piątek, 1 marca 2019

2018 throwback foteczki (livin' da vida loca!)



Powiem tak: jedziemy dalej. Ciśnie mi się na usta tylko jeden zbiorczy komentarz: ale ja jestem zajebisty! Tym razem opis nad każdą foteczką.

grudzień - 2017 pożegnałem w maseczce i z nie lada wystającym brzuchem

grudzień - przy okazji w doborowym gronie zdobywając Diablak. strava link było to już 14 miesięcy temu, a niektórzy podobno nadal w pełni nie rozmarzli - wyszedł niestety brak przygotowania do wielkiego zimowego zdobywania gór - trzeba mieć odpowiedni zapas tłuszczu (tzw. BF - body fat)

grudzień - w międzyczasie zaczytywałem się pisarstwie Jana Śpiewaka nt. warszawskiej "reprywatyzacji". 
PS ciekawe czy "studenci prawa wielcy organizatorzy wielkich wielodniowych zawodów" rozumieją cytowane zdanie

styczeń - jakaś tam wycieczka rowerkowa w granicach miasta, wiiidoczkiiiiiii przyzwoite strava link

styczeń - wielki zdobywca gór zdobywa takie szczyty nad Tatabanyą. w zimę! strava link

styczeń - he he jak widać nie każdy może zostać wielkim zdobywcą gór
"po chuj oni się tam w ogóle wpierdalali" jednym z lepszych filozoficznych cytatów, jakie poznałem w życiu

luty - wielki zdobywca gór zdobywa takie szczyty. w zimę! pierwszy zimowy wjazd na Janos Hegy! (przy okazji na Harmashatar Hegy też) - łącznie 1000m przewyższenia w granicach miasta na rowerze na mientko. na oblodzonych zjazdach hamulce nie do końca współpracowały i lekka kupa w majtkach, ale przecież wiadomix (to też super filozoficzny życiowy cytat) - what doesn't kill ya makes you stronga!  
strava link

luty - wielki podróżnik groundhopper rozpoczyna działalność w Zagrzebiu. Chorwacja jednym z niewielu krajów, w których nie biegałem z mapą. #nopyronoparty

luty - wielki kibic piłki ręcznej kobiet na Lidze Mistrzów w Dabasie. husaria z nami, POLAND STRONK

marzec - Gabarito u prawdziwego przez nikogo nie widzianego szczytu potęgi, to chyba jakiś 22 tydzień ciąży i prawie 20% body fat

marzec - wielki podróżnik groundhopper komunikacją miejską dojechał na kolejne derby euopejskiej stolicy

kwiecień - wielki podróżnik у Београду (w Belgradzie) przed zniszczonymi w 1999 przez amerykańskie bomby lotnicze budynkami rządowymi. przy okazji strava link orienteering w Serbii zaliczony

kwiecień - wielki podróżnik groundhopper zalicza kolejne derby. przy okazji okolicznościowy podkład muzyczny proszę sobie w tle odpalić #nopyronoparty

foteczka-alegoria całego mojego życia
Мој је живот мртво море (Moj je život mrtvo more)

kwiecień - serdeczne pozdrowienia dla wszystkich polaczków i ich mentalności wprost z ulic Jozsefvarosu

kwiecień - jeszcze w roku np. 2014 (kiedy to tęgim umysłem myślałem, myślałem i wymyśliłem, że najlepszy polski klub, w którym rozwinę swoje biegowo-orientacyjne skrzydła jest w Łodzi) w najśmielszych snach nie widziałem siebie oglądającego takie miejsca i tyle razy mogącego krzyczeć "WIIIIIDOCZKIIIIIII". wszystko dzięki współpracy z firmą trackcourse.com

kwiecień - wiiiidoczkkiiii z drugiej strony strava link

maj - w drodze na najwyższy szczyt Madziarstanu podziwiam kunszt lokalnych asfaltokładców

maj - wielki zdobywca gór na szczycie węgierskiego świata strava link

maj - wielki podróżnik zdobywca gór nad Boką Kotorską strava link


maj - kiedy w zimę 2018 zobaczyłem tę foteczkę z roku 1996 nie mogłem nie sprawdzić na własne oczy


maj - tak, to słynny stadion Grbavica. odbudowany (jak całe miasto) po świeżutkich zniszczeniach wynikłych z oblężenia


maj - wielki podróżnik groundhopper odwiedza kolejne południowoeuropejskie derby piłkarskie #nopyronoparty


maj - wielki zdobywca gór zdobywa takie szczyty strava link

maj - wielki podróżnik odwiedza tym razem bardzo wyjątkowo nie w pojedynkę takie miejscóweczki

maj - obie te foteczki zostały zrobione w jednym miejscu, tzw. where east meets west. taka alegoria he he.
pozdro Esra nagramy coś wierzę

maj - wielki podróżnik ekshibicjonista dotarł nad zachodni brzeg Wisły

maj - niestety Gabarito przypominał wtedy co najwyżej pana wielkiego doktóra Bartosza "Rydza Śmigłego" Rydlińskiego

(o kurwełe jak żałuję, że nie mogę biegać w K20-21, gdzie bycie Gabaritem wystarcza NA MIENTKO do wygrywania polskich zawodów)

maj - następnie przyszedł czas re-emigracji z Budapesztu do Karczewia, który oczywiście potraktowałem jako pretekst do wpierdalania się na najwyższe możliwe szczyty strava link

maj - GabaritoTV człowiek talentów więcej niż wielu, świadczy sam sobie usługi przeprowadzkowe

maj - no który WIELKI ZNAWCA GÓR (ale jestem zajebista/y, biegam po górach, słuchajcie i patrzcie i lajkujcie na fulla - biegam po górach!!!!! tak to właśnie ja wielka/i biegacz/ka górska/i) wie, gdzie zrobiono tę foteczkę? strava link


Oke, dotarto właśnie niemal do połowy ubiegłego roku. Póki co wszystko układało się lepiej niż dobrze i grubiej od grubych. Co mogło pójść źle? Odpowiedź w kolejnym odcinku.
Na zakończenie dupeczka 18-letniej Sandry Grosbergi na drugim planie i jednocześnie tragiczne kręcenie stawu skokowego na planie pierwszym. Alegoria życia. Z fartem mordeczki!

Plus oczywiście "na zakończenie tych pytań, problemów i wątpliwości - Kantyczka z lotu ptaka")

środa, 9 stycznia 2019

Powróciwszy? (2017 throwback foteczki)


Powiem (za Filipem) tak: upłynęło tyle lat, nie wiem kiedy to minęło nawet. Ostatnia notka z czerwca '17, przedostatnia z grudnia '16. Jak zawsze w niemalże ośmioletniej już historii blogaska - przerwa ze wszechmiar nieplanowana. Trafiały się podczas niej nawet kilkutygodniowe okresy bez jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Kto chciał - śledził z wypiekami na policzkach moje poczynania na w międzyczasie rozhulanej (polecam, dobry portal dla kolarzy amatorów najebkowiczów) stravie, a kto nie chciał - to nie śledził. Biegowo i nie tylko wydarzyło się dość dużo, nie ma chyba co już odgrzewać kotletów typu "węgierskie klasyki w M21 - 700m przewyższenia i czas mocnego zwycięzcy 100 minut", kto chce to obserwuje moją twarz i zachwyca się :) przekazywanymi treściami codziennie na instagramiku, a kto nie to? NIE
Zasadniczo przeniosłem "płynnie" internetową aktywność z blogspocika na stravkę i inszta, ale paru foteczek i tutaj wrzucić nie zaszkodzi.
(pardon za brak węgierskich znaków w nazwach miejsc)


styczeń - minus dwadzieścia stopni Celsjusza koło Kiskunhalas
(na treningach pre-JWOC 2018), 3 grube czapki nie wystarczały


luty - wjazd (a potem zjazd!) rowerem z miejskiej wypożyczalni
pod Cytadelę na Gellert Hegy, początki węgierskiej zajawki kolarskiej
strava link tutaj

luty - 8km po 4'00 na bieżni mechanicznej, czyli w moim wykonaniu tzw. przyzwoita forma
(w wieku 27 lat zrozumiałem, że w przypadku lodu i zawiei śnieżnej normalni zawodnicy
trenują na takich urządzeniach)

marzec - wjazd (i zjazd 50kmh!) rowerkiem typu stara rozjebana kolarzówa na Janos Hegy w nocy
strava link tutaj

marzec - rekordowa naonczas w życiu ilość tłuszczu na brzuchu,
wydawało mi się, że to zupełny max full, ale jak się w 2018 roku okazało -
zupełnie jak w każdej dziedzinie życia - SKY is the limit! 


marzec - pierwszy (i póki co jedyny) raz w życiu na szczycie wieży widokowej na szczycie Ślęży i to od razu
z widoczkiem na Karkonosze!
strava link tutaj


kwiecień - podziwianie na żywo kunsztu Jacka Morawskyego podczas powstawania mapki na
NAJWIĘKSZE
POLSKIE
P.I.Ę.C.I.O.D.N.I.O.W.E.
ZAWODY
W
BIEGU
NA
ORIENTACJĘ
czyli
#WAWELKAP2017
strava link tutaj
kwiecień - ostry zapierdol przy organizacji MP Long



maj - jeden z setek towarzyszy węgierskiego biegacza wyjmowanych z ciała po każdym biegu
strava link tutaj

maj - początek rowerkowego zwiedzania wszystkiego, co w promieniu 50km od budapesztańskiego punktu zero
(Hungaroring w tle)
strava link tutaj 
maj - trochę pedałowania po asfalcie i - pod dobrym kątem i przy dobrym oświetleniu - nawet chuda noga
strava link tutaj


czerwiec - pozdrówki spod kolumnady

czerwiec - marzenie z czasów młodości ponownie zrealizowane

czerwiec - poprawne odżywianie kluczem do wszystkiego 
(to zdjęcie moim zdaniem było murowanym faworytem do wygrania konkursu instagramowego na temat przygotowań do zawodów organizowanego przez #wawelkap, ale jak się później oraz w roku 2018 okazało, wygrywają tam albo dwunastolatki albo Rafał Podziński)
lipiec - kibicowanko juniorskim kadrom na Słowacji, to był mój pierwszy EYOC
(ubiór nie do końca adekwatny do pogody plus wino z Villany)


lipiec - drugie ujęcie z Bańskiej Bystrzycy, fotograf amator
zwinnie uchwycił przechyloną szklankę oraz Hangę Szuromi


lipiec - pierwszy raz w życiu ponad 100km na rowerku naraz
(i to dwa dni pod rząd, łączne przewyższenie 2700m)
po tym lipcowym wikendzie przestałem być zmęczony w połowie listopada
strava link sobotka
strava link niedzielka
lipiec - just an ordinary day in the office, jaranko Tour de Francem

lipiec - ostry zapierdol przy The World Games w OB-vanie (nie kenobim, tylko takim outside broadcasting)
(fani instagramani foteczkę już niedawno widzieli)
sierpień - marny grajek na finiszu E3 Hungaria Kup - nie posiadano siły, aby ukończyć 6km trasy,
po czym następnego dnia bez problemu przebyto 12km +500m przewyższenia
psycholog (niekoniecznie sportowy) potrzebny był na gwałt, nigdy się go nie doczekano
strava link tutaj

sierpień - zupełnie przeciętny letni budapesztański zachód słońca,
I GORZKO SIĘ ZAPATRZYLIŚMY W ZABRANE NAM DALEKIE STRONY

wrzesień - chudziutki jak na standardy roku 2018 Piłkowsky (jeszcze nie Gabarito - ten narodził się dopiero w kwietniu 2018)
po otrzymaniu sromotnego wpierdolu na lokalnych (840 uczestników) göteborskich zawodach
strava link tutaj
  
październik - słowiański przykuc na granicy ukraińsko-słowackiej
(Ukraina jednym z niewielu państw, w których byłem, ale nie biegałem z mapą)

listopad - 4 miejsce w MMX na GEZnO w parze ze Sławomirem Cyglerem
najwolniejszy z dotychczasowych siedmiu występ na GEZnO w moim życiu = najlepsze względnie miejsce (4 w MMX cenię wyżej niż 3 w MIX w 2016)
strava link tutaj

grudzień - pierwszy raz w życiu 80kg bez ubrań 
grudzień - kolarz najebkowicz gotowy na pierwszą w całości przepedałowaną zimę
pozuje pod siedmioma madziarskimi wodzami na Hősök Tere 


To moja droga z piekła do piekła - taką klamrą skończmy póki co.