piątek, 18 listopada 2016

Cytat na dziś + fotozagadka

Powiem tak: przykro mi, ale nie mam za bardzo ostatnio czasu na klepanie w klawiaturę i przekazywanie swoich doświadczeń czytelnikom. Mam natomiast wystarczającą ilość, aby za pomocą swojego świecącego prostokątu (jazda metrem z tą piosenką na słuchawkach i liczenie osób klepiących w instagram albo zmieniających filter na snapczacie to jedna ze śmieszniejszych rzeczy, jakie przydarzyły mi się w tym roku - a łącznie przydarzyło się naprawdę dużo śmiesznych, więc to nie byle co) być w miarę na bieżąco z aktualnościami. 

A więc do meritum:

Will have to wait a bit to see this stride again. Due to a tight hamstring, being weak in the lower back, tight and weak in the lower abs and probably too much strength training after I strained the ligament in my knee, I now have a back problem. 

Nooo, roześmiałem się niemal jak przy słuchaniu Taka Hemingłeja. :) I naprawdę pasuje mi bycie rekreacyjnym grajkiem: bieganie bardzo mocno w każdy wikend po czym maksimum raz od poniedziałku do piątku ciesząc się względnym zdrowiem oraz średnią formą.
Od razu podpowiem /co by nie było nietrafionych strzałów/, że to Thor Norskov w wieku 22 lat.

Zatem do meritum po raz drugi:

Co polska kadra seniorska robi najlepiej? (mała podpowiedź: dokładnie to samo, co na WOCzku 2013 i WOCzku 2015)
fot. A. Stankiewicz

wtorek, 8 listopada 2016

Nem beszélek magyarul #2

Powiem tak: na początek może piosenka, co by wprowadzić czytelnika w odpowiedni nastrój. Styl to - jak się ostatnio okazało jeden z moich ulubionych - hungarian pub music.
Jak się za chwilę poniżej okaże, przez ostatnie 5 tygodni zaliczyłem chyba więcej biegów z mapą niż między początkiem kwietnia a środkiem sierpnia oraz zaliczyłem chyba więcej metrów przewyższenia niż przez cały miniony rok. Jakby to najbardziej celnie podsumować...bez przewyższenia cała ta zabawa znana jako bieg na orientację nie ma większego sensu moim zdaniem (a już szczególnie nie ma go w płaskim środowisku miejskim czy wręcz obsrano-blokowym) i jarać się treningami w jakichś płaskich polskich krzakach to jedno, a mieć notorycznie do wyboru bieganie 11-12km z 400-500 w górę to drugie.
Ostatnią notkę zakończyłem informacją o średnio udanym bezkompasowym występie w kategorii OPEN na Mistrzostwach Węgier w klasyku. Następny wikend przyniósł kolejne Mistrzostwa (do tego nieznane w Polsce) - w zespołowym scorelaufie oraz po prostu zespołowe. O tym pierwszym nie będę się rozpisywał, bo nie dane mi było wystartować, ale jest to coś w rodzaju szwajcarskiego odpowiednika, tylko częściowo jako scorelauf. Może więcej jak wygram z Sparim w przyszłym roku :) W każdym razie znowu przyszło mi w udziale biegać w OPEN, ale tym razem nawet było się z kim ścigać, bowiem po zrobieniu kilku średnich błędów przegrałem 1 sekundę z juniorskim kadrowiczem Marcellem Szabo. Teren w Bujaku jest stosunkowo prosty i głównie fizyczny, ale warto napomknąć, że w przeciwieństwie do dolomitowego Werteszu i wzgórz budańskich - lokalna geologia to skały wulkaniczne. Po obfitych opadach deszczu przed zawodami wydostanie się z dna kilku jarów stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie.

poglądowe "slippery slope"
Kolejnego dnia zaliczyłem debiut na Mistrzostwach Węgier w F21. Zawody zespołowe oznaczają indywidualny start i wyniki na podstawie sumy czasów. Obstawiłem trzecią (z czterech) najdłuższą (czyli drugą najkrótszą) zmianę i wyszło nawet ok. Jeśli nie liczyć zjazdu z powrotem na dno jaru na podbiegu pod 3pk to ponownie podbiegłem każdą jedną górę i mimo kilku mało optymalnych wariantów i średnio umiejętnego zbiegania zająłem miejsce w top4 na swojej zmianie, a nasza sztafeta Tabani Spartacus II uplasowała się tuż za podium. No cóż, brakujące 5 minut to właśnie moje błędy tego dnia. Wyniczki łączne i oddzielne. Co ciekawe, na owych zawodach spotkałem juniorskich grajków z krakowskiego Wawelu, którzy jak widać nie należą do najbardziej zapalonych czytelników mojego blogaska, bo byli mocno zaskoczeni.

kraje się zmieniają, natomiast Piłkowsky nic a nic
W następną środę miałem okazję wystartować w cotygodniowych budapesztańskich zmaganiach środowych - akurat wtedy odbytych w dość interesującym miejscu, bo na górze zamkowej (Budavári Palota). Po raz pierwszy w życiu dobiegłem na taki start z mapą prosto z pracy (może dlatego, że po raz pierwszy w życiu pracuję na etacie). Traska okazała się dość trywialna, ale umiejscowienie niektórych punktów dla tak nieobeznanego z terenem grajka jak ja nie było wcale oczywiste. wyniczki Koniec końców przegrałem jedynie z 28 zawodnikiem tegorocznego WOCzka - czyli przez analogię jestem mniej więcej na poziomie top45 na owym WOCzku? Jak zawsze ciekawe bardzo, że KADROWICZE na lokalnych zawodach w Polsce rozpi***alają mnie w pył, a na poważnych światowych sami są w owy pył rozpi***alani. Wiadomo, wychodzi przysłowiowy brak przygotowania w tym czy tamtym terenie.


widok z ostatniego punktu
ja na ostatnim punkcie
dział IT - zwracam uwagę na połączenie odczytu SI z telefonem, a nie laptopkiem
No dobra, to by było na tyle dzisiaj, z 3 tygodni zaległości nadrobiłem 1,5 - zatem druga połowa już w następnej noteczce. Liczę, że ukaże się ona jeszcze przed zawodami sezonu, czyli GEZnO, które już w ten wikend!

PS nie tagujący sponsora jak te panie w rajtkach Taco Hemingway wydał niedawną całkiem przyzwoitą płytkę, rapsy w takim stylu i konwencji to też jeden z moich ulubionych stylów muzycznych