piątek, 25 kwietnia 2014

Plany na koniec kwjetnia

Wypadałoby iść za blogerskim ciosem, może trochę zmieniając utarte dotąd przekonanie, że moja notka musi mieć co najmniej 2000 słów. Otóż w ten wikend, czyli już jutro będę miał po raz czternasty okazję wystartować w Grand Prix Mazowsza. Co ciekawe, po raz pierwszy, czyli w 2001 roku mając 11 lat biegałem w M10N, bo były to moje trzecie zawody w życiu. W każdym razie teraz zapowiada się srogie ściganie z mazowiecką elitą i mocno liczę, że kilku grajków przegonię.
A co dało mi natchnienie do napisania teraz takich pierdół? Otóż wiernopoddańcze nastawienie organizatora, który przezornie przeprasza za wszystko. Najpierw za późną decyzję o zawodach, potem za błędy w biuletynie, teraz za brak list startowych, które najpierw miały być o 5 rano, potem najpóźniej o 12, a nie ma ich czas cały. Postawa godna obecnie urzędującego ministra spraw zagranicznych, a jak przyjadą jacyś Litwini albo Rosjanie to chyba wszystkim polskim zawodnikom zalecane będzie bicie pokłonów w trosce o jak najlepsze przeproszenie.
Żeby nie było tak smutno, to wstawiam zdjęcie ucieszonej brązowej medalistki MP i propsuję.
Na koniec, tradycyjnie :) geologiczna ciekawostka. Wiecie, że skały budujące znaną z Pucharu Ślęży górę powstały w bezpośredniej okolicy ryftu oceanicznego? I to na przełomie syluru i dewonu? Kto by pomyślał...

środa, 23 kwietnia 2014

Tak właśnie mija nas czas

Dzisiaj będzie stosunkowo krótko, bo w bardzo dużej modzie jest być w niedoczasie i nie mieć czasu na blogaska. To ja też napiszę (ale niezgodnie z prawdą :D ), że ledwo co znajduję czas.
Zacznę może od tego, czym zakończyłem poprzednią notkę. Mapa wyszła bardzo ładnie, ale moje przekonywanie do wrzucania jednak jpgów było trochę wołaniem na puszczy, zatem w pdfie jest tutaj. Niestety kciuki nie były wystarczająco mocno trzymane, bo jedną puszkę zajebali. Może jednak warto zapewniać pilnowaczy do punktów lub pomyśleć o złodziejoodpornych rozwiązaniach na wzór Krakowa? Do osobistych porażek mogę również zaliczyć rozstawienie punktu z puszką o kodzie 46 w miejscu 44 i vice versa. Wtopa. Co ciekawe, ich lokalizacje były tak oczywiste, że nie przeszkodziło to żadnemu zawodnikowi z kategorii profesjonalistów, ale zuchwali widać nauczeni są biegać na cyferki, a nie orientację. Traktowanie koloru oliwkowego jako dającego możliwości opierania na nim wariantowego przebiegu też nie było zbyt fortunnym posunięciem, zresztą nie chce mi się o tym pisać, może foteczki wystarczą.
a oliwką przejmujemy się o tak mocno

budowniczy tras zażenowany poziomem znajomości możliwości przekraczania symboli według ISSOM

Aby płynnie opowiadać dalej, posłużę się takim oto zdjęciem.
Od pewnego czasu nie muszę już się starać, aby znana innym nazwa klubu, w którym biegam była odpowiednia. O<!SPOPГ na plecach to był naprawdę słaby żart i wieczne źródło nieporozumień. Z takich na szybko zauważonych korzyści to na zawodach mam okazję spać tam, gdzie większość, a nie 50km dalej oraz wykonałem mapę (co prawda sprinterską, ale :) w której w moje kreślenie nikt nie ingerował. Co będzie dalej? "We will say what time will tell."
Co do pierwszych MP bieganych jako Orientuś to 210 bieganych minut świadczy o tym, że chciałem zostać "Rudym 102", ale coś mi się chyba pojebała kolejność cyferek. A na serio to po prostu w marcu przez większość dni byłem niezdolny do treningu. Jednakże 70-minutowej klęski się nie spodziewałem. W tym miejscu słowa uznania dla zwycięzcy, który skoro w wieku 20 lat napiera tak mocno na długodystansowych MP, to w wieku lat 26? Frekwencja w M21 tym razem nie dopisała i chyba pierwszy raz za mojej kadencji w K21 była wyższa. Ciekawe info (bo chyba nie relację?) na ten temat wyczytałem na team360.pl. Nietypowym i trochę głupim skoro niektórzy ich nie zdjęli zabiegiem organizatora było zabronienie biegania z zegarkami z GPSem na 10 minut przed startem. Po przebiegnięciu tych pewnie ze 31km czułem się i wyglądałem dość miernie, a już za chwilę miałem wsiadać na prom do Karlskrony i nie wracać zza morza przez 8 dni. Ogólnie z polongowego popołudnia pamiętam niewiele, ale wnioskując po moim pysku przed biegiem, to chyba nic dziwnego. (Pozdro Mati)

Na koniec ciekawostka jaką dzisiaj przeczytałem przy okazji przeglądu kwietniowej blogosfery - wiecie, że w południowej Polsce można natrafić na trzeciorzędowe wulkanity??? Kto by pomyślał...