niedziela, 22 września 2013

Preparing for Polish Champs night, sprint relay & long...



Zacznę tradycyjnie od końca. Dzisiaj miałem okazję biegać razem z OK!klubem trening na wyśmienitej jak na mazowieckie warunki mapce Regut. Niby nic szczególnego, ale udało mi się na jeden z punktów przebiec o 444,4% dystansu za dużo, a więc wykonać 544,4% normy. Dołek w lekko zielonym na zboczu, klasyka gatunku. Łysy definitywnie w formie! Jako ciekawostkę dodam, że w maju na nocnym biegu w ramach Pucharu OK!klubu stawiałem, podbijałem i zbierałem punkt w tym dołku wyżej i nie trafiłem czyściutko ani razu.
Teraz czas na odpowiedzi na mocno bulwersujące (mnie przynajmniej) pytania postawione w poprzedniej notce. (Gwoli uściślenia, tarnina na przebiegu na 1pk, a zaorane pole z pokrzywami na 10pk na mapie ze średniego poniżej) Brzmią one: nie wiem oraz nie wiem. Swoją drogą dość znamienne jest, że najlepsi zawodnicy w kategorii, a już szczególnie w M21 nigdy nie mają z takimi niedoróbkami mapy problemu. Odbywające się w zeszły wikend w okolicach Wrocławia KMP przeszły już dawno do historii, a ja trochę spóźniłem się z relacją. Zatem kilka ciekawostek.
Sprint świetny. Mapa A3, dwa długie i wariantowe przebiegi - to się w Polsce na zawodach rangi mistrzowskiej chyba jeszcze nie trafiło. Obieganie stadionu na koniec marne i na przymus, można było wymyślić coś ciekawszego. Niestety, po raz kolejny spotkała mnie w M21 przypadłośc typu - naprawdę dobry bieg, minimalne wahnięcia, przyzwoite tempo, 16 miejsce. Syndrom nie do końca wytrenowanego biegacza to się chyba nazywa, trzeba po prostu zapierdalać.
typowy przykład biegu "na średniości"
Średni w interesującym technicznie, ale niewymagającym fizycznie terenie. Nie pamiętam już dawno takiej średniej wieku na podium (19+22+23/3). Nie pamiętam też tak deszczowego biegania. Poradziłem sobie tak jak widać niżej, a odjęcie 5 minut grubych błędów wcale nie wywindowałoby mnie na niebotyczne pozycje na wynikach.

Po średnim nadszedł czas na zdecydowanie najciekawszą część KMP, czyli klubową sztafetę. Rozgrywaną w tym roku po raz siódmy, przeze mnie bieganą dotąd całe 3 razy, w tym ani razu na 1 zmianie. W przyszłym roku, "jak bóg da", powinno się to zmienić! W sobotni wieczór biega się tylko dwie zmiany, ja natomiast zrobiłem swoich siedem i w wyśmienitym humorze i jeszcze lepszej pogodzie obserwowałem sobie zmagania. Czy wygrali najlepsi, czy najskuteczniej zestawieni, to bym polemizował, idę także o zakład, że za rok warszawski klub wcale nie będzie na czele.
łysy obserwator w tle nr 1

łysy obserwator w tle nr 2
W każdym razie tydzień wcześniej na klubowych sztafetach na Mazowszu nie byli tacy mocni :) bo zawody rozjebał OK!Sport, a ja miałem niebywałą przyjemność biegać na przedostatniej zmianie i wyjść na prowadzenie. Na biegu zgasł mi garminek, mapki nie mogę znaleźć, a w internecie po zawodach organizowanych przez warszawską ChuSpójnię próżno jej szukać, ale żadna strata. Zwykłe napieranie po płaskim mazowieckim lesie po 4'30-5'00/km. Zwycięzca mojej zmiany, czyli Jacek Morawski, nawet po 4'10 poleciał.
Dzień wcześniej, czyli 7 września, miałem okazję po raz drugi w życiu biegać koło Łodzi w podpabianickich Rydzynach. Generalnie zawody wyglądały  bardzo podobnie do tych sprzed roku. Traski odpowiednio długie, pogoda super jesienna, krzaki w lesie takie same,  na ładnych kilka minut mijał mnie tradycyjnie już jak furmankę zwycięzca, wyniki też nawet podobne do tych sprzed roku, tylko ja na bombie. I to nie byle jakiej, bo w ramach"nadrabiania straconego czasu" spóźniony o jakieś 3 lata byłem pierwszy raz w Łodzi na melanżu. Mam nadzieję, że nie ostatni. Słuchanie "Zakochałem się w Jill Scott" z widokiem na piękne miasto zawsze na propsie. A podczas tych 73minut walki ze smagającymi zewsząd po ryju gałęziami miałem okazję po raz kolejny przekonać się o wyższości poglądu o niespożywaniu alkoholu w dzień przed zawodami. No cóż, udało mi się zająć miejsce na podium na MP (Mistrzostwach Powiatu) i prawie wygrać z prezesem Charubą. Do analizy mapki poniżej niezbędna informacja jest taka, że las należy do takich, gdzie intensywność roślinności zdecydowanie sugeruje bieganie drogami, szczególnie, że aktualizacja wcale nie była dokładna. Największe błędy na 2- przedzieranie przez krzoki, 6 - wykrot w zielonym :) , 18 - wyjmowanie kolca z palca u nogi, 24 - myślę już tylko o wodzie na mecie.

Udało mi się skończyć szybkie podsumowanie dotychczasowych wrześniowych wojaży. Mam nadzieję, że następne opisane zostaną w ciut bardziej rozwinięty sposób. Na koniec, standardowo, piosenka. 

niedziela, 15 września 2013

pokaempe

Szersza analiza tzw. O-GAMES, czyli II rundy tegorocznych Klubowych Mistrzostw Polski z odpowiedziami m. in. na pytania: "dlaczego tarnina nichuj nie do przejścia zaznaczona jest na mapie do biegu na orientację symbolem terenu półotwartego z porostem?" oraz "dlaczego metrowe pokrzywy na zaoranym polu zaznaczone są takim samym symbolem, jak skoszona miesiąc temu trawa?" z pewnością wkrótce.
Na szybkości mogę powiedzieć, że wymiana koła w deszczu w nocy udana, reputacja "czołowego siedmiozmianowego żula" :D utrzymana, a łódzki Orientuś tradycyjnie mistrzem klubowym, więc zdecydowanie było co świętować! Fotek nie cykałem, więc na zakończenie przewidywane przyszłoroczne podium KMP.

wtorek, 10 września 2013

Fotozagadeczki

Trochę takiej reakcji (żadnej) się spodziewałem pisząc rano zdziwioną noteczkę. No cóż, i tak wygrają najlepsi. Czyli kończę swoją samozwańczą misję orientacyjnego centrum wymiany poglądów i wracam do robienia swojego. A chuj tam z regulaminami i przepisami, zresztą kto je czyta.
Niestety nie mam tyle czasu, żeby opisać jakieś swoje ostatnie biegowe podboje, zdradzę tylko, że w zeszły wikend startowałem dwa razy i stałem na podium również dwa razy. W sumie ani razu nie było podium, ale miejsca w top3 były. To pierwsze, w podpabianickim lesie znanym z lidarowej mapy, osiągnąłem zresztą z zawartością alkoholu we krwi nieuprawniającą do prowadzenia pojazdu nawet w USA. Parafrazując pewien hit - małe party nigdy nikogo nie zabiło.
Ci co śledzą fejsbuki pewnie się spodziewają, ci co nie śledzą, pewnie nie, ale nadszedł właśnie moment na fotozagadkę. Otóż moja siostra specjalizująca się w sprinterskim bno nie traci czasu na marne europejskie tereny i gdy tylko dowiedziała się, że zmapowano Machu Picchu, udała się w podróż. Dotarła dzisiaj i po dobrym treningu przesłała fotki siebie w miejscach dwóch punktów. Których? Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wrzucił fotki łysego na przysłowiowym szyczycie świata. Oprócz numerków Alicji należy podać nazwę szczytu. Zwycięzca wyłoniony i nagrodzony zostanie po nocnej zmianie sztafety klubowej w wcale nie takim nieznanym terenie koło Oborników Śląskich w nocy z 14 na 15 września.
łysy na szczycie świata
punkt A
punkt B




KMP 2013 sztafeta klubowa teren zawodów

Z braku należytych miejsc /typu forum/ wymiany poglądów na temat orientacji w Polsce, napiszę tutaj z nadzieją, że dotrę do większej niż normalnie rzeszy odbiorców i może ktoś z czytelników odpowie, bo zna się na sprawie.
Otóż:

1. oglądam właśnie "teren zawodów" znajdujący się na stronie o-games (notabene, odpowiedzialni za nią są chyba jacyś magicy informatyczni, nic się szybko nie ładuje, a obsługa formularzy w przewijanych okienkach to jakieś żarty). Las ograniczony drogami wojewódzkimi nr 340 i 342, nawet 2 lata temu miałem przyjemność biegać tam na starej mapie. A w biuletynie wzmianka, że "Zawody zostaną przeprowadzone na nowych mapach."

2. czytam właśnie "zasady organizacji zawodów w orientacji sportowej 2013" opublikowane 25 marca tego roku, ale z treścią w punkcie 10 generalnie niezmienną od kilku lat. A tenże punkt 10 stanowi w podpunkcie 10.2
"Teren zawodów nie powinien być wcześniej użyty do orientacji sportowej najdłużej jak to jest 
możliwe, aby żaden zawodnik nie miał przewagi naruszającej zasadę ‘fair play”.
Po czym w podpukcie 10.3
"Wprowadza się klauzulę zamykania map lub terenów: Dla zawodów CTZ na 12 miesięcy przed datą zawodów..."

3. oglądam właśnie mapy z zeszłorocznego Pucharu Śląska przeprowadzonego w dniach 6-7 października. /czyli 11 miesięcy temu/ Nie da się ukryć, że biegano w terenie przewidzianym na tegoroczne klubowe sztafety.

Jak to jest? Po co te regulaminy i zasady?

czwartek, 5 września 2013

Biegać w nocy bez lampy?

Ja wczoraj podczas czwartego etapu drugiej edycji pięcioetapowego cyklu "Szybki Mózg" miałem taką niebywałą okazję. Wyszło mniej więcej dokładnie tak, jak to uchwycił fotografik. Oczywiście miałem lampę ze sobą w centrum zawodów, ale po konsultacjach z Paszą (notabene na wynikach jest 1 sekundę przede mną, ale przy pierwszym podejściu zszedł z trasy, po czym pobiegł od nowa - nie do końca rozumiem takie porządki) postanowiłem nie obciążać sobie nią głowy. Eee, przecież jest jasno i przez 20 minut biegu na pewno ciemno się nie zrobi. To był prawdziwy błąd. Nie na jakieś 10 czy 15 sekund, a dobre 5 minut. Co prawda do 4 punktu wszystko było ok, ale potem nie byłem w stanie wyczytać z mapy niczego więcej, niż kierunku i mniej więcej warstwic. Podjąłem tragiczną decyzję o kontynuowaniu i kontynuowałem ślimacząc w sposób rzadko spotykany. Szczególnie ciekawy był przebieg na 16, gdzie wzdłuż płotu można było stracić zdrowie, a nawet życie w głębokich wykopach. Następnie na 17 napotkałem tylu amatorów przekraczania płotu nie do przejścia, ilu nie widziałem przez cały ten rok. Może dzięki skokom przez płot ktoś następny zostanie prezydentem? O marnym występie nie ma się co dłużej rozpisywać, ale warto wspomnieć, że nie załapałbym się nawet na podium wśród kobiet, a 15 miejsce jest najgorszym w mojej piętnastostartowej historii występów na warszawskich sprintach. Na pociesznie mam świadomość, że klasyfikację "bez lampy", ale również "łysy" oraz "łysy bez lampy" wygrałem. Czyli potrójna wiktoria! Mapki z cudnymi przebiegami w tym naprawdę interesującym terenie poniżej.
     
Z warszawskich Włoch wróciłem bogatszy nie tylko o bezcenne doświadczenie (że w nocy biega się z lampą), ale także ulotkę łódzkiego Orientusia, na której napisano "DOŁĄCZ DO NAS - za darmo!". Kuszące. Co do najbliższych planów, to dzisiaj ultraszybki i ultramocny trening 5x1km, jutro zapewne 1x0,5l, pojutrze wielkie ściganie koło Pabianic z polską czołówką, a popojutrze wielkie mazowieckie klubowe sztafety, na których przyjdzie mi zapewne biegać decydującą przedostatnią zmianę (o ile organizator zdąży wykonać mapę  i zbudować trasy na sobotnią część)