piątek, 30 maja 2014

A siedem minut na KMP tracę tak


Ile to jest miejsc na wynikach końcowych w "elicie" - proszę sobie sprawdzić samemu. Nie bardzo podoba mi się objętość ostatnich notek, ale najwyraźniej tak już być musi. Moje aktualne (przy okazji warto dodać, że mocno ewoluujące na przestrzeni ponad 3 lat) zdanie na temat blogaska jest takie, że piszę to głównie dla siebie na starość i nie przejmuję się żałosnymi (małe kilkadziesiąt dziennie) ilościami wejść. Powiem więcej, jak ostatnio czytałem z ciekawości najlepsze dokonania widoczne w połowie lewej kolumny, to miałem zdecydowaną ochotę uścisnąć dłoń autorowi. Czego jak czego, ale czytania archiwów jestem gorącym zwolennikiem. Samozadowolenie najważniejsze. Jak widać w 600-700 osobowym gronie polskiej orientacji nie wyrobiłem sobie dostatecznej marki, a same wodotryski stylistyczne i językowe nie do końca przekonują. Oczywiście jebać to :)
Tytułowy obrazek powstał przy pomocy aplikacji (skryptu?) ze strony http://3drerun.worldofo.com/ autorstwa niezastąpionego Jana Kocbacha. W obliczu dużej popularności technologicznych nowinek w polskiej orientacji akurat wykorzystanie 2DReruna jest dość znikome. Przy okazji gorąco namawiam organizatorów do wrzucania międzyczasów w postaci analizy w splitalyzerze np. na stronę miedzyczasy.waw.pl, co potem wygląda jak np. tutaj. Albo dla nieznających sprawy wygląda po prostu tak:

O niebo przyjemniej od samych cyferek ogląda się wykresy. 
Z ciekawostek na koniec to porównanie Piłkowski x Podziński wypada prawie tak samo srogo jak np. młody Lakanen x Gueorgiou. Tylko co w tym ciekawego? Ja obstawiam, że Jonnego przypiliło sranie.

niedziela, 25 maja 2014

A po pierwszej zmianie wyglądam tak

(na asfalcie po lewej) fot. M. Ziętek-Leśnicka
Co jak co, ale Klubowe Mistrzostwa Polski w Heluszu to była kwintesencja orientacji w najlepszym (niesprinterskim) wydaniu. Jak pewnie co niektórzy zdążyli się dowiedzieć, miałem okazję po raz pierwszy od jedynie 6 lat oficjalnie biegać sztafetę klubową. Interesujący jest fakt, że klub obecnie znany jako sportowy OK! (a wcześniej otwocki KS) wystawił dzisiaj sztafetę klubową również pierwszy raz od 6 lat. Ponadto na ostatniej zmianie zwycięskiej sztafety ursynowsko-natolińskiego TSu obserwować mogliśmy brązową medalistkę MP w Longu. I chyba wszyscy są z takich obrotów sytuacji zadowoleni. (Propsy Basia!) 

PS: cytując posła na Sejm RP przyszłej kadencji Krzysztofa Bosaka - "Przy okazji gratuluję sukcesu kolegom z Nowej Prawicy!"

czwartek, 22 maja 2014

A po Nowym Świecie napieram tak


Niestety według aktualnych wyników takie tempo nie kwalifikuje się nawet na top10 Szybkiego Mózgu E2. Cóż począć. Jeszcze ze dwa lata temu przegrywanie z "kacperkami" (grajkami) typu Rutka, Pryjma czy Lisak byłoby niemożliwe nawet biegając na bosaka, a w tym roku staje się smutną rzeczywistością. Nie podoba mi się to. Głębszą analizę swojego występu zaprezentuję z pewnością wkrótce. (A może komuś jeszcze przyznają dyskwalifikację za przekraczanie niedozwolonych symboli?) Dzisiejszy etap można ponadto śmiało sparafrazować mottem z nowego (kobiecego!) blogaska - kto nie biegał, ten trąba! Samo centrum stolicy plus początek trasy wymagający jak nigdy.
opróćz tego łódzki Orientuś obecny bez żagla :)
PS: a sportowy OK wykrzynik zanotował wedle moich obliczeń całe 66,(6)% skuteczności w ukończeniu trasy profesjonalistów, tak trzymać!

poniedziałek, 19 maja 2014

Wyróżniony niesamowicie

Jak się właśnie dowiedziałem, już za 2 dni będę miał okazję po raz trzeci w życiu biegać z nadajnikiem GPS na zawodach organizowanych przez ursynowsko-natolińskie TS. Przedtem były jeszcze oczywiście okazje organizowane przez warszawską Gwardię, ale technologia wykorzystywana przez orientrack ma się do tej z trackcourse jak, nie przymierzając, O<!Sport do OK Orion. Zaliczenie do grona tym razem dwudziestu wybrańców uważam za wyróżnienie, bowiem podczas dwóch ostatnich warszawskich sprintów taki przywilej mnie ominął. A że GPSy przyznawane są chyba potencjalnie najlepszym zawodnikom, to mocno mnie to smuciło.
Wytrwałych czytelników informuję, że grubiutka opisująca miesiąc z życia biegacza notka już niedługo, a jeśli kogoś nudzą ciągłe wzmianki o sportowym OK wykrzykniku (zwanym przez pewnego twórcę /abstrahując od żenującego poziomu żartów/ dość dobrego kalendarza zawodów "znamienitym"), to również informuję, że one chcąc nie chcąc są integralną częścią blogaska, tak jak zmiana klubu jest integralną częścią moich poglądów na temat orientacji sportowej.
Pozdrawiam z rozwiązanymi sznurówkami i jeszcze roześmiany.

sobota, 17 maja 2014

Początek maja

Na nadchodzące starty czekałem z taką niecierpliwością, że w sobotni wieczór jedynie pozowałem do fotek i asystowałem przy bieganiu, a w niedzielę po prześlimaczeniu kilku punktów oraz byciu złapanym na 3 minuty, a następnie miniętym jak furmanka przez trenera Karola podjąłem dramatyczną decyzję o zejściu z trasy. Na pewno lepiej wyglądałyby te słowa na tle jakichś mapek z przebiegami, ale cóż poradzić, organizator mapek nie publikuje. Ja natomiast aktualnie nie dysponuję dostępem do skanera. Opublikowane natomiast zostały m. in. wyniki z niedzieli, z których niezbicie wynika, że ten jest ostatni, który nie pierwszy. Chodzi o mnie.
śmieszna sprawa, ile cech osobowości można zaobserwować na jednym zdjęciu
Niezrażony tymi nie-do-końca-powodzeniami jeszcze w niedzielę postanowiłem w najbliższych dniach wyzdrowieć i traskę niedzielną przebiec (bo to zgodne z modą). Jak postanowiłem, tak i w środę uczyniłem. Uczyniłem, wypada nadmienić, całkiem przyzwoicie , bo w czasie 55:35, który gwarantowałby trzecie miejsce. Jednakże, jak powszechnie wiadomo, ten trzeci ma najgorzej. Znowu, lepiej by te słowa brzmiały na tle mapki z przebiegami, ale cóż poradzić, organizator mapek nie publikuje. (Już w sumie nawet mogłyby być w pdfie, albo docu, byleby były...Niemniej jednak wrzucanie map w pliku pdf uważam za dziwny zwyczaj.)
A już jutro będę miał okazję po raz chyba pierwszy w życiu wystartować w zawodach niegdyś znanych jako "Puchar Ślęży", a teraz przemianowanych na "O-GAMES". W planie hardziutkie ściganie w sprincie po Świdnicy oraz hardziutkie zdychanie na 12,5km i 460m przewyższenia na klasyku po Ślęży i Raduni. Z geologicznych ciekawostek to prawie tuż obok terenu zawodów można natrafić na skały oryginalnie tworzące nie skorupę, a płaszcz ziemski, aktualnie będące serpentynitami. Mogę nawet pokazać gdzie.
Z niegeologicznych ciekawostek to Helen Palmer i jej śmieszna koszulka.

czwartek, 8 maja 2014

Jak zdrowo żyć?

To tytuł pewnego skądinąd bardziej chyba poczytnego od mojego blogaska. Publikujący tam są znani m. in. z twierdzenia, że sztafeta OK!Sport Warszawa na MP 2013 była potencjalnie słabsza od ich sztafety. W sumie to była i nawet po części z mojej własnej winy, ale zniewaga jest zniewagą. A dlaczego przywołuję w tytule takie zapytanie? Bo tamten blogasek próbuje dawać rady żywieniowe, a sam niniejszy wpis opieram na zdjęciu jedzenia. Ale nie byle jakiego, bo wspólnego, zrobionego w domku klubowym Kalmar OK i portretującego dwóch czołowych grajków polskiej orientacji.
fot. J. Kołosińska
Jeśli chodzi o zeszłomiesięczną Szwecję, to można powiedzieć, że dosłownie i w przenośni zupełnie jak Sławomir Zyga kilka lat temu wyszedłem na ląd. Szkoda tylko, że tak późno. Orientacyjne umiejętności poszły full do przodu i chyba po latach posuchy dorównują poziomowi tym z roku 2010 (czyli po poprzednich moich przygodach za Morzem Bałtyckim). Z niecierpliwością czekam na nadchodzące starty!
Jeśli chodzi o jedzenie, to kupiłem ostatnio książkę pod (nie)wiele znaczącym tytułem "Jedz i biegaj". Po przeczytaniu niezwłocznie podzielę się opinią. 
Jeśli chodzi o książki to czytam także "Bieganie metodą Danielsa" i mocno żałuję, że dopiero teraz, a nie 4 lata temu. Bowiem nie obrażając nikogo, uważam poświęcanie więcej czasu na rozmowy i przemyślenia z trenerem niż na właściwy trening biegowy za dość niemądre.
Jeśli chodzi o trening biegowy to przez 3 dni od ostatnich zawodów nie wykonałem nic, ale wczoraj około godziny 18 zanotowałem temperaturę ciała wynoszącą 38,2 stopnia Celsjusza.

PS: jebać obowiązki przed dziennikarzami, ten blogasek lepszy, Miri podobno propsuje

czwartek, 1 maja 2014

Po Grand Prix Mazowsza

Czyli innymi słowy "Wielkiej Nagrodzie Mazowsza", chociaż nagradzane tamże osoby widywały chyba w swoim życiu większe nagrody. Planowane ściganie z mazowiecką czołówką odbyło się, ale zdecydowanie wyszedłem z tego pojedynku przegrany. Okazja do rewanzu już jutro nad Zatoką Gdańską i czekam na nią z niecierpliwością. Szerszy opis przeżyć planuję napisać, ale jak to zazwyczaj bywa przy takich zapowiedziach - pewnie nic z tego nie wyjdzie. W każdym razie skorzystam z okazji i oficjalnie przedstawię nowy wygląd paska po lewej stronie ekranu - teraz oprócz licznika odwiedzin, linków do moich treningów oraz mapek oraz starego dużego loga, a także najlepszych notek można dokonać średnio trafnego tłumaczenia na jeden z osiemdziesięciu języków (mój faworyt - walijski) i, co najważniejsze, podziwiać (alfabetyczną) listę czterech blogasków, które odegrały największą rolę w kształtowaniu mnie jako pisarza internetowego. Niestety, trzy z nich wydaje się, że zagasły, ale tym bardziej są klasygami.
A fotka, jaką mi pyknęli pod koniec drugiego zeszłosobotniego etapu jest poniżej. Niebiesko-niebieski trykot pasuje jak najbardziej.