wtorek, 30 sierpnia 2016

Puchar Koziołka (Kozel Kap) 2016 relacyjka

Powiem tak: na początek nierymujący się wierszyk. 
Alek Bernaciak to wielki atleta, pokonał go na WOCLongQ w 2008 w Czechach Toshiyuki Matsuzawa. Hahaha, ale się pośmialiśmy. (w żadnym wypadku nie neguje to oczywiście bycia jednym z absolutnych blogerskich klasygów oraz jedynym człowiekiem poza D. Hubmannem, który nie przegrał man-mot-man z Lundanesem w zeszłym tygodniu!)

W miniony wikend miałem niewybałą przyjemność wystartować w nieużywanym jeszcze na potrzeby biegania z mapą terenie między Otroczem i Batorzem, czyli w przepięknych (choć trochę kolczasto-parzących) lessowych jarach. Po wstępnej analizie "cieniowania ISOK" spodziewałem się czegoś typu Stary Zamość/Jacnia. Po wstępnej analizie wyników z piątkowego biegu nocnego (nikt a nikt nie połamał 10'00/km) i rozmowach z uczestnikami nastawiłem się na coś typu Parchatka, tylko bez pól i upraw chmielu pomiędzy jarami. Na start pierwszego etapu miało być 2300m  - było 3300, więc i przesunął się on o 15 minut. No cóż, podobno właśnie po to są zawody "pre-", żeby na tych poważnych już błędów w organizacji nie popełnić. Podobno, bo...aha, o Pucharze Świata miałem nie pisać. Na przebiegach 4-5, 6-7 i 7-8 testowałem sobie różne warianty biegania przez "zielone C z elipsą zielonego B w środku" - przez co finalnie do zajęcia przyzwoitego miejsca zabrakło mi małych kilkudziesięciu (dokładnie 26) sekund. Ale z mocy pod górę i ogólnego występu swojego byłem zadowolony full. Szczególnie pamiętając formę prezentowaną pod koniec lipca.

wyniczki tutaj 
Pierwszy raz od bardzo dawna startowałem w minucie 0, więc niestety nie nawiązałem bezpośredniego kontaktu z plecami żadnego rywala. Chociaż goniący mnie na 2 minutki Garbaty rzekł "do zobaczenia w lesie". Miałem plan po dobiegnięciu na metę cofnąć się na przeodstatni punkt i witać się tam z Michałem, ale bez przesady. Poważni grajkowie maratończycy wrzucając swoje treningi nigdy nie piszą dokładnego tempa i przerw - jeszcze by ktoś zobaczył co dokładnie biegają i łoooo ale tragedia by była. Ja zatem wrzucam mapki bez przebiegów. /poważni grajkowie maratończycy niestety konsekwentnie schodzą na ważnych zawodach z trasy/
jak śpiewał znany raper: jeśli jesteś hejterę, to pocałuj mnie w kule!
fot. M. Dolata
Po biegu przyszedł czas na wycieczkę po okolicy (niby typowa Polska B, ale bardzo przyjemne krajobrazy) i oglądanie sztafet na WOCzku w szwedzkiej TV wg instrukcji pana blogera. Jak widać po komentkach byłem jedynym korzystającym ze swoich porad, cóż poradzić... Może jednak WOCLongF w Estonii będzie mi dany. (Hahaha, ale się pośmialiśmy.)
Następny dzień to klasyk, lekko ponad 10km. Tutaj na szczęście miałem i kogo gonić i przez kogo być dogoniony. Nie ma się co oszukiwać, na MP nikt zupełnie sam do mety na wysokie miejsce nie dobiegnie, a widzenie kogoś na odbiegu w jarach pomaga bardzo. Ruszyłem w miarę spokojnie i po kilku punktach zacząłem widzieć dogonionego na 6 minut trenera Karola. "Tylko teraz nie jebnąć nkla i podium w generalce murowane" - pomyślałem sobie, bo i czemu miałbym się obawiać np. owego Garbatego :) Po lekkim zamotaniu na 8pk - lidar to jedno, czytelność mapy to drugie, a często jedno z drugim w parze nie idzie - w stronę 9pk biegliśmy już we trzech, bo i na trzy minuty dojechał mnie Duduś. "Przeszło pół godziny z kilkoma podbiegami, a taki wytrenowany w dobrych terenach grajek łapie mnie dopiero na 3 minutki - czyli nie jest źle" - pomyślałem sobie, po czym zajebaliśmy we trzech owy 9pk bardzo konkretnie i tyle widziałem Mikołaja. Na MP liczę na mimo wszystko przerywane w newralgicznych miejscach kółka punktów. Powody niby dobrego stanu rzeczy poznałem natomiast w drodze na 13pk - po 50 minutach biegu opuściły mnie siły /nie ma się co dziwić, pamiętając lipcową formę/ i do końca toczyłem się marszobiegiem z kilkoma dość poważnymi błędami. W międzyczasie zaginął gdzieś trener Karol, ale poważnie zaczynałem obawiać się porażki z Garbatym, byłby to bowiem tzw. blamaż. Finalnie wystarczyło na 3 miejsce w generalce ale niesmak po ślimaczniu od 13pk do mety pozostał. Teraz powiem coś, co wszyscy uczestnicy MP będą powtarzać za 3 tygodnie: pod pierwszy jar podbiegnie każdy, pod piąty niemal też, ale pod piętnasty tylko najlepsi.
wyniczki łączne tutaj
Podsumowując: kolejne zawody - kolejne podium. Chociaż teraz niestety nie było mi dane na nie wyjść, bo i lepiej nie stać na podium i nie stać w korku na drodze lubelskiej niż stać i tu i tu. Wyszedłbym w każdym razie na boso, bo nadal szukam sponsora od butów! Ktoś, coś? Przebiegi oczywiście ściśle tajne (jak niegdyś forum Jurek's O-Teamu).

Teraz pora na tradycyjną (bo już po raz drugi i na pewno nieostatni) mapkę archiwalną. Kto był zaskoczony skomplikowaniem i gęstością roślinności w Heluszu? Ja tak. A kto znał Ruszelczyce tuż na południe od owego Helusza przed wrześniem 2013? Ja nie.
http://zielonysport.pl/mapy/1994-20-526-PR.jpg
Mam jeszcze super ciekawostkę (jej znalezienie wymaga jednak pewnego ostukania z mapami geologicznymi, a Otrocz jest w NW rogu tego arkusza): na mapie z klasyka w okolicach punktów 15-17 występuje jedyny na całej mapie rów z wodą. Jak się okazuje, dokładnie w tym miejscu występuje jedyna na całej mapie wychodnia litotamniowych wapieni marglistych i to badenu! Nie żadnej kredy, tylko najprawdziwszego neogenu!

piątek, 26 sierpnia 2016

Pěkné prázdniny (v Českém ráji!) 2016 relacyjka

Powiem tak: od dobrych paru lat nie mogłem pojąć, dlaczego klub OK!Sport Warszawa spędza ostatni lub przedostatni wikend sierpnia nie na najlepszych wg konkursu sprzed kilku lat zawodach w Polsce (Grą Pri Pomorza), tylko hen za górami i lasami w okolicach Turnova na "Miłych wakacjach". Może dlatego, że sam słynę z bycia niemiłym. Hahaha, pośmialiśmy się. Trochę zastanawiające było, że 1300 miejsc na zawodach jest zapełnianych w około 15 minut od otwarcia zapisów. A po jedynych bieganych dotąd przeze mnie prazdninach w roku 2009 w Rovensku pod Troskami miałem głównie wspomnienie użądlenia na trasie przez dwie osy naraz, związanego z tym uderzenia adrenaliny i biegu przed siebie zakończonego na półce skalnej z najprawdziwszą przepaścią (tzw. abyssem) pod nogami. Aha, był też zakaz biegania w butach z metalem w podeszwie, bo zawody te odbywają się na terenie parku narodowego, czy innego aerału chronionej przyrody. Zatem zadowolony z siebie odwiedzałem GPPom w roku 2010, 2013 oraz zeszłym. W 2011 i 2012 pochłaniały mnie jakieś śmieszne studenckie sprawy, a w 2014 popsuty lewy staw skokowy.
Mniej więcej dwa miesiące temu dostałem maila od klubowej ogarniaczki orisa Malwy, że oto właśnie dzisiaj otworzyły się zapisy na owe prazdniny (które siłą rzeczy miały być mniej więcej dwa miesiące później) i przezornie zgłosiła wszystkich, bo teren w tym roku najlepszy z możliwych. Ja po przeczytaniu dokładniej rozpisu uznałem, że w prezentowanej natenczas formie w H21E zawalczyłbym o /wysokie, podkreślam wyraźnie, bardzo wysokie/ miejsce w top40, a w H21A o top20 i zdecydowałem się na kategorię H21UL, gdzie U oznacza ultimate, a L long. Parametry zbliżone do H21A, ale mapa bez dróg i, jak się podczas zawodów okazało, ewentualnie czegoś jeszcze. Czyli trochę turystyka, ale kto jest ogarnięty w sprawach orienteeringowych, ten wie, że np. na OO Cupie to kategoria najbardziej prestiżowa z rokrocznie naprawdę przyzwoitymi grajkami. Na PP 2016, jak się okazało, rzeczywiście dla turystów. 

Mały przerywnik: usłyszałem głosy, że powrót mojego blogaska można wiązać z "awarią serwerów" od trakingu i strony podczas majowego Pucharu Świata w Polsce - po niemal czterech miesiącach podobno wszystko nareszcie stanęło na nogi. Hahaha, pośmialiśmy się. (chociaż to akurat temat trochę tabu)

Przejdźmy zatem z racji ciszy na blogasku i braku opisów do sprawnego przeliczenia moich tegorocznych startów z mapą w poważnych zawodach. Zacząłem od trzech dni w Czechach w Wielkanoc, potem wpadło obieganie obsranych przez psy bloków i wieżowców na Szybkim Mózgu, następnie trzy dni Warszawskiej Mili, mazowieckie sztafety w maju oraz sprinterskie indywidualne i sztafetowe MP. Potem zaliczyłem jeszcze Rajd Miejski w Bydgoszczy i to by było na tyle. Czyli dość mizernie i do pożądanej przez wielu setki rocznie brakuje full. 
Uff, nareszcie mogę wrzucić mapki.



W skrócie: tzw. miasta skalne typu Błędne Skały w naszych Górach Stołowych, opis punktu, który mógłby być logiem zawodów: rozwidlenie szczelin skalnych, tempo zawodników kategorii H21E rzędu 10 minut/km, pierwszego dnia na szczęście na 1pk i 11pk można było domyślić się ścieżki, a brak koloru jasnożółtego zauważyłem na mecie, drugiego brak zielonego w niczym nie przeszkadzał, trzeciego nareszcie był ultymat. Może nawet za bardzo, ale "jak się bawić - to się bawić" i 300 metrów przebiegu 12-13 pokonałem w 18:00 (brakowało warstwic i polanek) pytając przy okazji nawet dziewczynkę z D14 o drogę. Niestety nie posiadam aktualnie urządzenia na rękę z GPSem, więc brakuje przebiegów. Może i lepiej, bo nie byłoby spod nich mapy widać. Jak ktoś lubi mapki jednak z drogami i warstwicami, to wszystko w trakingu na stronce
Po przebiegnięciu takich trzech etapów można sobie zadać wiele pytań związanych z celami w tej całej zabawie. Czy jeździ się na wakacyjne zawody, żeby napierdolić się jak szpadel i zabrudzić własny śpiworek, zbierać starty do owej upragnionej setki jak pokemony, wrzucać foteczki na instagrama czy może pobiegać na prawdziwą orientację w unikalnym terenie i mieć o czym pisać na blogasku. Odpowiedzi szukam, czasu jest tak wiele.
W każdym razie skończyłem całe zawody w owym H21UL na drugim miejscu, za jakimś starym chłopem, którego ogrywałem na większości przebiegów, ale błąd na 15 minut to chyba nawet w K21E w Polsce byłoby za dużo, żeby wygrać. Hahaha, pożartowaliśmy sobie. Miałem okazję wyjść po raz drugi na drugiej trzydniówce w Czechach w tym roku (w kategoriach dla zjebów dopowie od razu pilny czytelnik, a ja przyznam rację) na podium, po czym wypić wygrane piweczko pisząc blogaska. Godne odnotowania jest, że rok temu drugi w H21UL na PP był Mateusz Dzioba, a jak polatał na tegorocznych MP sprinterskich - wszyscy wiemy. Jeszcze godniejsze odnotowania - sprzedawca piwa na owych zawodach, czyli Pivovar (czeskie słowo pivovar to po polsku browar) Skalak z Rohożca (co bardzo istotne - będący w rękach narodowych, a nie obcego kapitału!) przygotował specjalne promo - za 10 sztuk płaciło się nie 200, a 160 koron. Karnecik nabyłem dopiero w sobotnie południe i niestety wykorzystany został jedynie w 9/10. Za rok postaram się o poprawę, a te zawody mimo kolidowania z naprawdę dobrym GPPom to pozycja obowiązkowa.
szukam sponsora od butów, ktoś coś? (hahaha, pożartowaliśmy sobie)
 (fot. P. Drągowski)
tadziu32167 początki blogaska throwback

Co dalej? MP klasyk&sztafety test races w ten wikend, KMP w kultowych Jakuszyckach w następny i Puchar OK.,;'!Sportu w następny. Wystąpię tam w roli budowniczego tras i mogę zdradzić, że zaimplementowana metoda rozdzielenia kolejnych startujących będzie skuteczniejsza niż na samym wielkim WOCzku tegorocznym.

Na koniec - nowa świecka tradycja! Zamiast jakichś marnych piosenek - najpoważniejsze stare polskie mapki /w co najmniej przyzwoitych terenach z przewyższeniem, a nie w jakichś jebanych płaskich krzakach/ wprost z bazy na stronie związkowej. Kopalnia wiedzy! 

www.zielonysport.pl/mapy/2006-26-1315-PDK.jpg

wtorek, 23 sierpnia 2016

Wskazówki dotyczące oglądania WOCzka 2016

-1. Już dawno kupiliśmy sobie pakiet na cały tydzień. Albo siedem takich pakietów, przecież nas stać.
0. Wymagana jest pewna znajomość języka szwedzkiego, gdyż w szwedzkiej telewizji nie ma innego komentarza - co bardziej zapobiegliwi zaczęli się już uczyć dawno temu, a zaległości można na szybkości nadrabiać online np. tutaj.
1. Instalujemy (albo mamy) przeglądarkę Opera.
2. Instalujemy add-on DotVPN (np. stąd).
3. Podajemy raczej swój fejkowy adres mailowy, bo i po co normalny i wybieramy z listy krajów Szwecję.
4. Arsenal
5. Odpalamy relacyjkę na SVT Play 
http://www.svtplay.se/video/9921403/orientering-vm/orientering-vm-23-aug-12-55 
oraz odpowiednio w kolejnych dniach kolejne relacje, lista wszystkich pod
http://www.svtplay.se/video/9921403/orientering-vm/orientering-vm-23-aug-12-55?tab=kommande
a lista minionych pod (również teoretycznie niedostępnych poza Szwecją) /gdzie tutaj podejście SWEDEN YES ja się pytam!!!???/
http://www.svtplay.se/video/9921403/orientering-vm/orientering-vm-23-aug-12-55?tab=senast
od razu można nauczyć się dwóch słówek: senast to minione, a kommande to nadchodzące
6. Rozwiązanie nie było przeze mnie testowane wcześniej, więc nie daję na nie gwarancji.
7. W temacie gps trackingu nic nie pomogę ;)
8. Zadowoleni z siebie za zaoszczędzone 8 lub nawet 20 EURO kupujemy np. pochodzącą z dalekich krajów butelkę piwa kraftowego o pojemności 330ml, które to piwo może z powodzeniem ustępować jakością solidnemu polskiemu wyrobowi za 8 PLN. Ale stać nas, więc kupujemy siedem takich butelek.
88. Piszemy w komentku "Dziękuję serdecznie panu blogerowi i życzę zajęcia wysokiego miejsca w top69 na WOCzku za rok w Estonii"
1410. Tak, tak - wiem, że transmisja TV nie robi się sama ani za darmo i najłatwiej ją opłacić przez drobne datki od widzów - ale czy aby na pewno chcemy tutaj podyskutować o tematyce IOFu i jego finansów?

relacje ze (tfu!) sprinterskiej orientacji póki co działają

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

W internecie mnie nie szukaj, raczej nie ma tam postów

Powiem tak: kierując się słowami piosenki pana rapera Tako Hemingłeja w połowie maja postanowiłem zupełnie i na zawsze (na wieki wieków elo) wygasić po raz trzynasty w życiu blogaska. Przy tej okazji wpisałem 3 zdania swojego zdania na temat fanpejdżerowania/blogaskowania biegowego (w skrócie: wrzucania zdjęć swojego pyska okraszonych miernym merytorycznie, ale bogatym marketingowo komentarzem przez głównie bezdzietne osoby po trzydziestce spędzające w taki sposób swój wolny czas - tak, tak, sam mam niemal 26 latek - chociaż oczywiście "nie wiem o tobie, ale ja czuję dwadzieścia dwa" - i 0 dzieci), wrzuciłem piosenkę, w słowach której krył się tytułowy cytat i zamknąłem przysłowiową mordę. A że forma pisarska jest pochodną formy biegowej oraz aktywności innych pisarzy, przez 3 miesiące nie było mi niczego szkoda. W ostatnich kilkunastu dniach natomiast jedno i drugie wyraźnie wzrosło, a mi zaczęło dość poważnie brakować własnego pisarstwa. Zatem jestem znowu. Opowiadać mam o czym, ciekawostki dodane do zakładek, bateria w klawiaturze wymieniona, palce rozgrzane - w najbliższym czasie ofensywa pisarska!

Jeśli chodzi o "przestój blogera", to przypominam styczniową notkę i jak za każdym razem ("behind every together" - jakby ktoś chciał zaimponować posługiwaniem się językiem obcym) polecam czytanie starych noteczek. Czytajcie polskie stare noteczki biegowe!

Na koniec, zwyczajowo, piosenka bez dedykacji - tym razem ze świeżutkiej płyty Sabatonu.