środa, 20 kwietnia 2016

Co czarnodziób powie po longu? (#roadtoSuwałki)

Powiem tak: równolegle do oglądania niedzielnej rywalizacji na północ od Suwałk (organizowanej co prawda przez stowarzyszenie z Augustowa, ale mimo wszystko w pewnej odległości od owego Augustowa) wracał mój blogerski zapał. Zapał fluktuujący zupełnie jak poziom insuliny we krwi osoby nie do końca panującej nad swoim odżywianiem dodajmy. Czy zatem poprzez analogię ja sam nie do końca nad czymś panuję? A bezpośrednio przekłada się to na żenujące przestoje na blogasku? Może pora postawić teraz kilka kropek ...

Otóż okazuje się, że wiodącym blogerem polskiej orientacji w ostatnich dniach stała się za sprawą opowieści o swoich pierwszych wojażach z mapą poza Mazowszem Kasia Ślusarczyk. Kasia całe życie biegała przeciwnie do wskazówek zegara po tartanie - domtel mówi o poziomie 4:26 na 1500m /życiówkę na 10km ma w przeciwieństwie do mnie na poziomie <38:00/ - a obecnie za sprawą klubu OK.,;'!Sport Warszawa otrzymuje intensywne nauki w zakresie biegania z mapą. I jak już się tego za mniej więcej rok nauczy na odpowiednim poziomie, to może śmiesznie zamieszać w czółówce K21, bo mało kto umie się tam rozpędzać poniżej 4'00/km. Ale to zupełnie oddzielna kwestia, proszę sobie spojrzeć np. na aktualny ranking tej kategorii. :) Aha, miały być kropki ....


Mniej więcej w lutym skontaktowal się ze mną budowniczy tras na miniony long, czyli Jaco Moro oferując /jak się na samym końcu okazało/ intratną pozycję stawiacza punktów w kwietniu. Mój plan zakładał wtedy wzięcie udziału w 50km na Harpaganie w sobotę, więc zgodziłem się bez większego wahania. Doświadczenie podpowiadało mi bowiem, że na longu zawsze znajdzie się jakiś bardzo mocny grajek albo kilku, a ja powalczę maksymalnie o jakieś top6 czy top8. Na pięć poprzednich longów za mojej kadencji w M21 biegałem dwa, za każdym razem tracąc ~50% do zwycięzcy i zajmując bardzo wysokie miejsce odpowiednio w top12 lub top15, czyli odpowiednio ostatnie lub ostatnie z klasyfikowanych. W tym roku co prawda forma lepsza niż kiedykolwiek oraz dużo lepsza niż na owych longach, ale po co się kopać z koniem przez 2,5 czy 3 godziny, a potem dochodzić do siebie przez trzy tygodnie. W międzyczasie uznałem, że Harpagan z mapami "skan mapy topograficznej z geoportalu" i dziesięcioma punktami na owych 50km to przygoda nie dla mnie. W zamian w sobotę pobiegłem "ten kej" na asfalcie, z Karczewa do Józefowa, pod nazwą Bieg Wąskotorowy. Było to dość szczególne wydarzenie, więc może i załapie się na szerszy opis. W każdym razie zaprezentowałem się mizernie, nawet nie łamiąc wspomnianych wyżej /dubajskich z 2014/ 38 minut.

Nie wiem jaki odsetek polskich biegaczy na orientację zdaje sobie sprawę, jakim przedsięwzieciem i wyzwaniem organizacyjnym jest zrobienie zawodów. Większość klubów czy stowarzyszeń na wszelki wypadek bowiem unika robienia tego, ewentualnie ograniczając się do miejskich "sprintów" dookoła wiadomo :) .... obsranych przez psy blokowisk. Sprawa wygląda tak, że aby biegać w lesie mógł ktoś, ktoś inny musi całe przedsięwzięcie zaplanować i przeprowadzić. Bardzo ciężko przy tym o ustrzeżenie się jakichkolwiek błędów. W każdym razie po całych 4,5 godzinach spania i 2 godzinach stawiania punkcików przystąpiłem do obserwowania rywalizacji, w której absencję sam wybrałem. W międzyczasie miałem okazję nawet przez dobre pół godziny nalewać wodę na mecie, co było jakby spełnieniem ukrytego marzenia, właściwy człowiek na właściwym miejscu. Niestety, chyba nikt nie zrobił mi przy tym foteczki, byłaby doskonałą ilustracją owej noteczki.

Na starcie w M21 na dwa tygodnie przed Pucharem Świata stanął tylko jeden reprezentant Polski na tym wydarzeniu. Chyba zgodnie z oczekiwaniami Krzychu Wołowy wygrał zawody aż miło. I na tym koniec przewidywalnych rozwiązań, resztę faworytów dopadły problemy najróżniejszego kalibru. Były niepiknięte punkty, grypy żołądkowe, złamane dzień wcześniej palce i astmy. Chociaż jak ktoś jest przekonany, że "pierwszy punkt na pewno wspólny", to tracąc na nim kilka minut motywacja na pewno spada. Najbardziej cieszy mnie potwierdzenie, że umiejętność w miarę szybkiego biegania podczas biegach ulicznych /tzw. uklepywania asfaltu/ niekoniecznie ma przełożenie na bieganie z mapą w lesie. Wykaż się w lesie! albo Distinguish yourself in the forest, mate! A także to, że jeśli ktoś gardłuje o zdobytym przez siebie wkrótce medalu, to niekoniecznie oznacza faktyczne tego medalu zdobycie. Wzorową postawę w tej kwestii wykazał mój sparingpartner z zimowych biegów na 5km - Adam Szmulo. Zero hajpu, zero pierdolenia co to nie on, zero napięcia, tydzień wcześniej 50 minut wpierdolu na Parchatce, na śniadaniu przed biegiem wyglądał jak cień człowieka. Przed ostatnią krótką pętlą przekonany, że krzyki o trzecim miejscu to marne żarty. Aha, jeszcze zero foteczek ze swoich treningów na fejsiku. Bite 180 minut walki w lesie i medalik srebrny. Mojej radości okazanej przez szybę samochodu też chyba nikt nie uchwycił na foteczce, a też dobrze ilustrowałaby noteczkę. 
podium MP long 2016, za rok ze mną
na klubową foteczkę też się nie załapałem
mocny grajek widokowy punkt podbija tak

sobota, 2 kwietnia 2016

#roadto???

Powiem tak: w piątym poważnym starcie w zawodach z mapą w tym roku "osiągnąłem" dzisiaj czwarte podium. Udało się nawet wygrać, więc niebywale podniecony mogę sobie wzorem swych blogerskich początków napisać krótką notkę na dobranoc. Po przedwczesnym zakończeniu biegu po zwycięstwo na Szybkim Mózgu (eufemistyczne "zderzenie z innym zawodnikiem"), byciu drugim na Śnieżnych Konwaliach, trzecim na WNOFie w budynku i podium po 3 dniach w H21A na Prag Ister nadszedł czas na wiktorię na trasie TP25 na Wiosennym 360. Teren niby znany, ale 25km po krzakach z plecakiem w ciut ponad 2 godziny trochę zmęczyło. Szersza relacja zapewne standardowo "niebawem". 
mazowiecki las najpiękniejszy w świecie całym 
Oczywiście baczny obserwator od razu zuważy, że te wszystkie miejsca w top3 są dość naciągane, bo po prostu ani razu nie ścigałem się z np. dziesięcioma mocnymi grajkami, ale ten mniej baczny mógłby spytać: skąd takie sensacyjne "sukcesy"? Otóż głównie z prawilnego obozu sylwestrowego, który również czeka w kolejce na szersze opisanie. Póki co kolejna foteczka z niego. A pod nią oczywiście kolejny odcinek obrazkowego humoru najwyższych (tym razem naprawdę wyżej już się nie da) lotów.

żywność wysokiej jakości podstawą diety