niedziela, 18 stycznia 2015

Gdzie podziały się podziały (czyżbym się zeszmacił?)

Powiem tak: obfitujący w milion wydarzeń prawie miesiąc od ostatniej notki oraz fakt napisania tej po 18 dniach nowego roku (w którym jako jeden z celów okołobiegowych postawiłem sobie "100 postów na blogasku" /czyli patrząc statystycznie powinno już być 5/ ) wnikliwemu znawcy świata biegowego może dawać do myślenia. Zależność jest bowiem prosta: mądre, dobre i normalne bieganie = podniecony bloger i vice versa.
Dzisiaj udało mi się sięgnąć dna, bo "zaspałem" na Bieg Chomiczówki. Co prawda podobnie zrobiłem w roku 2012, ale wtedy miałem na jego start do pokonania drogę Karczew-Chomiczówka w zimowych warunkach, a teraz Marymont-Chomiczówka w pięknej scenerii przedwiośnia. Co śmieszniejsze, gdy przed startem szukał mnie trener Karol, usłyszał od przedstawicieli innego warszawskiego klubu bno - "pewnie śpi". Całkiem dobry i trafiony żart, dla mnie żałosna sprawa, a piszę o tym teraz, aby maksymalnie we wrześniu z przyjemnością to samemu przeczytać. Walka trwa!
Dzisiejsza historia (mająca zresztą swój początek w piątkowy wieczór na urodzinach Barta Nowaka) podsunęła mi tytuł jednej z kolejnych notek, która mam nadzieję będzie należała do historycznej serii moich największych hitów. Temat na różnych treningachbiegacza.pl itd. przejeżdżony w każdą stronę, ale zdecydowanie aktualny - "Walenie wódy jako element zaawansowanego amatorskiego treningu biegowego".
Plany na najbliższe dni? Mocne treningi z UKS Kusy Warszawa oraz rozjebka total (łamanie 39:00) na Biegu Górskim w Falenicy w niedzielę.
PS Słowo na dzisiaj? Brobawa - pomysłowe tłumaczenie duńskiego ølfrygt oznaczającego obawę, że w miejscu, do którego się wybieramy nie będzie dobrego piwa.
pozdrówki z Tadzina z 2013