sobą najważniejsza"