czwartek, 20 marca 2014

J'ai Osé

Powiem tak: od ostatniego pościka minęło jedynie 76 dni. Uważni czytelnikowie pewnie pamiętają, a nieuważnym przypominam, że rok temu doprowadziłem do podobnej sytuacji z blogaskiem. Mocno zimowy początek 2013 roku zabrał mi większość energii, a już na pewno tę do pisania blogaska. Natomiast obecne słoneczne przedwiośnie aż prosi się o opisywanie co najmniej raz w tygodniu. Dlaczego zatem miałem ostatnio od mapkarzy Szybkiego Mózgu okazję usłyszeć (i przytaknąć na nią) sugestię, jakoby "blodżing zawieszony?"? Ciężko powiedzieć, ale jak widać wcale nie taki zawieszony :)
Ostatnie dni oprócz hardego i miłego trenowania przyniosły mi kilka przemyśleń, których nie sposób nie wylać w internet. A mianowicie: 
blogaskowania nie ma, ale bieganie cały czas jest

# najlepsza baza linków do orientacyjnych aktualności od jakiegoś czasu nie znajduje się już na tadeuszpilkowski.blogspot.com, a na biegnaorientacje.pl - tylko trzeba troszkę przewinąć stronę, ja wchodzę prawie codziennie i próbuję rozgryźć, jak te WATciaki robią ze swoimi niusami, że wyglądają one zawsze na najnowsze

# menu po lewej uległo pewnym modyfikacjom i można podziwiać zestawienie notek, które mają najwięcej odsłon (czemu się zbytnio nie dziwię, bo niektóre naprawdę są zajebiste i część życia tam zawarłem), a także moją bazę map DOMA (o której bez podśmiechujek marzyłem od dobrych dwóch lat, a teraz za sprawą wymienionego wyżej portalu marzenia spełniłem - w sumie spełnić może je każdy, wystarczy napisać do adminka i może w końcu Polska przestanie być pustynią w bazie worldofo), która jeszcze nie jest zbyt zasobna, gdyż zmagam się z brakiem własnego komputera (a aktualnie piszę z pozdrawianego Alicjowego - przy okazji "bójcie się chamy, Alicja do biegania wracamy"), ale kilka perełek już zawiera

# jak ktoś dotarł do trzeciego hasztaga, to z pewnością może o sobie powiedzieć czytelnik. Stawiam zatem sprawę jasno - bez klikania w linki (te podświetlane na pomarańczowo) czynicie swoją lekturę uboższą, odnośniki (częstokroć z różnymi aluzjami) to integralna część każdej notki i nie sprawdzając ich nie czerpiecie z lektury tyle radości, ile moglibyście gdybyście... W każdym razie polecam sprawdzić sobie losowo na którejś z tych bocznych starych notek.

# na początku stycznia w dość optymistycznej noteczce z Jagniątkowa zapowiedziałem pisanie posta raz na tydzień, a aktualnie w dwunastym tygodniu roku piszę drugiego. Nie znaczy to jednak, że nie próbowałem. Nie chciałem podzielić losu Jaca Morka (dostępnego aktualnie tutej), a także jestem zdania, że o przygodach biegacza na orientację można blogaskować w innej konwencji, niż mocno aktywny ostatnio "pisarz miłości". W każdym razie u mnie relacji z notorycznych włajaży do Wrocławia nie będzie :D chociaż to piękne miasto. Oczywiście byłem tradycyjnie (ale tym razem niestety bez trenera Karola) w styczniu na pielgrzymce na WNOF pobiegać pierwszy raz w życiu na pięciu poziomach i chyba wystarczy.

# do opowieści z kategorii "gdzie to ja nie byłem" zdecydowanie zaliczyć muszę lutowy wypad w doborowym gronie w Pieniny, z którego planowałem blogować na żywo, ale akurat po ponad 5 latach wspaniałej działalności zwieńczonej rocznym dogorywaniem rozjebała się płyta główna Asusa. Ale nie komputerki są motywem umieszczenia tego hasztaga, a inny obóz, który odbywał się w tamtym czasie. Otóż OK!Sport warszawski - najprężniejszy ostatnio w internecie klub polski - trenował w dalekiej Hiszpanii razem z innymi biegaczami z Mazowsza. O całym przedsięwzięciu nie wiedziałem do momentu jego realizacji i to jest najciekawsze.

# zostając przy OK!temacie to zostałem ostatnio bezpardonowo zaatakowany ad personam przez kogoś, kto zawiaduje fanpagiem, o nieznanych personaliach. Niestety, chyba zatracono przy okazji meritum sprawy. Różnica między flagą, banderą, a symetrycznym odbiciem bandery jest w przybliżeniu taka, jak między śpiewaniem póki i kiedy w pierwszej zwrotce hymnu. Niby minimalna, ale jednak ogromna. Przy okazji dokonam zwierzenia, że niebywale waham się aktualnie w sympatii do partii politycznych między Ruchem Narodowym a Kongresem Nowej Prawicy i jeśli ktoś nie ma podobnych rozterek, to przykro mi z jego powodu, ale nowe pokolenie nadchodzi.

# ładnego kwiatuszka wynikającego pewnie z dosłownego tłumaczenia przepisów IOFu przeczytałem na zielonymsporcie. Otóż sztafety sprinterskie to podobno "bieg łatwy do zrozumienia, pozwalający na zainteresowanie wielu ludzi". Czy aby na pewno? (i czy wrócisz tu) Blogaska z mnóstwem map w cudownych i zapomnianych terenach, gdzie bieg na orientację gościł przed erą sztafet sprinterskich średnio regularnie prowadzi Przemek Patejko, ja czekam niecierpliwie na kolejne tamtejsze noteczki.

# a skoro żyjemy w erze sprinterskiej, to już dzisiaj debiutuję jako główny mapkarz i budowniczy tras na ŁPT, czyli w mieście, gdzie kierowcy z rejestracją EL wyczyniają na drodze takie wygibasy, że głowa mała. Tym razem, w przeciwieństwie do ostatniego Pucharu OK!Sport mam gwarancję, że na mojej części mapy staną punkty. Trzymajcie kciuki, żeby żadnego nie zajebali!

Tytułowa piosenka na koniec, pousser les limites, déplacer les montagnes.