środa, 22 kwietnia 2015

Kto ma renomę?

Powiem tak: patrząc na wyniki online dzisiejszego pierwszego etapu czwartej (a może nawet i piątej) edycji Szybkiego Mózgu na pewno nie ja. Bo chociaż seniorskie reprezentantki Polski ogrywam (a i z tym bywało w zimie różnie - m. in. o czym mam nadzieję już niedługo na łamach tego blogaska), to od seniorskich reprezentantów dostaję i to grubo. Ale powiedzmy sobie to szczerze i otwarcie - 19 minut na dzisiejszej trasie to jest poziom immortale, super elite i world class. 

Pozwolę sobie teraz na wprowadzenie cytatu, którym w pewnym stopniu wytłumaczę brak aktywności blogerskiej w roku obecnym. 
"Tutaj też podejście permisywne poskutkuje dalszą jakościową deterioracją krajowych wyrobów segmentu craft."
Napisał pan bloger piwny (notabene jeden z niewielu dobrych) w grudniu, a ja przeczytałem to pod koniec stycznia. Godne odnotowania jest też, że blogaski o piwie czytałem przez ostatnie 4 miesiące zdecydowanie częściej niż orientacyjno-biegowe. A jaki wniosek wysnułem z tamtych (notabene mądrych) słów? Że pisarstwo internetowe to w dużym stopniu sztuka sama w sobie, służąca głównie budowaniu niewybałego ego ego ego autora. A jeszcze jak ktoś to przeczyta i potem napomknie o twym blogasku to już wniebowzięcie. Niemniej jednak naprawdę jara mnie, gdy zauważam, że swoim blogaskiem wpłynąłem na cokolwiek.
Kolejna kwestia jest taka, że poziom zaangażowania w prowadzenie blogaska biegacza na orientację rośnie i spada wprost proporcjonalnie do wzrostu i spadku jego aktualnej dyspozycji/porobionych treningów/braku kontuzji.

Mapek i międzyczasów z Szybkiego Mózgu na Śródmieściu Południu jeszcze nie ma, więc i noteczka nie jest zbyt obfita. Oczywiście sprint sygnowany przez Jaca Mora zajebisty mocno ajak. A skoro sam Towerruning World Champion powitał mnie dzisiaj słowami "podobno jest nowa zasada - jedna noteczka na kwartał" to informuję, że właśnie przeminął (z wiartem) kolejny kwartał!

Na zakończenie po 1. filmik z prezentacją stawów skokowych piłkarzy ręcznych podczas MP, a po 2. piękna foteczka z oddziałem białoruskim w zimowej scenerii Beskidu Śląskiego (i zresztą w szczycie mojej tegorocznej formy)

niedziela, 19 kwietnia 2015

Jestem wygranym i przegranym w tym biegu

Powiem tak: wielkimi krokami zbliża się okrągłe 1461 dni, czyli cztery lata działalności blogaska. Blogaska, który w tym roku zaniemógł, ale chyba dzisiaj zmartwychwstaje. Dzisiaj, w dniu powrotu z mojego pierwszego (i na 90% nieostatniego) wyjazdu na Białoruś! Szersza relacja - wiadomo - z pewnością wkrótce, na razie pokrótce napisać mogę, że (e)sztafety urządzono w podmiejskich krzokach i torfowisku, klasyg był grubszy od grubych i przegrałem na nim tylko 31 minut, a sprint był WRE i nie dałem rady zbytnio zawalczyć, bo i bieganie sprintów na orientację to nie moje ulubione zajęcie. A co robiłem przez ostatnie 4 miesiące? (tzn. od znamienitego wyjazdu do Dubaju (gwoli przypomnienia - po życióweczkę na 10km, a nie w innych niecnych celach)) Oczywiście głównie waliłem browarki z butli oglądając ogórkowe piłkarstwo na stadionach z tartanową bieżnią w kilkutysięcznych miejscowościach.
A i jako że niewybałym zbiegiem okoliczności znalazłem mapę z najchujowszych zawodów, które biegałem w życiu (middle, Puchar UNTS 2012) - postanowiłem wzorem czołowych polskich seniorskich kadrowiczów założyć konto na tzw. INSTA. Lajkujcie, folołujcie, wiadomo.
Najlepszy przecież biegowy bloger w Polsce powraca.