wtorek, 18 października 2016

Nem beszélek magyarul

Powiem tak: Piłkowski nie schodzi z podium na Węgrzech! W pierwszym starcie rozpier**la konkurencję w pył, a w drugim zajmuje niezmiernie wysokie drugie miejsce tracąc do przysłowiowego czempiona niecałe 55 sekund. Co prawda dzieje się to w kategoriach odpowiednio F21B oraz NYT, ale "czy ktoś gdziekolwiek wspomniał o elicie?" No właśnie - a marketingowy szum z nagłówka leci w świat!!!!!1!!
Porażkę na zielonogórskich MPeczkach przetrawiłem bez większego problemu, bowiem w tamten wikend byłem na 90%, a pisząc smutne i zgorzkniałe /przy okazji polecam jak poje**ny poprzednie noteczki z serii "sad&bitter man" - big piece of some good quality blogging shit/ noteczki podsumowujące już na 100% pewny wyjazdu za tzw. chlebem do Budapesztu. Na szczęście nie jestem zawodowym biegaczem na orientację i, oprócz konieczności startowania w Pucharach Świata w tak niedorzecznych terenach, że głowa boli, orienteering nie stanowi całego mojego życia - więc marne biegi na MP to mniej więcej jak niezłapanie dużej ryby albo słabe napierd***enie się do nieprzytomności albo co tam może komuś nie wyjść w wikendowym hobby. Natomiast dla niektórych brak medaljonu to nos na kwintę i wzrok w podłogę, a zdobyty następnego dnia - napuszenie jak paw i co najważniejsze powodzenie u płci przeciwnej. No cóż, może o to właśnie chodzi w sporcie tzw. profesjonalnym - nigdy nie było mi dane osiągnąć takiego poziomu i sprawdzić osobiście. Do Budapesztu?! - przecież w Europie Zachodniej i Skandynawskiej więcej można zarobić na zasiłku dla bezrobotnych - spyta ktoś, a ja przytaknę. Jednakże pożyjemy i zobaczymy najpierw za kilka lat, a potem za 15-20.
Przez niemal dwa tygodnie udało mi się kilka razy poklepać w asfalt na wybieganiach po mieście przy okazji na biegowo zwiedzając prawie wszystkie główne atrakcje, obejrzeć z bliska maraton oraz dwa razy wystartować z mapą. Na początek może zdjęcie aktualnej -życiowej - formy, którą jak się okazało z mozołem wykuwałem nie na potrzeby kategorii M21E na MP, a kategorii OPEN na Mistrzostwach Węgier (w skrócie OB) i która przy obecnej ilości czasu poświęcanej na odpowiedni trening ulegnie nieuniknionej deterioracji. (no homo)

Pierwszy start to ostatnia w tym roku runda lokalnych zawodów Vizsla Kupa. Vizsla to innymi słowy całkiem przyzwoita psia rasa - wyżeł węgierski i to krótkowłosy, ale nie chodzi w tym wszystkim o odchody psa, bo kupa to puchar. W każdym razie jak przystało na lokalne zawody - zupełnie jak na całym świecie - odbywaly się w miejskim lasku rekreacyjnym. Pomysł robienia w takowym mistrzostw kraju spotkałby się zapewne z głośnym pukaniem w czoło - ale jak mieliśmy okazję się przekonać w Zielonej Górze - Polska to nie cały świat. W skrócie: na zawody dojechałem autobusem, na dzień dobry na 1pk mijałem obozowisko cyganów/bezdomnych strzeżone nie przez dostojnego wspomnianego wyżła, a niezbyt przejemne duże psy, na 2pk po raz pierwszy w życiu na jednym przebiegu zrobiłem 100m przewyższenia (co prawda po ścieżce, ale jedno z marzeń spełnione! - miałem je od roku 2009, kiedy to pod koniec wakacji usłyszałem w opowieściach Słamowira Cyglera /bo nie bylo jeszcze instagramow i snapczatów/ rozszerzone wersje tego, co Podzio91 wypisał na blogasku), na 3 i 5pk mapa lekko nie oddawała rzeczywistości, a reszta trasy bez większego problemu i w naprawdę przyzwoitym tempie. Dość powiedzieć, że podbiegłem pod każdą górę - co na mapie z cięciem warstwicowym co 5m nie zdarzyło mi się bodaj od kategorii M16. Nawiązałem też kontakt z największym węgierskim klubem - Tabani Spartacusem.
wyniczki

Następny wikend to już owe mistrzostwa kraju na dystansie klasycznym (oprócz OB w skrócie są też literki N i E - czyli razem ONEB) i rozegrane dzień wcześniej w tym samym terenie sztafety, na które nie dane mi było dotrzeć. 14,5km i 700m przewyższenia w F21E (F oznacza posiadanie pary chromosomów XY) przy przysłowiowym i anegdotycznym już "braku przygotowania w tym terenie" to zdecydowanie nie były parametry dla mnie, tym bardziej, że nie mogę póki co tytułować się jako posiadacz licencji węgierskiego związku. Skończyło się na zgłoszeniu przez taśmy wygradzające strefę kwarantanny mety do kategorii NYT, czyli OPEN Technical. 4,2km i 200m, ale technicznie nawet bardziej wymagająca od F21E. Aha - przy okazji wypożyczyłem chipa "czerwoniaka", bo mój niestety razem z kompasem zaginął w zawierusze przeprowadzkowej. Odpuściłem z racji owej kwarantanny kupno kompasu i - jak już napisali na Bobie Jebando - postanowiłem udawać Pasiego Ikonena. Perlażu na głowie nie było i skilsów orientacyjnych też nie było, ale to bardzo długa historia. W każdym razie np. zieloneC to tutaj dobrze przebieżny las, w którym po prostu gałęzie wiszą na wysokości 1,5m i trzeba biec w śmiesznym pochyleniu, a zieloneA w przeciwieństwie do np. Mazowsza - rzeczywiście nie jest do przejścia.  Doświadczenie zaprocentuje z pewnością w roku przyszłym, ale śmiało większość niepowodzeń mogę zwalić na brak kompasu. Ponownie podbiegłem każdą jedną nawet najstromszą tuż za 5pk górę - co oznacza, że z formą trafiłem niemal równie dobrze jak polscy kadrowicze seniorscy - nigdy na najważniejsze zawody (czyli w ich przypadku np. WOC, WUOC - a w moim przypadku MP), a zawsze na śmieszne z punktu widzenia mocy grajka (czyli w ich przypadku MP - a w moim Puchar UNTS albo OPEN na ONEB). 
wyniczki
a oprócz nich - TAK, TAK, TAK!!! - splitsbrowser - no po prostu raj dla Piłkowskiego, że nie musi jak głupi pisać i prosić o wykresy, tylko jak w każdym normalnym kraju orientacyjnym te wykresy SĄ

W międzyczasie odbyto w Budapeszcie maraton - czyli iwent marketingowy zupełnie taki sam, jak w Polsce i pewnie całym świecie. Może z taką różnicą, że tutaj nie zaprasza się za gruby hajs czarnoskórych grajków. Mimo posiadania na terenie miasta możliwej do pokonania po asfalcie różnicy poziomów rzędu 400 metrów trasa była oczywiście płaska, aby jak najwięcej osob zmieściło się w limitach i np. poprawiło PB z 4:58:20 na 4:56:50. Barierę 3:00:00, poniżej której chyba można uznać kogoś za biegacza maratończyka połamały całe 82 osoby na 5000 startujących. Reszta przepięknie napędza machinę marketingową i "modę" na skutkujące jedynie problemami natury ortopedycznej klepanie w asfalt przez grubych ludzi . Oglądanie maratonu z perspektywy kibica w strefie expo to średnio przyjemna i skłaniająca do refleksji przyjemność. Przypominam zatem najprawilniejszy cytat, który każdy marketingowiec od magicznych skarpet albo amortyzatorów w butach robionych z "subtelnym" wpływem na środowisko w Chinach i transportowanych potem przez ocean kontenerowcem zrobionym z mimo wszystko wydobytych rud metali powinien sobie wyryć na nagrobku zlotymi zgłoskami:

Only when the last tree has been cut down, the last fish been caught, and the last stream poisoned, will we realize we cannot eat money.

Jak ktoś lubi nieujawniające się lajkiem czy serduszkiem obczajki internetowe /a lubi chyba każdy/ - to zapraszam do śledzenia na:
widok z okna nie mojego

jedni po takie podłoże jeżdżą w Tatry, a inni mają na rozbieganiu 
350m przewyższenia na 6km w mieście po asfalcie? zrobione

ja na ONEB

w międzyczasie odbyto zawody, na które zbudowałem trasy i jak to zawsze
w tym roku w OK!Sporcie Warszawa - na foteczkę się nie załapałem :(
Na koniec tradycyjna piosenka relatywna, której w takiej notce (szczególnie z tym jakże kunsztownym kompasowym nawiązaniem do Pasiego Ikonena) zabraknąć nie może.

wtorek, 4 października 2016

MP noc+średni relazione numero duo

Powiem tak: już bardzo dawno, żeby nie powiedzieć nigdy, nie jechałem na MP w M21 mocno powalczyć (o top6). Świadomy swoich (na treningach interwałowych mocno zbliżonych do brązowego medalisty - Krzycha Wołowego) umiejętności zamierzałem postawić tzw. all-in od początku w nocy, a średni dystans potraktować jako przyjemny, nie do końca szybki, TECHNICZNY bieg. Jakby to dobrze ująć.. założenia zostały zrealizowane w około 0%.
Nie będę się przy tej okazji brandzlował nadmiernie nad swoimi międzyczasami czy przebiegami (wszędzie na kreskę plus czasami jakieś wahnięcia i z rzadka wielkie błędy), czy też tym bardziej wyborem terenu na Mistrzostwa Polski oraz jakością mapy i tras. Przyjemnie poczuć się znowu jak czternastolatek /jakie morze możliwości przy dobrym pokierowaniu ma się w tym wieku/, ale MP to zdecydowanie nie Puchar Najmłodszych. Czasami najwyraźniej tak jest, że mimo przetestowania wszystkiego super dokładnie na tydzień przed można wyje**ać się na tak prozaicznej kwestii jak za duży i tłusty obiad. A przecież nawet wystarałem się o strój cały na czarno, jak tzw. czarny koń. Cóż poradzić, następne MP w nocy już za rok + do tego w terenie, gdzie nie liczy się jedynie bieganie na kreskę i po ścieżkach.
oprócz trasy przebiegi też na fioletowo
Jedyne, na co mnie obecnie pisarsko stać, to kilka luźnych spostrzeżeń:

# będąc w styczniu na prawie wygranych (noteczka "wkrótce"!) Śnieżnych Konwaliach zastanawiałem się patrząc w geoportal, jaki to nowy teren znajdą organizatorzy na październikowe MP i nawet znalazłem skarpę odrzaną koło Czerwieńska. Jak się okazało, wybrano przer***any na lokalnych zawodach kilka razy przez ostatnie kilka lat teren i trzyletnią mapę z naniesionymi nowymi wycinkami, ale niczym innym.
# od połowy sierpnia udało mi się zmniejszyć masę ciała o 7kg i to jeszcze nie jest szczyt możliwości, planowałem po wielkich sukcesach na nocnych MP napisać noteczkę typu "jak z bycia prawie grubasem zostać prawie biegasem", ale jak widać nie jest mi to dane. To może tylko zajaweczka z dzienniczka treningowego: 15.08.2016 - 25' BC1 + p.6' + 15' BC1 - biegane na mapie w temperaturze 30* C i zakończone odmową organizmu. 
# może za dużo trenowałem na zbyt dokładnych z punktu widzenia przeciętnego polskiego biegacza na orientację mapach Jaca Mora; inny Jacek - Kozłowski bowiem uznaje zasadę "jebniemy zieloną plamę tu i tam, po czym za 3 lata nie zaktualizujemy tego i zrobimy MP, w nocy i tak nie widać dobrze"
# kilka lat temu, rozpoczynając przygodę w M21, wyrobiłem sobie pogląd, że rywalizacja z sołdatami (zawodnikami ekstraklasowymi) z mojego punktu widzenia (zawodnika z dolnej części tabeli drugiej ligi) nie ma większego sensu, bo - zupełnie jak w polskiej ogórkowej piłce nożnej - nasze budżety różnią się o ponad jeden rząd wielkości. Niestety, przez ostatnie dwa nie do końca mocno przebiegane lata o tym zupełnie zapomniałem, po czym po dwóch w miarę przebieganych miesiącach wydawało mi się, że będzie ok. Nie było i chyba śmiało mogę stwierdzić, że umiejscowionego w 80% trasy 750-metrowego przebiegu ze sporą górą nigdy w życiu nie będę umiał przebyć w 3:21.
# na średnim udało mi się zająć bardzo wysokie miejsce w top30 i jak zawsze pozastanawiać się, jak to jest, że zwycięzcy są notorycznie na zawodach międzynarodowych rozklepywani dokładnie tak samo, jak ja na tych polskich
# cała otoczka zielonogórskich zawodów - pierwszorzędna
# nie otaguję sponsora jak te panie w rajtkach
# w Czechach w poprzedni wikend też nie popisano się w temacie jakość terenu/mapy/tras

"nie wysilaj się grubasku"
fot. K. Ślusarczyk
Co mogę powiedzieć na koniec? Przez lata ciężko zapracowałem sobie w oczach co poniektórych na opinię narzekacza. A jak śpiewa na wydanej niedawno płycie dekady (jak nie stulecia) najlepszy polski zespół muzyczny - "ci co narzekają niech z Polski spier***ają"). Zatem spier***am i dozo na JWOCU 2018.

niedziela, 2 października 2016

Mistrzostwa Polski nocny i średni 2016 Zielona Góra

Powiem tak: no cóż... 

#natarczy

#terendobrynapucharnajmłodszych
#naśnieżnekonwalieteż
#alenaMPchybanie

#roadtorio
#roadtomp2017


fot. I. Wicha