wtorek, 16 grudnia 2014

Chciałbym świecić jak słońce, a nie jak żarówka

Powiem tak: poprzednią swoją noteczkę przeczytałem od momentu opublikowania już cztery razy, taka jest zajebista. Statystyki odwiedziń są niestety cały czas żenujące, ale miniony wikend był na tyle przepiękny, że dla pięćdziesięciu wiernych (pozdrawiam!) czytelników zdecydowanie warto go opisać!

Rozpocząłem w sobotę rano wsiadając na stacji Warszawa Śródmieście w ten sam pociąg relacji Pruszków - Otwock, co reszta klubowiczów z UKS Kusy Warszawa. Podczas krótkiej podróży do Falenicy okazało się, że może i lat mam więcej, ale ulubione gierki na telefonie z grubsza te same. Na "Biegi Górskie" dotarłem w przeciwieństwie do każdego z moich występów z ostatnich kilku lat na grubo przed startem, bowiem krótsze dystanse (a głównie takie biegają reprezentancji Kusego) startują 45 minut przed dłuższym.
Wychodząc na rozgrzewkę spotkałem zupełnie nieaktywnego w internecie, ale najbardziej aktywnego w lesie mapkarza polskiego - Jaca Mora. Podczas opowieści o ostatnich dokonaniach kartograficznych i związanym z nimi brakiem treningu ustaliliśmy tempo, jakie obu nas satysfakcjonuje na 39:00. Innymi słowy, szanujący się zawodnik przy biegu na rekord (PB) powinien mieć pacemakera.

Pierwsza pętla wyszła w 12:54, czyli niby doskonale, ale było to zdecydowanie powyżej moich sobotnich możliwości. (Przy okazji dodam, że dla mnie bieganie poniżej 13 minut na falenicką pętlę to już dość mocno.) Na pierwszych czterech (jedna pętla ma ich siedem) podbiegach (oraz szczególnie zbiegach) czułem się jak król, napierdalaliśmy aż miło. Jednak każdy kolejny podbieg był coraz trudniejszy, drugie koło wyszło w 13:49, a trzecie również w 13:49. Co ciekawe, Jacek przed biegiem nie zgodził się na używanie wulgaryzmów do poganiania, więc musiał się mocno słownie nagimnastykować. Dodając te trzy międzyczasy wyszło 40:32 w tempie wg garminka 4'23/km przy dystansie wg niego 9,24km. Poniżej oczekiwań, ale zdecydowanie powyżej np. sierpniowej formy albo moich występów z poprzedniej zimy. Najlepsza fotka, jaką znalazłem to poniższa, niestety nie do końca widać na niej całkiem udane w moim wykonaniu trzymanie plegieru. Oprócz niej jeszcze trzy całkiem sensowne.

dwukropek pe
tłuszczu jeszcze za dużo, ale napieranie w dal trochę już jest
doskonała ilustracja mojego ambiwalentnego uczucia do "FBG" - młodzi orientaliści zestawieni z biegaczami spod znaku "a pierdolnę sobie jeszcze fotkę przed startem"

Sobotnie popołudnie upłynęło na kończeniu lektury blogaska trenera Karola. Najlepszym podsumowaniem tej pozycji czytelniczej jest komentarz pewnego mieszkańca Masywu Śnieżnika do notki z WUOCA 2012 - pozwolę sobie zacytować "Pierdolisz głupoty aż głowa boli." (Taki komentarz można jednak opublikować pod każdą notką każdego blogera i nie będzie daleki od prawdy.) Jednak przyszłego szefa klubu poznać trzeba dobrze, dlatego podołałem, chociaż kończenia wycieczek po zwyczajowe 3'32/km nie brakowało. Kilka najciekawszych spostrzeżeń:
1. chciałbym mieć takie zdjęcie
2. chcialbym mieć też takie zdjęcie
3. takie to już niekoniecznie, ale ktoś ogarnięty szybko zauważy na nim tzw. biegowego celebrytę od fanpaga "Bieganie życiem stylu", z którym to, gdy jeszcze był biegaczem, a nie celebrytą, miałem okazję trenować w otwockim KSie oraz nie biegać GEZNA w roku 2011 (relacja z GEZNA już wkrótce!!!!!!!!111!!!)
4. gdybym ja się znalazł na tej fotce, możnaby śmiało napisać "medaliści MP w sztafetach z roku 2015" - do zobaczenia 20 września
5. na początku roku 2011 miałem okazję wygrać trening, z którego to zwycięstwa zmontowano nawet relację wideo - polecam
6. przełom lat 2012/13 Dominik Chudzik spędził m. in. połykając niezliczone ilości tabletek - kto go widział w roku 2014, ten wie, że chyba nie wyszło na dobre
7. trener Karol to oczywiście znany entuzjasta łódzkiego Orientusia

Wieczorem próbowałem pływać oraz odwiedziłem (dość sensownie) saunę. Dlaczego próbowałem? Bo tempo rzędu 26'/km jest o około 2'/km czyli 3"/25m wolniejsze od mojego normalnego. Co jest dobrym potwierdzeniem tego, że po prostu trzy starty w cztery dni dość mocno mnie zajebały, ale o to przecież chodziło.

W niedzielę rano wsiadłem do polskiegobusa linii P4, a po 250 minutach (z ominięciem miasta Łodzi) wysiadłem w moim mniemaniu najładniejszym dużym mieście polskim. W planie było zrobić przepiękną wycieczkę biegową, uczestniczyć w "premierze" piwa z AleBrowaru oraz zaznać ukraińskiej gościnności. Plan zrealizowałem w 102%, nawet przy okazji łamiąc swoją zasadę dotyczącą nieużywania aplikacji "snapchat" na trzeźwo. Przy okazji też uporałem się z demonami przeszłości, przebiegając bez zmiany tempa trasę eliminacji KO sprintu z WNOFu z roku 2012 w 4:26, czyli o 32 sekundy szybciej niż 35 miesięcy wcześniej, kiedy to zrobiłem na niej minutę błędu i o 5 sekund minąłem ćwierćfinał. Ogólnie rzecz biorąc miałem w planie przebiec kilka mapek WNOFowych - wyświetlając je sobie na telefonie, ale najpierw nie trafiłem w Park Tołpy, a na pozostałe nie starczyłoby czasu... Jednak jak powszechnie wiadomo - co się nie odwlecze, to uciecze. Na zakończenie, oprócz przebiegu przez "najbardziej muzykalną dzielnicę", nie zabrakło rund honorowych: przy Pergoli i dookoła Placu Grunwaldzkiego. Nie mam w zwyczaju wrzucać linków do swoich treningów, ale ten był naprawdę zacny - tutaj zapisik gpsa. W poniedziałek rano próbowałem jeszcze razem z rocznikiem 96 z LO nr 5 napisać próbną maturkę z polskiego, ale niestety ubrany "na sportowo" - w szary dresik i z torbą - nie dałem rady dostatecznie ukryć się pośród ubranych w garnitury "abiturientów". Czyli dalej realizuję się jako pisarz na niszowym blogasku. No cóż...
odp. "Kilimandżaro"


Wroclove na jednym zdjęciu - Sky Tower (Ty Skower/Sty Kower) + sekundnik na sygnalizacji + dobry i normalny przystanek bez zatoki +piękna architektura
Z ciekawostek to jeszcze:
# wrzuciłem wszystkie mapki, które znalazłem w formacie qrt na swoim dysku do bazy map DOMA - aktualnie jest tego 257 i w liczbach bezwzględnych przegrywam z trenerem Karolem, ale pod względem map z określoną lokalizacją wygrywam znacznie. Innymi słowy, jestem niekwestionowanym liderem.
# dzisiejszy etap WNOFu (mapka na wzór łódzki w pliku pdf zamiast normalnym) doskonale pokazuje, że z "nocnych zawodów sprinterskich" nawet w małym parku można wycisnąć więcej niż marne 15 minut. Pod względem zakręcenia trasy niekwestionowane zwycięstwo w tym roku w Polsce. Pod względem zakręcenia trasy niekwestionowane drugie miejsce w tym roku w Polsce, ostatni etap Szybkiego Mózgu bije wszystkich na głowę. (I nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał, że spora w tym moja zasługa, bo nie dałem rady zrobić drugiej części planowanej mapy :)

Naszło mnie takie dość chyba trafne przemyślenie, że powoli "zaczynam być na bieżąco". A co do planów, to następna próba łamania 39 minut (chociaż w trochę innej scenerii niż falenicka wydma), a także sprawdzanie, czy poniższy obrazek jest prawdziwy już od jutra.

1 komentarz:

Jakub Z pisze...

Gratulacje :D Świetny czas!!
Kuba