sobota, 30 stycznia 2016

Pierwsze podyjum w rajdzie w życiu - jest

Powiem tak: i to nie byle jakim rajdzie, bo samych Śnieżnych Konwaliach (na trasie TP25) znamienitego organizatora z Moch(ów?)(uf?)(uff?). Szersza relacja oczywiście "wkrótce" (co najmniej 24h po publikacji mapek), natomiast na szybkości trzy spostrzeżenia:

- konwalie niby śnieżne, ale śniegu zero i chyba po raz pierwszy w życiu biegałem na zewnątrz bez czapki w styczniu (w lutym się to zdarzało, ale jedynie w Portugalii)

- województwo lubuskie przepiękne do biegania z mapą w lesie

- start takich zawodów to jest rzecz jedyna w swoim rodzaju: przed wieloma uczestnikami 50+ km, które "przebiegną" w 9 godzin - co daje zawrotne tempo przemieszczania się rzędu 11 minut na kilometr  (zapamiętałem np. dwóch grajków z numerami 127 i 129), a napierdalają początek po 4'00/km i to z pełnymi camelbakami

tak natomiast wygląda prawdziwy (niepodrabiany) rajdowiec, camelbak nieodłącznym elementem wyposażenia!

czwartek, 21 stycznia 2016

Same konkrety i zero pierdół (Co słychać u niereprezentantów? S01E03)

Wesołe Biegi Górskie (zima 2016-1. runda), 9 stycznia 2016, Wesoła
start ładny
plegier trzymany
zakręt po zbiegu nie taki łatwy, co prawda stromizny na foteczce nie widać
ale na profilu pętli widać (to ten trzeci i zarazem ostatni)
co trzeba mieć we łbie, żeby w taki sposób dobierać ubiór do warunków pogodowych - nie mam pojęcia


ABC biegu na orientację 2016 - Pogorzel Warszawska, 10 stycznia 2016
wyniczki - ja zrobilem B+C w 58 minut (traktując to jako część długiego rozbiegania), a z "dezbyskusyjną" przewagą cały trening wygrał nie kto inny, a kadrowicz i reprezentant. Mapki są w jakości jakiej są, nie mam na to wpływu.


Warszawa Nocą E3, 13 stycznia 2016, Gocław
winsplitsy mojego rozbicia
wyniczki oficjalne - warto odnotować, że nominalny zwycięzca przyznał się do przebiegnięcia przez oliwkowy kolor (który sąsiaduje z jasnozielonym żywopłotem, więc wychwycenie różnicy na biegu w nocy to nie taka prosta sprawa, a na szybkim biegu chyba wręcz niemożliwa) na przebiegu 24-25 oraz przez ciemnozielony żywopłot na przebiegu 4-5 (który to żywopłot na mapie dochodzi do budynku, a w rzeczywistości była luka). Wydaje mi się, że gdyby wzorem dużych mistrzostw w komunikacie zawodów pokazywano zdjęcia potencjalnych terenów prywatnych, po których nie można biegać oraz żywopłotów, których przekraczanie jest zabronione, a w terenie obszary owe wytaśmowane byłyby oczojebną taśmą (np. slajd nr 70 tejże prezentacji) - wtedy możemy śmiało przyznawać za ich naruszenie dyskwalifikacje. W przeciwnym wypadku - no cóż...
w biegu sprinterskim ze startu masowego wariant prawy mimo bycia 6m dłuższym jest zdecydowanie lepszy,
bo nie biegniemy pod prąd kolejnych grajków oraz uchraniamy się przed zderzeniem
a tutaj wariant prawy mimo bycia 20m krótszym jest zdecydowanie gorszy, bowiem natrafiamy na
start masowy kategorii zuchwałych, czyli musimy zatrzymać się i przejść pod prąd tłumu
przykład rozwiązania stosowanego na świecie całym jedynie w Warszawie - wariant na przebiegu na metę,
jakby była ona kolejnym punktem, mimo braku dokładnego opisu owej mety

WesolinO 2016 2. runda, 16 stycznia 2016, Wesoła
Próbowałem biegać z kamerką GoPro, ale niestety karta 64gb będąc zapchaną w 70% odmówiła współpracy.

XI Bieg o Puchar Bielan, 17 stycznia 2016, Chomiczówka
wyniczki (moje 18:10, międzyczasy: 3:27, 3:37, 3:39, 3:43, 3:44)
Postanowiłem pobiec mimo braku numeru, chociaż w normalnych warunkach zdecydowanie potępiam takie zachowanie. Jednakże tutaj organizator-nietakimądry zamyka zapisy online na 2 tygodnie przed zawodami, po czym 1/3 z zapisanych nie przybywa na bieg. Ewentualnie kilkadziesiąt numerów można zdobyć stawiając się osobiście w biurze zawodów w piątek wieczorem (na końcu świata jadąc komunikacjami miejskimi). Założenie razem ze Szmulem i trenerem Karolem było na <18:00, czyli po 3:36 każdy i końcówa opór. Trochę za mocny początek (ale dookoła tłum dzieciaków biegł szybciej) i za duża ilość śliskich zakrętów nie pozwoliły celu zrealizować. Co ciekawe, trening na podobnym tempie, tylko że dwa razy dłuższy wykonał (bez rysowania szlaczków tym razem) ostatnio również PatrzącyPozytywnie. (nie byłbym sobą, gdybym nie nadmienił, że takie kręcenie kółek tylko w jedną stronę skutkuje problemami przeciążeniowymi i krojeniem kolego)
na starcie dzieciaki na pełnej piździe! zwracam uwagę na trenera Karola, za nim Szmulo w niebieskim buffie,
za nim ja w zielonej czapce - a moje tempo otwarcia w okolicach 3'10/km
mój pies by chyba wolał wypierdolić barana w ścianę niż biec 5km po świeżo i bardzo obficie solonym asfalcie;
ten zresztą chyba też sądząc po minie, natomiast właścicielka niewątpliwie zadowolona z siebie
lądowań na tylną część pięty, jak to na takich spędach "biegaczy amatorów", nie brakowało 
Julia wolała nie patrzeć
ścigaliśmy typa w czapce Mikołaja od 3km, klepał w asfalt dośc głośno
niestety nie udało się go dojechać, tak jak i nie udało się połamać 18 minutek

PS Tytuł notki zaczerpnięty z komentarza "fejsbookowego krytyka".

niedziela, 17 stycznia 2016

Co słychać u niereprezentantów? S01E02

Powiem tak: nic specjalnego, niemniej w ten wikend zaliczyłem dwa "zwycięstwa". Dzisiaj (w niedzielę) - prestiżowe pośród czteroosobowej grupki "blogerów orientacyjnych"
//dygresja: wyobraźmy sobie następujący dialog 
- Podobno biegasz kolego? 
(trener Karol, Adam Szmulo, Iwona i ja) - chociaż nie objął mnie oficjalny pomiar czasu. Czas 18:10 na 5km (wyniki XI Biegu o Puchar Bielan) może dupy jakoś specjalnie nie urywa, ale to moja życiówka, bo i moja aktualna forma bez wątpienia jest życiowa. 27 sekund przewagi nad Iwoną to ponadto poziom taki sam, jaki zaprezentowałem miesiąc temu na pętli crossowej 3km w otwockim Anielinie. Iwona jest przy tej okazji godna wspomnienia, bo niewykluczone, że uda jej się w roku 2017 być w dwójce najlepszych kobiet w eliminacjach do World Games, mimo dotychczasowego braku bycia w kadrze objętej szkoleniem na owe World Gamesy. Jednakże nie zapominajmy jaki jest sens istnienia kadr (zupełnie taki jak sens rozgrywania mistrzostw w sztafecie sprinterskiej: żeby wygrał ten, kto ma wygrać): żeby był w nich ten, kto ma być oraz było komu robić foteczki na WOCu. Prosta sprawa!
luźno góra na końcówie!
Natomiast wczoraj (w sobotę) miałem niewybałą okazję wygrać trasę CM (link do wyników proszę) treningu zaliczającego się do XXII Zimowych Zawodów Kontrolnych 2016 Warszawsko - Mazowieckiego Związku Orientacji Sportowej o przyjemnie brzmiącej nazwie WesolinO 360°. Organizator ma w zwyczaju wrzucać mapki z trasami, więc swoje przebiegi zaprezentuję po ich (mapek) publikacji, natomiast już teraz dzielę się ciekawostką: oto boks startowy treningu owego. Z pomysłem!
Na koniec oczywiście tradycyjna piosenka, tym razem również zdecydowanie nie jest to (w sumie żadnym razem nie będzie)  typowa dla najlepszego obecnie blogera polskiej orientacji zachodnia muzyka taneczna z lat 80. ubiegłego stulecia. Refren wkręca się dobrzuteńko!

środa, 13 stycznia 2016

Co słychać u niereprezentantów? (Warszawa Nocą 2016 etap 3 - Gocław - "Znowu w życiu mi nie wyszło")

Powiem tak: jakiś czas temu (w okolicach końca września 2015) wymyśliłem sobie, że bieganie tzw. sprintów na orientację (znanych w Polsce głównie jako "obieganie obsranych przez psy trawników i ogródków dookoła bloków") to zdecydowanie nei jest zajęcie dla mnie, myślenia którego logiczną kontynuacją był brak udziału w ostatnim etapie Szybkiego Mózgu 2015 oraz pierwszym etapie Warszawa Nocą 2016. Następnie uznałem, że jeden etap z pięciu to sobie pobiegam, szczególnie, że miał być w historycznej okolicy itd. (chodzi o etap drugi Warszawa Nocą). Tamten grudniowy występ chwilowo przemilczmy, chociaż warte odnotowania jest, że na 9 z 29 przebiegów osiągałem top3, w tym na 3 byłem najlepszy (w tym na dwóch z nich ex aequo ze zwycięzcą całych zawodów - rozpierdalatorem ówczas (bo aktualnie chyba nie) Papuuusiem), udało mi się też wykręcić czasy przebiegów w top93 oraz top95. Czyli chwilowo podsumowując: ogień był, nie tylko w nodze.

Jednakże 10 dni temu po powrocie z mocno przebieganego w niemalże bezśnieżnej scenerii obozu sylwestrowego w Przesiece poczułem tak mocny zew ścigania się, że zapomniałem o swoich przemyśleniach i z utęsknieniem czekałem okazji do sprawdzenia "sprinterskich" umiejętności w "zawodach" ze startu masowego. Rozważałem również udokumentowanie tego wydarzenia na kamerce GoPro, ale niestety porzuciłem ten pomysł nie znalazłszy w domu odpowiednich złączek. A miałbym teraz materiał na miarę nagrań śmiertelnych wypadków z kamerki samochodowej.

Jako doświadczony grajek (nie pierwszy lepszy z ulicy)  do centrum zawodów przybyłem ponad godzinę przed startem i to wyposażony w obuwie zarówno płaskie, jak i z kolcami. Rozgrzeweczkę miałem niewybałą przyjemność robić z samym Juniorskim Mistrzem Świata w Sztafecie z 2011 roku, który to powraca na pełnej kurwie po niemalże nieprzerwanym ponad roku bycia kontuzjowanym. Omówiliśmy trochę tematykę kontuzjową: kogo kroili, kogo będą zaraz kroić, kto by się za kogo dał pokroić itd. Byłem bardzo kontent z ogólnego wniosku: wszyscy dookoła rozpierdalają się zdrowotnie, a ja tylko rosnę w siłę!

Następnie, jak to na stacie masowym, przyszło nam wszystkim (około 100 zgłoszonych grajków) stanąć na starcie. Powiedzieć o wybranej lokacji licha to nic nie powiedzieć. Nie miałem przy sobie aparatu celem pyknięcia foteczki, ale postaram się opisać w miarę poetycko (link do trakingu gps): 3 rzędy, ścisk jak skurwysyn, ludzie stoją sobie na plecach, ja jestem w środkowym, 10m przed rzędem pierwszym bujają się 2 huśtawki linowe, a 5m przed nimi jeszcze 2 takie równoważniowe, po 30m jest wąska na 2 metry furtka, następnie lampion startu wisi na mostku szerokości również 2 metrów, przez który cała nasza masówka przeprawia się na północną stronę Kanału Gocławskiego (chociaż wybierając prawy wariant optymalniej byłoby przeprawiać się szerokim mostkiem bardziej na wschód, ale kto by tam patrzył dokładnie na mapę biegnąc na 1pk).

Takim sposobem grajki z nazwiskami na pierwsze litery alfabetu typu D i G (z pierwszego rzędu) miały dobre 20-30m przewagi, którą sukcesywnie niwelowałem i kiedy szykowałem się do wyjścia na prowadzenie na swoim rozbiciu (a może i całych zawodów) na odbiegu od 9pk w stylu znanym z futbolu amerykańskiego zostałem powalony na ziemię przez niemalże trenera Kadry Narodowej Seniorów (jak pojawi się stosowna informacja na zielonymsporcie.pl, wkleję link), któremu to zgasło światło, więc na nocnych zawodach nie widział zbyt wiele. Leżeć na ziemi - zdarzało się nie raz, mieć bolące mocno kolano po zderzeniu - to już raczej niekoniecznie. Próbowałem jeszcze kontynuować do węzłowego (10pk), ale po wykrzyczeniu kilku słów zdenerwowania i krótkiej burzy mózgów w swoim mózgu uznałem klepanie po dość śliskich chodnikach i ulicach z obitym kolanem przez następne 4km za mało rozsądne. Dzięki temu mogę po raz kolejny w ostatnich kilku startach pochwalić się nieukończeniem zawodów, ale chyba zdrowie ważniejsze i lepiej nie dać się kroić. Jak się okazało, pod nieobecność tuzów warszawskiej sprinterskiej orientacji i przy marnej dyspozycji pozostałych grajków ze zwyczajowej czołówki, miałem realne szanse na historyczne, pierwsze w życiu top3 na Warszawa Nocą/Szybkim Mózgu, a kto wie???? może nawet zwycięstwo, gdyż na przebiegu 2-3 miałem niewybałą okazję mijać (po raz bodajże pierwszy w życiu) wspomnianego Mistrza Świata, którego w obecnych warunkach formy (mojej i jego) chyba bym rozpykał na finiszu. No cóż, nie pierwszy, nie jedenasty i nie ostatni raz mi nie wyszło. Morał jest bardzo krótki: obieganie obsranych przez psy trawników i ogródków dookoła bloków w nocy to zdecydowanie zajęcie nie dla mnie i nie polecałbym nikomu, chociaż jak ktoś biega dość wolno to dobry sposób na zapoznanie się z bno.

Godne odnotowania w kontekście przepisów "sprinterskiego biegu na orientację" oraz ISSOM2007 jest, że chyba nikt ze startujących na tym etapie (MAPA Z TRASĄ PROF) nie ustrzegł się choćby nastąpienia na kolor oliwkowy lub przekroczenia żywopłotu narysowanego najciemniejszym zielonym. Nie jestem ani mapkarzem, ani szefem komisji, ani nikim w tym sporcie, ale w cywilizowanych "sprintersko" krajach blokowiska mapuje się tak:


sobota, 9 stycznia 2016

I jak forma po obozie?

Spytał się w komentkach jeden z wiernych czytelników (i to nie byle jaki, bo najprężniejszy w blogaskowaniu biegacz na orientację z Polski), zatem nie wypada nie odpowiedzieć - moim zdaniem optymalnie, niemalże życiowa. (a czy naprawdę, to potwierdzi się już za tydzień podczas Biegu o Puchar Bielan na 5km - co prawda nie załapałem się na pakiety startowe, ale pobiec i pochwalić się grubym łamaniem 18 minut nie omieszkam - tutaj mała dygresyjka: jeśli zapisy na jakiś bieg (uliczny albo "ultra", Pěkné prázdniny to co innego, pięknego :) trwają kilka minut albo chętnych jest 2 czy 10 razy więcej niż miejsc, to moja noga stawać tam nie zamierza i wasze, drodzy czytelnicy, polecałbym aby także nie stawały, bo po 1. po co się pchać tam gdzie wszyscy po 2. gwarantowane tłumy niedzielnych biegaczy spod znaku aplikacji z telefonu, czyli "modowych" (Jako klasa średnia jesteśmy obsesyjnie podatni na mody i trendy. Jak modne jest bieganie - to biegamy. Ba, jak modne jest coś tak idiotycznego jak sojowa latte - pijemy sojową latte. - jak to trafnie ujął czasami znający się na rzeczy Wojciech Orliński, ale generalnie nie polecam tego pana i tej gazety czytywać, bo, jak to się mówi, red is bad) - czego doskonałym przykładem są Biegi tzw. Górskie w Falenicy. // koniec dygresji)
A skoro Falenica jest oficjalnie be, to trzeba było znaleźć sobie coś innego do dobrego ścigania w zimę 2016. Wybór był bardzo prosty - Wesołe Biegi (tzw.) Górskie w Starej Miłośnie przebiegają przez nawet większą wydmę, więc i oferują nawet więcej przewyższenia na swojej trasie głównej. Ponadto dystans 10km ma tyle w rzeczywistości, nikt nie dorabia ideologii typu "wkopiemy słupki co 900m i napiszemy na nich, że są co 1km", a także żaden wojewoda-Alf słynący z zamykania boisk w A-klasie tam ani nie przyjeżdża, ani nie wkopuje tablic. I bardzo dobrze!
Jednakowoż działanie organizatorów w temacie np. wyników bardzo przypomina moje działanie jako blogera - liczne wodotryski językowe i niuanse wychwytywane jedynie przez wytrawnego czytelnika w tekstach na nie do końca najważniejsze tematy, a jak przychodzi do konkretów - ja nie umiem wrzucać postów regularnie ani nie napisałem jeszcze o GEZnO 2011(2 i 3 i 4 i 5) ani szeroko o Dubaju, a oni nie uznają za priorytet wrzucenia wyników w dniu odbycia biegu.
W normalnych warunkach zupełnie by mi to nie przeszkadzało (teraz też w sumie nie, ale dobre porównanie do własnej działalności odkryłem i postanowiłem opisać), ale dzisiaj nie dane mi było biegać z zegarkiem, więc mogę jedynie oszacować swój czas na 43:30, podczas gdy młode grajki z UNTSu (Wołowczyk i Pryjma) ganiali w okolicach 40:40-41:00. Czy to dużo czy nie, nie mi oceniać, jednakże gdybym miał oceniać, to bezwzględnie dużo, a biorąc pod uwagę moje spóźnienie na bieg owy i brak odpowiedniej rozgrzewki, to w tzw. sam raz. Szersza relacja może wkrótce :) Natomiast korzystając z okazji wstawiam 2 zdjęcia: jedno z humorem najwyższych lotów, a drugie oczywiście z zimowymi zdobywcami Karkonoszy ze stacją meteo w kształcie trzech talerzy w tle.



dobrze, że to nie impreza masowa, bo za zasłanianie twarzy i blokowanie drogi ewakuacyjnej pierdel murowany

środa, 6 stycznia 2016

To nie był najlepszy pomysł

Walnąć na czczo tyle gołdy? W żadnym wypadku nie mam na myśli alkoholu, a wygaszenie blogaska w październiku, które to było oczywistym następstwem jego umierania przez cały miniony rok (pański nr 2015), które to wielką kumulację osiągnęło na kanwie wydarzeń z tzw. "Mistrzostw Polski w biegu na orientację na dystansie sztafety sprinterskiej" kontynuacja nazwy których brzmi "rozgrywanych tylko i wyłącznie po to, żeby wygrał ten kto ma wygrać i dostał w końcu swoje stypendium z uczelni, a całej reszcie chuj w dupę i na imię i niech zamkną mordy, bo my tu stypendia musimy dostać, przecież po to startujemy w imprezie mistrzowskiej i co z tego, że są jakieś przepisy, kto by je tam kurwa kiedyś czytał, wszyscy tylko kłody pod nogi kładą, a my tu walczymy o stypendia. A że ty, panie "bloger" piszesz od zarania dziejów o marności przepisów PZOS i ich całkowitej indolencji w kwestiach związanych z tzw. sprinterskim bno oraz mapowaniem w zgodzie z ISSOM 2007 to możesz sobie wypierdalać i pisać dalej, nikogo to nie interesuje, tutaj poważna walka o stypendia odchodzi".
Jak ktoś już ochłonął po wydarzeniach z przełomu października i listopada, to na podniesienie ciśnionka polecam lekturę fejsbuczka:
komentki u trenera Karola
komentki na zielonymsporcie.pl
(oczywiście niezbędne w takiej dyskusji jest wyrażanie swojego zdania w oparciu jedynie o opinie ze swojej własnej głowy lub ewentualnie z jakiejś mądrej głowy obowiązkowo ze swojego klubu, a w żadnym wypadku nie w oparciu o akty prawne warunkujące współzawodnictwo w naszej dyscyplinie czy analogiczne precedensy z poprzednich lat - jak ktoś nie lubi być w miarę na bieżąco z mistrzostwami różnych innych krajów (ja lubię bardzo, ale chyba większość nie lubi - bo przy okazji ubiegłoczerwcowych krakowskich MP w sprincie wychwalana pod niebiosa była mapa z odbytych równolegle mistrzostw Danii i tylko i wyłącznie ona, ale o tym szerzej mam nadzieję w przyszłości niedalekiej) to polecam eksperyment myślowy: liczymy w głowie europejskie nacje biegające na orientację, po czym mnożymy tę liczbę przez powiedzmy 10 lat rozgrywania dyscypliny pt. "sprint", a następnie zastanawiamy się w ilu przypadkach mogło dojść do kłopotów wynikających z samej specyfiki ISSOM 2007 typu niezauważanie "nieprzekraczalnego" żywopłotu, przeskoczenie bez trudu lub wręcz przebiegnięcie przez mur czy płot "nie do przejścia", przebiegnięcie przez trawnik wyglądający zupełnie tak jak ten po drugiej stronie chodnika, ale oznaczony w przeciwieńśtwie do niego jako "prywatny" czy wręcz przebiegnięcie przez obszar oznaczony jako "zakaz wstępu", na którym mieli znajdować się kibice, ale przegonił ich np. deszcz. Naprawdę kłopoty są wszędzie na świecie, a moje zdanie jest takie, że nic nie stoi na przeszkodzie zorganizowania biegu na dystansie "sprint" na bieżni tartanowej z podbijaniem punktów co powiedzmy 100m, w razie potrzeby będzie to sztafeta, a bieg na orientację niech polega na jak najszybszym przemieszczaniu się w jak najtrudniejszym terenie, a nie obieganiu obsranych przez psy trawników dookoła bloków.)

Wymyśliłem również na szybkości, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że są od tego ludzie zupełnie spoza środowiska i zupełnie nieogarniający tematu, slogan reklamowo-marketingowo-promująco-rozwojowy: zielony sport tylko i wyłącznie przy zielonym stoliku!

Na zakończenie tych wynurzeń i przejście do właściwego tematu odwieszenia blogaska, powiem tak: oto dzisiaj nastąpiła znamienna chwila, kiedy chciałem sobie sprawdzić co miałem okazję myśleć i napisać przy okazji jakichś wakacyjnych zawodów a tu pstryk! nie ma takiego wpisu. Zatem wykonałem odpowiednie kliknięcia i pstryk! blogasek zaprasza znowu żądnego dobrego (lecz zawiłego) słowa czytelnika! Każdego czekającego na tę chwilę pozdrawiam gorąco, ten post akurat nie był majstersztykiem sztuki blogerskiej (za mało foteczeeek), ale od wylania pewnej ilości żali musiałem niejako rozpocząć. Może niedługo napiszę "coś lepszego". Tymczasem foteczka zimowych zdobywców karkonoskich szlaków oraz (a jakże :) tytułowa piosenka (i w żadnym wypadku nie jest to typowa dla najlepszego obecnie blogera polskiej orientacji zachodnia muzyka taneczna z lat 80. ubiegłego stulecia).